Demografią gęby nie wycieram

Z inspiracji artykułu dr Cezarego Mecha pt. „Koszty demograficznego tsunami” http://mech.nowyekran.pl/post/7216,koszty-demograficznego-tsunami nawiązuję do demografii. Demografii widzianej oczami kobiety, matki, dziennikarki.

Polityka prorodzinna w polskich warunkach to utopia. Mustrum, komentując artykuł dr Mecha, pisze o ulgach podatkowych, eliminacji podatków ukrytych na towary dla dzieci, a tymczasem VAT na konfekcję dziecięcą wzrósł z 7 proc. do 8 proc. i to jeszcze nie koniec. Książki i leki to kolejny przykład. Mustrum ma rację. Dodam jeszcze od siebie, że polityka prorodzinna nie kończy się jednak na ulgach podatkowych i zniesieniu lub chociaż znaczącym obniżeniu podatków na towary dla dzieci. Polityka prorodzinna to również szereg działań zmierzających do zapewnienia rodzicom dobrej opieki dla małych dzieci (i nie mówię tu o obniżaniu wieku obowiązkowej edukacji przedszkolnej przy jednoczesnym ignorowaniu liczby miejsc w przedszkolach dla dzieci objętych obowiązkiem edukacyjnym) i programy aktywujące kobiety do powrotu do pracy po jakże krótkich urlopach macierzyńskich.

Prorodzinne rozwiązania powinny także zapewnić rekompensowanie kobietom bezpłatnego urlopu wychowawczego (lub mężczyznom w przypadku kiedy to mężczyzna korzysta z tego urlopu), ponieważ czas spędzony z dzieckiem w domu jest dla kobiety gwoździem do trumny. Jest zaliczany jako okres zatrudnienia przy wyliczaniu emerytury, jednak jako okres nieskładkowy, czyli zaniżający przyszłą emeryturę i tak niższą niż emerytura mężczyzny, pracującego tak samo długo i zarabiającego tyle samo co kobieta.

Jak można dziwić się, że młodzi ludzie nie decydują się na dzieci, a jeśli już to na jedno? Z każdej strony obrywają za to, że wychowują dziecko. Podatkami, brakiem przedszkoli, ceną podręczników szkolnych, opłakanym stanem opieki zdrowotnej, czy bezpłatną drogą szkołą państwową, w której ostatnim hitem są płatne (za 1 zł) ochraniacze na buty (swoją drogą pogratulować producentom ochraniaczy na buty! kiedy wyrzucili ich ze szpitali, z większości szpitali, to wprowadzili się do szkół, kapcie to za mało, trzeba na nie worki zakładać) itd. W dodatku nie sprzyja im również społeczny odbiór rodzicielstwa. Społecznie akceptowalne jest nie mieć dzieci bo brudzą, hałasują, są drogie w utrzymaniu i nie ma co z nimi zrobić. Modnie jest być singlem lub żyć w związku partnerskim z osobą tej samej płci. Akceptowane jest również natrząsanie się z rodzicielstwa. Proszę zwrócić uwagę, że na palcach policzyć można miejsca gdzie da się swobodnie wjechać z dziecięcym wózkiem. Urzędy może powoli likwidują bariery architektoniczne, ale pozostają jeszcze te poważniejsze, bariery w głowach, w myśleniu. (O problemach młodych rodziców pisałam w październiku na Salonie24 na moim blogu „Magiel Finansowy”.)

Rodziny wielodzietne (2+3 i więcej) są piętnowane, nazywane nieodpowiedzialnymi, głupimi wręcz, a kiedy domagają się ulg podatkowych słyszą, że trzeba było zainwestować w prezerwatywy.

Czym jest becikowe? Farsą jakąś. 1000 złotych za co? Na co? Dziecko wymaga opieki, przedszkola, szkół, książek, ubrań, i całej masy innych dóbr. Czy ten tysiąc ma w jakiś sposób pomóc w zapewnieniu mu choćby części potrzeb dziecka? Czy tylko zatkać gęby społeczeństwu?

We wrześniu ubiegłego roku do szewskiej pasji doprowadziły mnie słowa minister Fedak, która zapytana przez dziennikarza na jednej z konferencji o jej pomysł na starzejące się społeczeństwo powiedziała „trzeba robić dzieci”. Napisałam wówczas felieton pt. „Demografią gęby nie wycieram” do Gazety Bankowej, który ukazał się w październikowym numerze w moim autorskim cyklu „Piórkiem Dudka”.

