Oszust finansowy zaprasza do współpracy

Amber Gold, spółka założona przez skazanego za wyłudzenia pieniędzy Marcina Plichtę, oferuje lokaty w złoto, srebro i platynę na bardzo wysoki procent. Gwarancją wypłacalności firmy ma być fakt, że… nie korzysta z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Amber Gold oferuje kilkunasto procentowe zyski z lokat w kruszce. Zgodnie z obietnicą prezesa-oszusta gwarancją powodzenia jest to, że spółka nie korzysta z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Gdańską spółką zainteresowałam się w ubiegłym roku. W czasie, gdy banki oferowały po kilka procent na lokatach, Amber Gold kusił szaloną okazją – dwudziesto procentowymi zyskami z lokat i inwestycji w złoto, srebro i platynę. Strona internetowa firmy mówi niewiele, prawie nic. Poza kilkoma truizmami i oczywiście „najlepszą ofertą inwestycyjną” nie znajdują się tam żadne istotne z punktu widzenia inwestora informacje. 

Działalność depozytowa Amber Gold to tylko jedna strona medalu. Druga to pożyczki i oddłużanie. Wyjątkowo perfidny sposób orzynania klientów ma być – jakżeby inaczej – „najlepszą i najbezpieczniejszą ofertą na rynku”. Tym razem o Amber Gold przypomniałam sobie przy okazji redakcyjnej rozmowy na temat niebankowych firm pożyczkowych.

Latem ubiegłego roku, po kilku nieudanych próbach skontaktowana się osobiści i telefonicznie z prezesem spółki, uzyskania jakichkolwiek informacji na temat jej kondycji finansowej, historii, osiągnięć i planów, postanowiłam zabawić się w klienta. Odnalazłam pośredniczkę Amber Gold w Warszawie, panią Jolę – a nie było to proste bo firma prowadzi dość oszczędną politykę informacyjną i niechętnie udostępnia swoje podwoje klientom – której zdaniem, dowodem na atrakcyjność lokaty w złoto miały być notowania złota z „moneja” (tak zwykła mawiać, chodzi o serwis Money.pl). Kobieta pokazała mi 6-cio godzinny wykres i zapewniła, że zgodnie z nim powinnam się spodziewać oszałamiających zysków ponieważ Amber Gold kupi dla mnie złoto w najlepszym momencie, czyli w dołku. Dołek wg. pani Joli pośredniczki przypadał na godzinę 10 rano bliżej nieokreślonego dnia. Moja lokata miała być ubezpieczona, dlatego nie powinnam się niczym martwić. Ubezpieczenie takiej lokaty jest – jej zdaniem – znacznie korzystniejsze od jakiegoś tam funduszu, „którego nie stać nawet na zabezpieczenie upadłości jednego banku, a co dopiero kilkudziesięciu” – wykrzyknęła jednym tchem.

Nic mi ta rozmowa nie dała. Pośredniczka nie miała żadnych danych firmy poza adresem, numerem telefonu infolinii i certyfikatem zakupu złota, jej złota. nie mogła przecież przegapić takiej okazji. Była przy tym tak zapatrzona w możliwości inwestycyjne firmy, że gotowa była ofiarować mi maleńką sztabkę złota w promocji. Poprosiłam o wzór umowy lokaty i dane finansowe firmy. Nie dostałam. Dowiedziałam się natomiast, że po wpłaceniu na konto firmy kwoty lokaty, w ciągu kilku tygodni otrzymam pocztą mój własny certyfikat zakupu mojego złota, które będzie zdeponowane w banku BGŻ. To była pierwsza i ostatnia rozmowa z pośredniczką. Później pani Jola nie odbierała już moich telefonów.

Oszust

Firma należy do Marcina Plichty, który jeszcze parę lat temu wyłudzał pieniądze przy użyciu firmy-krzak o nazwie Multikasa. Były to punkty kasowe, w których można było dokonywać opłat za prąd, wodę, telefon itd. Mechanizm był banalnie prosty. Przez kilka miesięcy firma przyjmowała wpłaty na swój rachunek, poczym wpłacała je na wskazane przez rachunki klientów konta wierzycieli. Nie za darmo. Każda wpłata obciążona była prowizją, ale niższą niż na poczcie czy w banku. I początkowo bez kolejek. Gdy już Multikasa zdobyła zaufanie i zyskała pokaźne grono stałych klientów, przestała przekazywać przyjmowane pieniądze do wierzycieli. Po dwóch, trzech miesiącach, klienci Multikasy zaczęli dostawać upomnienia, wezwania do zapłaty. Nawet wtedy nie podejrzewali, że padli ofiarą przestępstwa, mieli przecież kwity, że zapłacili. Ich problem polegał na tym, że to były poświadczenia przyjęcia wpłaty na rachunek Multikasy, firmy pośredniczącej w regulowaniu należności, a nie dowody zapłaty za wystawione faktury. Sprawa prawdopodobnie nie zostałaby rozwiązana gdyby nie grupa zdesperowanych oszukanych, którzy sprawę zgłosili policji, Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz prokuratorowi. Rzadko się zdarza, by takich oszustów udało się aresztować i to jeszcze tak szybko. Tym razem jednak policja i prokuratura wykazały się refleksem i Marcin Plichta został zatrzymany. Sąd skazał go prawomocnym wyrokiem na rok i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Konsekwencję wobec Marcina Plichty wyciągnął również UOKiK.

