Skąd się biorą dziury w budżecie i nie tylko

Bohaterem tego zdarzenia nie będzie wielka firma, bank ani ubezpieczyciel. Nie będzie także średnia, ani nawet mała firma. Nie spowodowali jej nierzetelni kontrahenci spóźniający się z zapłatą faktur. Nie spowodował jej ostatni kryzys. To bankructwo zostało zaprogramowane już 1989 roku, kiedy w Polsce pojawiały się pierwsze znamiona gospodarki wolnorynkowej, rodziła się na ponownie demokracja. W wyrżniętym z elit kraju, gwałconym przez pół wieku przez komunistyczne dyktatury, poniżanym i grabionym nie było dość Mężów gotowych sprostać budowie nowego, wolnego państwa. Na czele narodu stanął robotnik stoczniowy. Dalej już tylko przepaść.

Miliony, miliardy
Ile razy włączę telewizor by posłuchać co nowego wymyślił premier i jego ministrowie, tyle razy słyszę, że znowu nie ma na coś pieniędzy. To, że nie ma ich na nowe drogi jest już tak zakorzenione w umysłach rodaków, że jeśli uda się gdzieś otworzyć jakiś kilometr lub dwa, to wszyscy zachodzą w głowę jak to się udało?
Pieniędzy nie ma też na edukację, zdrowie, emerytury, renty, pielęgniarki, rybaków i górników. Nie ma ich na armię i dlatego tak nam kiepsko idzie ten podbój bliskiego wschodu. Nie ma pieniędzy na odszkodowania dla wywłaszczonych po wojnie kamieniczników, przedsiębiorców, posiadaczy ziemskich – nie ważne czy mieli jedną morgę czy tysiąc. Na nic nie ma. Na gaz łupkowy też.
A jednak…
Są pieniądze na rozwój. A tak, rozwój. Biurokracji. Biurokracja jest potrzebna. Stwarza miejsca pracy dla wszystkich kolegów, przyjaciół, dla rodziny przedstawicieli opcji rządzącej. Każdy, komu nowo powołany minister coś zawdzięcza lub w inny sposób jest zobligowany do odwdzięczenia się, znajdzie miejsce w jednym z licznych urzędów. Jeśli zabraknie urzędów, otwiera się nowe. Potem szybko okazuje się, że dzięki temu w każdym urzędzie jest jakaś zaprzyjaźniona dusza gotowa nieść pomoc temu czy innemu ministrowi. Pieczątką na odpowiednim piśmie, miejscem w radzie nadzorczej jakiejś spółki, jakkolwiek.
Z każdym nowym rządem powiększa się armia urzędników. Ci muszą zarabiać, muszą mieć komfortowe warunki pracy, muszą mieć spokój i nie mogą zbyt wiele mieć na głowie. Dlatego dziennie pochylają się tylko nad jedną sprawą, a i to nie zawsze, relaksując się przy tym całymi godzinami na korytarzach ministerialnych w towarzystwie innych uprzywilejowanych urzędników państwowych. I mają asystentów. Na przykład takich od noszenia torebki. Minister Fedak wie coś o tym.
Tak na marginesie. Obecny rząd powiększył urzędniczą rodzinę o ponad 100 000 (słownie: sty tysięcy) biurokratów. Tylko w ubiegłym roku przybyło nam ponad 40 tysięcy urzędników. Trzeba im płacić niemałe pensje, nagrody, premie, trzynastki, czternastki, wczasy pod gruszą i inne ekstrasy. Może w końcu ktoś otworzy oczy i podliczy, ile ta przyjemność kosztuje rocznie? Stawiam, że będzie to mniej więcej tyle ile skradzione składki do OFE.