 

Przed wojną prezydent Mościcki, hołdując prorodzinnej polityce rządu powiedział publicznie, że każdy siódmy syn w polskiej rodzinie zostanie jego chrześniakiem. Odważna deklaracja działała na wyobraźnię rodaków. Obecna władza o polityce prorodzinnej wie tyle ile przeczyta w Wikipedii.

Szum wokół dzietności polskich rodzin nie wziął się znikąd. Oto przecież media grzmią jak to czterech dorosłych polaków ręce sobie po łokcie urabia, by jednego emeryta wyżywić. A będzie gorzej. Jednego seniora żywić ma za 20 lat tylko jeden pracujący rodak. Trzeba więc zadbać o wzrost demograficzny. Dbajmy zatem, tylko jak?

Ano, minister Fedak wie jak. W błękitnym okienku odezwała się do rodaków w te słowa: „róbmy dzieci, jedno pokolenie musi być solidarne wobec drugiego”. Pani minister chce także wykorzystać ostatni wyż demograficzny lat osiemdziesiątych do poprawienia stanu dzietności rodzin w Polsce, argumentując przy tym, że najlepszą inwestycją na starość są dzieci. Daje przy tym wszystkim młodym ludziom doskonały przykład. Sama zainwestowała, ma jedno dziecko i z całą pewnością przyczyniła się tym do poprawy wskaźnika demograficznego w Polsce, bo przecież mogła być bezdzietna.

Twierdzenie, że wielodzietność zapewni seniorom na starość dobre i godne warunki życia, ponieważ ciężar ich utrzymania spadnie na to liczne potomstwo jest mydleniem oczu. Jest kłamstwem i próbą odwrócenia uwagi od innego problemu, problemu zardzewiałego i dziurawego jak sito systemu emerytalnego, na którego naprawę pani minister pomysłu nie ma.

Na jakiej podstawie mam wierzyć pani minister w kwestii mojego dobrobytu na starość jeśli zdecyduję się wychować więcej niż jedno dziecko? Kobieta, która wychowuje dwoje lub troje dzieci i w związku z tym korzysta z urlopów macierzyńskich i wychowawczych, już na starcie dostaje po karku. Załóżmy bowiem, że chce przejść na emeryturę w chwili gdy uzyska już do niej prawo, rezygnując z prawa do pracy aż do śmierci. Jej emerytura będzie średnio o połowę niższa niż emerytura mężczyzny pracującego do osiągnięcia wieku emerytalnego. Kluczowa nie jest tu wcale różnica tych pięciu lat. Największe szkody robi urlop wychowawczy, zaliczany do stażu pracy, ale nie dający żadnych korzyści w wyliczaniu emerytury – bo niby na jakiej podstawie? Jak wiadomo kobieta na wychowawczym nie ma nic do zrobienia. W zasadzie tylko leży i pachnie, pociecha rośnie, pracodawca musi ją przyjąć kiedy zechce wrócić i jeszcze nie może jej zwolnić tak sobie od razu, ani obniżyć pensji, ani przesunąć na mniej odpowiedzialne stanowisko. Minister Fedak wymyśliła zatem, że ułatwi kobietom życie ustawą o tworzeniu żłobków. Tym sposobem kobiety będą mogły zarabiać na tą swoją jałmużnę na starość. Tylko jakoś mi się to kłóci z tą solidarnością pokoleń…

Prorodzinna polityka w Polsce od lat jest tylko pustym hasłem. Żaden rząd nie wprowadził dotąd rozwiązań, które skutecznie i trwale motywowałyby Polaków do robienia dzieci. Nikt nawet nie pomyślał by powalczyć ze stereotypem, że wielodzietna rodzina to przejaw głupoty. Ale zostawmy stare rządy, ich już nie ma. Teraz rządzi PO i mówi, że wie co robi. Mówi, a co robi? Prorodzinna polityka partii rządzącej polega na podnoszeniu VAT na podręczniki szkolne i w ogóle wszystkie inne wydawnictwa. Wiem, tego wymaga Unia. Ale od czego negocjacje? Wyższy VAT-em od przyszłego roku zostaną objęte również ubrania i buty dziecięce – z 7 na 8 proc. Na razie. Unia wszak wymaga byśmy płacili pełną, czyli 22-proc., o przepraszam, 23 proc. za chwilę stawkę VAT-u na konfekcję dziecięcą. Polega również na zwiększaniu liczby urzędników państwowych i zwiększaniu budżetu dla kancelarii premiera i prezydenta. Działania takie, jak wiadomo, bardzo pomogą w walce z dziurą budżetową.