Plichta niechętnie mówi o wyłudzeniach, ale też nie uważa by była to sprawa, którą warto się przejmować. Ot, dali się oszukać i już. Teraz oszust utrzymuje, że swoje grzechy odkupił, szkody naprawił, zmienił się i jest  uczciwym obywatelem, ani mu w głowie kolejne oszustwa, dowodem czego ma być rzetelna i wzorowo prowadzona firma Amber Gold. Oszust szczerze i z głębi serca zachęca wszystkich by wpłacali do niego pieniądze, a on w zamian za to uraczy ich niebotycznymi zyskami.

Nadzór nie wierzy skazanemu

Do firmy Amber Gold zastrzeżenia ma również Komisja Nadzoru Finansowego. W tej sprawie Plichta również nie zamierza złożyć broni. Na dowód swojej niewinności i uczciwości, poprosił KNF o objęcie Amber Gold nadzorem, a kiedy ten odmówił (Amber Gold z uwagi na zakres prowadzonej działalności nie podlega nadzorowi) postarał się o wpisanie firmy na listę domów składowych. Problem w tym, że na mocy przepisów Ustawy o domach składowych (16 listopada 2000 roku), domem składowym nie mogą kierować osoby skazane prawomocnym wyrokiem m.in. za przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniężnemu i papierami wartościowymi, skarbowe i inne. Dumnie prezentująca się Amber Gold jako pierwszy i jedyny w Polsce dom składowy przemilcza jednak tę dość istotną kwestię. Pomija także fakt, że Ministerstwo Gospodarki, po zweryfikowaniu kompetencji i uczciwości Marcina Plichty wykreśliło firmę z listy domów składowych. „W dniu 21 czerwca 2010 r. Minister Gospodarki wydał decyzję, w której zakazał przedsiębiorcy Amber Gold Sp. Z o.o. z siedzibą w Gdańsku przy ulicy Spichrzowej 15, prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przedsiębiorstwa składowego” – przeczytałam w komunikacie Ministerstwa. Czym wobec tego jest Amber Gold?

 

Z uwagi na to, że KNF zaczęła podejrzewać Amber Gold, a zatem i Plichtę, o prowadzenie działalności zarezerwowanej dla banków (przejawia się to chociażby w ofercie lokat jaką Amber Gold prezentuje swoim obecnym i przyszłym klientom), wpisała firmę na listę ostrzeżeń publicznych i powiadomiła prokuraturę. Ta jednak nie podjęła czynności od razu lecz dopiero po odwołaniu złożonym przez KNF. Od wiosny ubiegłego roku prowadzi postępowanie wyjaśniające. Tymczasem Amber Gold w odwecie za wpisanie jej na listę ostrzeżeń publicznych przez KNF, założyła w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie sprawę przeciwko KNF.

Tupet Plichty

Próbowałam rozmawiać z Plichtą, niestety, w Warszawie nie bywa, a w Gdańsku nie ma czasu spotkać się ze mną – tak twierdziła pani z infolinii. Innej niż infolinia formy kontaktu z firmą nie było. Był natomiast adres mailowy dla dociekliwych klientów więc skorzystałam z tej możliwości. Zapytałam o dane finansowe firmy, strukturę właścicielską, statut, zakres działalności, procedurę zawierania umów z klientami, prokuraturę i relacje z nadzorem finansowym. W odpowiedzi Marcin Plichta napisał m.in.: „umowy spółki, władz, ani udziałowców nie udostępniamy, gdyż nie jesteśmy spółką publiczną. W momencie gdy staniemy się spółką publiczną dokumenty takowe będą ogólnodostępne. W związku ze sporem z KNF spółka musiała zrewidować część swoich planów. Aktualnie oczekujemy rozstrzygnięcia przed WSA w Warszawie. Niedługo podamy również informacje z podsumowania pierwszego półrocza 2010 wraz z informacjami dotyczącymi planów rozwoju spółki.” Korespondencję z Plichtą wymieniłam w sierpniu ubiegłego roku. Teraz adres mailowy nie odpowiada.

