Kto się boi Kaczmarczyka?

Arkadiusz Dziedzic w maju 2005 roku zaczyna pracę w charakterze doradcy Arkadiusza Krężla, prezesa Agencji Rozwoju Przemysłu. Ma zrobić audyt i przegląd wykonania planu restrukturyzacji sektora stoczniowego w tym Stoczni Gdynia, Stoczni Gdańsk, Stoczni Szczecińska Nowa, Bomet w Barlinku, Stoczni Marynarki Wojennej i spółki Cegielski SA. Wszystkie wymienione są własnością Skarbu Państwa. Opracowanie raportu zajmuje mu ok. dwóch miesięcy. Wnioski są zaskakujące – nie było żadnej restrukturyzacji, a Skarb Państwa dopłacił do sektora ponad 600 mln złotych w ostatnich 3 latach.
Zwieńczeniem jego pracy jest dokument pt. „Koncepcja dla sektora stoczniowego w Polsce”, w którym proponuje etapy centralizacji i prywatyzacji spółek sektora stoczniowego, w tym prywatyzację pracowniczą, „przy najniższych możliwych kosztach oraz w jak najkrótszym czasie, przy podwójnej maksymalizacji zysków dla budżetu Rzeczpospolitej oraz możliwości stworzenia Rezerwy Płynnościowej Budżetu w celu spłaty zadłużenia kraju” (cyt. z doniesienia o popełnieniu przestępstwa złożonego 27 marca 2006 roku przez Arkadiusza Dziedzica do Prokuratora Krajowego, Ministra Sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobro). O ujawnieniu przez Dziedzica tych, mówiąc najogólniej, nieprawidłowości pisze Puls Biznesu („Czubek góry lodowej”, 18 listopada 2005 r.). W artykule jest m.in. mowa o powiązaniach grupy polityków SLD z izraelskimi biznesmenami. Miesiąc później Dziedzic bierze udział w konferencji prasowej ówczesnego ministra gospodarki, Jacka Piechoty, która odbywa się w siedzibie szczecińskiej SLD. Zadaje Piechocie kilka pytań o przekręty w sektorze stoczniowym. Piechota nie odpowiada. Jest 22 grudnia 2005 roku.
26 grudnia Dziedzic jest gościem na świątecznym obiedzie w domu swojej matki, Liliany Dziedzic, gdzie ma się spotkać z żoną i synem. Wówczas nie mieszka już z żoną, z synem widuje się tylko w weekendy. Przychodzi na obiad wyłącznie ze względu na obecność syna. Jednak syna tam nie ma. Przyjeżdża natomiast wezwana przez Lilianę Dziedzic karetka i dwóch policjantów. Liliana Dziedzic wręcza lekarzowi pogotowia skierowanie do psychiatry wystawione na nazwisko Arkadiusz Dziedzic. W wyniku perswazji, Arkadiusz Dziedzic wsiada do karetki i jedzie do szpitala psychiatrycznego. Po drodze dzwoni do kilku przyjaciół i do ojca.
Lekarz dyżurny w szpitalu na Nowowiejskiej w Warszawie nie stwierdza u Dziedzica żadnych zaburzeń psychicznych. Nie widzi też podstaw do zatrzymania go na oddziale. Do szpitala docierają także Liliana Dziedzic, Waldemar i Andrzej Dziedzic (ojciec i brat ojca) oraz Monika Hebda, koleżanka Arkadiusza. Lekarz dyżurny po rozmowie z matką (świadkami rozmowy są pozostali zgromadzeni) postanawia o przymusowym zatrzymaniu „chorego” w szpitalu. Łamie tym samym Ustawę o zdrowiu psychicznym ponieważ Arkadiusz Dziedzic nie wyraża na to zgody. Chwilę później „chory”, jest już na oddziale i wbrew swojej woli dostaje silne leki psychotropowe. Do szpitala dociera w końcu adwokat Dziedzica, Filip Dopierała. Protestuje przeciwko zatrzymaniu Dziedzica w szpitalu i szprycowania go lekami, bez skutku.
29 grudnia Arkadiusz Dziedzic ucieka ze szpitala i jedzie do innego psychiatry, Huberta Kowalczysa, któremu opowiada całą historię i pozwala się zbadać. Lekarz nie stwierdza zaburzeń i dziwi się, że podjęto decyzję o zatrzymaniu Dziedzica na oddziale. Chcąc mieć pewność i niepodważalne opinie lekarskie, Dziedzic tego samego dnia jedzie do kolejnego psychiatry, Borysa Bekkarewicza. Temu już niczego nie wyjaśnia, poddaje się tylko badaniu. Bekkarewicz nie stwierdza zaburzeń.