Skoro już o bandytyzmie
Od lat w każdym wejściu do metra, pod kościołem, apteką, sklepem spożywczym spotykam jakąś staruszkę, która żebrze by przeżyć, bo przecież całe życie płaciła składki do ZUS na emeryturę. Jeśli ta staruszka ma więcej niż 85 lat to nawet nie może liczyć na pomoc medyczną gdyby zachorowała. Posłanka Mucha wygadała się wszak, że nie opłaca się takich starców leczyć. Zastanawiam się więc przy popołudniowej herbatce, czy aby nie rozstać się z doczesnością przed terminem i tym samym oszczędzić sobie przywilejów starości? Bo przecież Tusk, Fedak, Rostowski mają czelność wycierać sobie gęby emerytami, rencistami także tymi przyszłymi. I jeszcze Bielecki, prawa ręka Tuska, a może nawet prawdziwy premier, który tylko Tuskiem się osłania od ciosów. Nie wnikam.
ZUS tym czasem raportuje ilu rent nie przyznał, ile odebrał, ilu odszkodowań nie wypłacił. Działa przy tym chyba we współpracy z NFZ bo i ten chełpi się liczbą odmów na wnioski o refundację leków czy zabiegów. W ten sposób kasa zostaje w systemie, a ludzie  jak pozdychają z głodu i choroby, to nawet lepiej.
Przetrwają tylko najsilniejsi
Ileż można doić naród własny zanim się zorientuje? Do oporu, chce się powiedzieć. Zacząć należy od podniesienia podatków. Przypomnijcie sobie jak Tusk niemalże ze łzami w oczach mówił o podwyżkach i zaklinał się, że to tylko nic nieznaczące zmiany, że przecież żywność i leki nie podrożeją. Teraz spójrzmy na to co jest. Żywność podrożała i to nie tylko o ten jeden punkt procentowy, ale o kilka, kilkanaście procent, w zależności od pazerności kupca (podwyżka VAT-u jest przecież doskonałym wytłumaczeniem). Leki podrożały także. W tym roku – w ramach propagowania czytania – nałożono VAT na wszelkie wydawnictwa. Rząd wywiązał się także z obietnic dotyczących polityki prorodzinnej – podniósł VAT na konfekcję dziecięcą i inne produkty dla dzieci. Benzyna kosztuje już piątkę, kolej dużo za dużo i do tego jeździ jak chce. No, skoro nie radzi sobie z rozkładem…
W ramach dojenia rodaków, można także skubnąć pracującym oszczędności na emerytury, odmówić leczenia co uruchomi selekcję naturalną i uzdrowi społeczeństwo. Nie trzeba też kształcić, toż to kosztuje, ponadto niewykształceni nie zorientują się, że są okradani. Z bardziej awangardowych pomysłów polecam akcje promującą emigrację zarobkową, a dla niepoznaki można rzucić „jak się dorobią to wrócą i otworzą tu własne firmy”. Już to widzę jak walą drzwiami i oknami do palikotowskiego jednego okienka.
Budżet jak szosa
Dziur i dziurek naturalnie jest w naszym budżecie tyle co dziur w drogach. Rząd wykonuje jednak ruchy maskujące, czyli udaje, że ma pomysł jak je załatać. Jest kolejnym, który zamiata brudy pod dywan i chowa trupy w szafie. KRUS chociażby. Nie ma w Polsce mocnego, który ukróciłby w końcu janosikową metodę finansowania starości rolników. A obiecanki były. Wśród nich, przypomnę, także udogodnienia dla rodziców, więcej przedszkoli i żłobków, szkół, pieniądze na leczenie i godna starość. Tak. Prawda. To żelazne obietnice wyborcze składane przed każdym festiwalem polskiej demokracji, gdzie do wyborów idzie 30-40 proc. uprawnionych. Te 30-40 proc. wybiera żądnych władzy oszustów na kolejne cztery lata skubania. Gdyby zamiast tego obowiązkowi obywatele głosowali na tych, którym na sercu leży dobro kraju, a nie zaspokajanie własnego ego, można byłoby pomyśleć o jakichś reformach. Na razie, gdy myślenie na Wiejskiej jest kadencyjne, nie ma mowy o poprawie warunków życia nad Wisłą i zapewnieniu pieniędzy na najbardziej podstawowe potrzeby społeczeństwa.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s