„Wyniki” firmy faktycznie zawisły na jej stronie internetowej Amber Gold kilka dni po wymianie maili z Plichtą, ale wiele nie wniosły do moich poszukiwań. Nie było w nich słowa o osiągnięciach firmy, może poza tym, że pierwsza połowa 2010 roku „stała pod znakiem dynamicznego rozwoju spółki Amber Gold”. Jedną z oznak dynamicznego rozwoju miała być zmiana siedziby i budowa profesjonalnego centrum szkoleniowo-konferencyjnego dla agentów. Firma podobno wdrożyła w ubiegłym roku nowe produkty, rozbudowała sieć przedstawicieli ipodpisała nowe umowy partnerskie z instytucjami finansowymi. Szczegóły? Jakie szczegóły? To tajne informacje!

Z opublikowanych „wyników” dowiedziałam się jednak, że Amber Gold rozpoczęła współpracę z WTUŻiR Concordia Capital iwprowadziła z ubezpieczycielem nowy produkt – lokata w złoto z ubezpieczeniem na życie. Dodatkowo, na mocy współpracy z Concordią, wszystkie umowy pożyczek zostały objęte ubezpieczeniem Bezpieczna Spłata. Do Concordii nie udało mi się dodzwonić. Zaniechałam, nie o Concordię mi chodzi. W komunikacie na temat wyników pojawiły natomiast się aż dwie cyfry: pierwsza określiła liczbę przedstawicieli – było ich wówczas 320, druga przychody netto, czyli 44 mln zł. Moje gratulacje! Z czego wynikają te miliony panie Plichta?

Korespondując z Marcinem Plichtą pytałam również o procedury obowiązujące w firmie, a dotyczące np. przyjmowania lokat. Odpowiedział: „nasze lokaty polegają na tym, iż klient w dniu podpisania umowy dokonuje zakupu np. złota po ustalonej cenie. Następnie przez okres trwania umowy Amber Gold przechowuje złoto klienta. Spółka nie inwestuje więc pieniędzy klientów, tylko zakupuje dla klientów wg wartości podanej w umowie towar czyli np. złoto, srebro, platynę. Spółka nie zajmuje się więc inwestowaniem środków klienta”. Po takim wyjaśnieniu pozostaje zapytać o te niebotyczne zyski?

Zainwestuj jeśliś naiwny

Zakładanie lokaty w Amber Gold może się odbyć na kilka sposobów. Po pierwsze, można ją założyć w siedzibie firmy lub w jej oddziałach (od ubiegłego roku jest ich ponoć kilka). Po drugie, akwizycją zajmuje się szereg pośredników-agentów, którzy aktywnie poszukują klientów. A ponieważ firma jest nowoczesna, taka na miarę XXI wieku, lokatę można także założyć przez internet. Postanowiłam to sprawdzić. Ponownie zabawiłam się w klientkę. Wciąż nie znając mechanizmu jakimi rządzą się lokaty w Amber Gold zostawiłam swoje dane w formularzu zgłoszeniowym i czekałam na odpowiedź. Nadeszła niespodziewanie szybko, już po kilku minutach i od razu uprzedziła mnie, że muszę czekać na potwierdzenie danych osobowych co odbędzie się telefonicznie. Pomyślałam: a co jeśli naściemniałam i w formularzu napisałam, że jestem mężczyzną u schyłku życia, podałam wyimaginowany numer dowodu osobistego i nieistniejący adres? Nic. Zadzwoni do mnie kobieta z infolinii, przeczyta to co nabazgrałam i zapyta czy to prawda. Prawda, odpowiem i już jestem wiarygodnym klientem. Chwilę później zadzwonił telefon i… kobieta podająca się za pracownika Amber Gold próbowała wypytać mnie o imię, nazwisko, datę urodzenia, cechy dowodu osobistego, adres, imiona rodziców, nazwisko rodowe matki. Odmówiłam podania danych, tłumacząc, że nie wiem kim jest, nie mogę jej zweryfikować i dlatego obawiam się o moje bezpieczeństwo. Kobieta gniewnie rzuciła słuchawką, a kilka minut później dostałam mail: „W związku z brakiem możliwości weryfikacji Pani danych osobowych w dyspozycji zawarcia lokaty w złoto plus uznajemy, że Pani dane osobowe są zgodne z prawdą oraz prosimy o przelanie zadeklarowanej sumy pieniędzy na wskazany w mailu numer rachunku bankowego, który został do Pani wysłany na adres …..” Ach, ta pazerność. Pozostało mi już tylko wpłacić pieniądze i wierzyć, że firma nie chce mnie oszukać, że Marcin Plichta, założyciel i właściciel Amber Gold, odpowiedział już za „błędy młodości” i więcej obywateli nie oszuka.