Można w tym miejscu zadać pytanie o związek pomiędzy oskarżeniami kierowanymi przez Arkadiusza Dziedzica wobec polityków SLD o okradanie majątku Rzeczpospolitej, a przygodą w szpitalu psychiatrycznym. Łącznikiem jest matka Arkadiusza. Liliana. To ona poznała syna z Arkadiuszem Krężlem, prezesem ARP. Twierdziła, że od lat przyjaźni się z nim. Ponadto Liliana pracuje wówczas w Agencji Rozwoju Przemysłu (tej samej, która zleciła Arkadiuszowi audyt) na stanowisku dyrektora Departamentu Operacji Finansowych ARP. Zarządza w ARP portfelem płynnościowym Agencji o wartości co najmniej 700 mln złotych.
Chory, chorszy, trup
Zostawmy Arkadiusza Dziedzica i jego szaleństwo. Posłużył mi w tej opowieści tylko za przykład na to, że z osoby, która wie za dużo można zrobić wariata. Zwróćmy jednak uwagę na postać mało do tej pory znaczącą. Na mecenasa Filipa Dopierałę.
W październiku 2008 roku Filip Dopierała zaprosił na spotkanie w swojej kancelarii LTA Doradztwo Prawne Dopierała, Oliwa i Wspólnicy Krystynę Kaczmarczyk, matkę Piotra Kaczmarczyka. Moim czytelnikom nie muszę przypominać kim jest Piotr Kaczmarczyk. Tych, którzy nie znają historii odsyłam do „Obrony Sokratesa”:
Krystyna Kaczmarczyk, również geodeta, na spotkaniu z Dopierałą dowiaduje się, że jej syn jest chory psychicznie. Piotr Kaczmarczyk ma w ocenie Dopierały cierpieć na chorobę afektywną dwubiegunową, czyli psychozę maniakalno-depresyjną. Filip Dopierała szczegółowo wyjaśnia Krystynie Kaczmarczyk jak objawia się choroba Piotra. Diagnozę postawił sam w oparciu o obserwacje swoje, jego trzydziestu pracowników i konsultacje lekarskie jakie odbył w tej sprawie ze swoimi lekarzami. Dopierała sugeruje ubezwłasnowolnienie Kaczmarczyka, a nawet proponuje pomoc przy dopełnieniu formalności z tym związanych.
W październiku 2008 roku Filip Dopierała i Piotr Kaczmarczyk wciąż jeszcze formalnie współpracują przy odzyskiwaniu wywłaszczonych gruntów (taką m.in. działalnością zajmuje się Kancelaria, Kaczmarczyk na zlecenie Kancelarii prowadzi pomiary geodezyjne) jednak konflikt narasta. Kaczmarczyk domaga się od Kancelarii LTA zapłaty zaległych zobowiązań na kwotę ponad 170 tys. złotych. Dopierała natomiast żąda zwrotu dokumentów, których Kaczmarczyk twierdzi, że nie posiada. Spór o dokumenty kończy się w sądzie. Kancelaria skarży Kaczmarczyka, sąd sprawę umarza. W tle jest jeszcze rozwód Piotra Kaczmarczyka, z którym Dopierała ma wiele wspólnego.
Krystyna Kaczmarczyk, dowiedziawszy się, że jej syn ma zdaniem Dopierały psychozę maniakalno-depresyjną, 26 stycznia 2009 r. odwiedza notariusza, przed którym składa oświadczenie, że była nakłaniana przez Filipa Dopierałę do wystąpienia o ubezwłasnowolnienie syna. Wcześniej o sprawie informuje Piotra. Ten, starając się zrozumieć o co chodzi, trafia na przypadek Arkadiusza Dziedzica i – trudno się temu dziwić – dopatruje się w tym związku. Mimo trwającego od dłuższego czasu sporu pomiędzy matką i synem, intryga nie udaje się i Piotr Kaczmarczyk nie dostaje żółtych papierów.
Wojna Filipa Dopierały z Piotrem Kaczmarczykiem dopiero się jednak zaczyna. Będzie to wojna na pozwy, skargi i zażalenia trwająca do dziś.
cdn
Reklamy

2 uwagi do wpisu “Kto się boi Kaczmarczyka?

  1. Tu akurat macie słaby przykład, Arkadiusz jest chory psychicznie, od zawsze… Wieszał się jak miał 17 lat, 2 metry od siedzących w pokoju Matki i jej brata. Walczył o uwagę pani Liliany

  2. i tu się mika mylisz, matka wróciła z wakacji wkurzona bo ja 20 lat młodszy koleś wystawił i powiedziała do Arka ze gdyby się nie urodził to by se życie ułożyła a wujek wchodząc do domu zobaczył ze wisi i go odciol
    dziadek jego tez sie pare razy wieszal

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s