Jeszcze się taki mądry nie urodził, który wiedziałby jak posprzątać tę stajnię Augiasza.

Oszczędzasz tu człowieku całe życie, słuchasz doradców, ministrów, ekspertów. Ciułasz grosz do grosza na kontach emerytalnych oszczędnościowych, w nieśmiertelnym bankrucie ZUS-ie i w skarpecie po babci, aż pewnego dnia okazuje się, że Twoje oszczędności pożarła dziura budżetowa, niż demograficzny, budowa nowej siedziby ZUS, kryzys lub niezręczna (ups!) decyzja jakiegoś ministra.

Starość, czyli w domyśle samotność, niedołężność nie nastraja pozytywnie, zwłaszcza że wiąże się z ryzykiem wyciągania ręki do NFZ. A ten nie jest szczodry. Chętnie wszak podejmuje decyzje o odmowie zapłaty za leczenie ciężko chorego seniora, ba – nawet dziecka, np. z powodu nikłej szansy na wyzdrowienie lub niestosowanie leczenia na terenie Polski o jakie ubiega się chory z uwagi na… i tu lista wyjątków. To takie odpowiedzialne – można powiedzieć uwzględniające dobro społeczne. Pozbycie chromego ze swego stada powoduje, że zebrane łupy w większym stopniu zasilą zdrowe i silne żołądki, a tym samym umocnią stado. Nie to żebym się czepiała, ale jakoś tak mi głupio nazywać siebie człowiekiem i bez słowa patrzeć na eutanazję w wykonaniu NFZ.

Może nie tylko mnie jest głupio? Może komuś w rządzie też? Może ten dylemat moralny sprawił, że zaświtał w ministerialnych umysłach pomysł obłożenia mas pracujących haraczem od niedołęstwa?

Małgorzata Alicja Dudek (mad)

Gazeta Bankowa, nr 10/1114, Październik 2010 roku

 

We wrześniu ubiegłego roku rząd wpadł na genialny pomysł by obłożyć społeczeństwo – jego pracującą część – składką na ubezpieczenie od niedołęstwa http://www.polskatimes.pl/pieniadze/gospodarka/304658,zaplacimy-kolejny-podatek-tym-razem-od-niedolestwa,id,t.html?cookie=1

Wrześniowy felieton powstał wprawdzie już po wpadce premiera, w której zaliczył środki zgromadzone w OFE do budżetu (na co przecież nie zgodziła się Unia Europejska), wykazując tym samym, że Polska ma najmniejszy deficyt budżetowy w Europie. „Jest zieloną wyspą” powiedział wówczas. Tusk i Rostowski przyłapani na kreatywnej księgowości wcale nie posypali głów popiołem. Chwilę potem rząd ogłosił, że pieniądze ubezpieczonych nie będą już trafiały do OFE tylko do ZUS.

Mam wrażenie, że Tusk i jego drużyna mają jakiś kompleks, albo czują się przez OFE skrzywdzeni? Premier przecież cały czas krąży jak sęp wokół pieniędzy zgromadzonych w II filarze. Przypomnijmy sobie jak wezwał zarządzających funduszami emerytalnymi na dywanik.

Zostawiam OFE. To nie moja dziedzina, choć zdanie mam na temat pomysłu rządowego wyrobione. Chciałabym zwrócić uwagę nie tyle na problem starzenia się społeczeństwa bo ten dotyka nie tylko Polskę. Chciałabym zwrócić uwagę na zmiany jakie zachodzą w społeczeństwach, w naszym też. Coraz starsze kobiety rodzą pierwsze dziecko, coraz więcej par ma problemy z doczekaniem się dziecka. Żyjemy niehigienicznie, szybko, jedząc byle co w przelocie, popijając procentami i paląc jak smoki. Obniża się średni wiek zawałowców. Kiedyś na zawał trzeba było pracować ok 40 lat, dziś wystarczy trzydzieści kilka. Odrzucamy najważniejsze wartości, nie szanujemy się wzajemnie, a wszelkie przejawy człowieczeństwa wyzwalają w nas – na krótko – wyłącznie tragedie. W tak zmienionym społeczeństwie już tylko krok do zalegalizowania eutanazji, budowy gett dla odmieńców i starców. Dziecko nie jest już nietykalne. Pada ofiarą coraz potworniejszych zbrodni. To jest prawdziwy powód do zadumy. Takie społeczeństwo trudno jest zachęcać do rodzenia dzieci. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s