Zastanowił mnie jednak jeszcze jeden szczegół – potwierdzenie dokonania wpłaty. Muszę na nie poczekać aż 30 dni roboczych. To z kolei determinuje wypłatę pieniędzy po zapadnięciu lokaty. Na moje konto. Z maila dowiaduję się także o karach jakie czyhają na mnie jeśli zdecyduję się zerwać lokatę przed terminem, a to już nie przelewki bo wynoszą one nawet do kilkunastu procent zainwestowanego kapitału. Sięgnęłam zatem po Regulamin Depozytów Towarowych Amber Gold, który dostałam od pośredniczki Joli. Przeczytałam w nim, że firma zastrzega sobie prawo do obciążenia mnie kwotami należnych opłat i prowizji (odsyłając jednocześnie do Tabeli opłat i prowizji) niezależnie od wysokości salda, czyli jeśli w inwestycjach coś pójdzie nie tak, to nie dość, że stracę kapitał to jeszcze dołożę do tego interesu w postaci kar! W regulaminie, niemalże w każdym paragrafie jest odniesienie do tego co się ze mną stanie jeśli nie spłacę zadłużenia wobec Amber Gold. A przecież chciałam tylko założyć lokatę.

Wysokość opłat i prowizji towarzyszących lokatom Amber Gold to oddzielny temat. Firma zastrzega sobie, że mogą one ulec zmianie np. w związku ze zmianą poziomu inflacji ogłaszaną przez GUS, cen energii, połączeń telekomunikacyjnych, usług z których korzysta Amber Gold (nie wyszczególniono jakich), a nawet w związku ze zmianą przepisów prawa itd. Nie ma tam jedynie powodzi, trąby powietrznej, tsunami, trzęsienia ziemi i pożaru.

 

Lokaty to jednak tylko część oferty Amber Gold. Spółka Marcina Plichty udziela również pożyczek i oddłuża. Plichta pisze: „Jeśli zaś chodzi o pożyczki, to spółka pozyskuje kapitał z wypracowanych dochodów, a także ze źródeł zewnętrznych, tj. kredyty bankowe”. Firma ma ponoć otwartą linię kredytową w Toyota Bank Polska i to jest główne źródło finansowania akcji kredytowych. Chciałam porozmawiać o kosztach takich pożyczek, ale to tajemnica firmy. Koszty są indywidualne i każdy klient dostaje dane odnośnie własnej pożyczki. W ofercie jest pożyczka gotówkowa, konsolidacyjna i limit odnawialny, a także – w przypadku oddłużania – pożyczka „Nowe życie” i pożyczka hipoteczna „Nowe życie”.

Tajemnica sukcesu oszusta

Amber Gold działa od ok. dwóch lat, nie publikuje wyników, oferuje intratne – tak zapewnia – pożyczki i lokaty, a także sporo inwestuje. Inwestycje firmy to jedynie deklaracje Marcina Plichty, nie można tego sprawdzić, dane są poufne. Imponujące wydawać się mogą 44 mln zł zysku netto za pierwsze półrocze 2010 roku. Ma to być zasługa zaufania jakim obdarzyli firmę stali klienci. Marcin Plichta próbował mnie przekonać, że klienci nie wycofują swoich wkładów, a po zapadnięciu lokaty reinwestują swoje pieniądze. Być może, nie zdołałam poznać żadnego klienta Amber Gold poza pośredniczką Jolą, ale jej wiarygodność poddaję pod wątpliwość.

Trudno Marcinowi Plichcie zarzucić brak uprzejmości. Odpowiadał na moje pytania z zachowaniem wszystkich form grzecznościowych choć unikał szczegółów i klarownych odpowiedzi. Reklamy Amber Gold w dalszym ciągu goszczą na najbardziej poczytnych portalach i witrynach internetowych traktujących o finansach, a firma wciąż zdobywa nowych klientów. Z przykrością patrzę na ten proceder bo wiem, że kwestią czasu są kolejne rozczarowania inwestycyjne. Na myśl przychodzi mi tylko Grek Zorba i jego słowa: to będzie piękna katastrofa.

Artykuł opublikowałam w sierpniu 2010 roku, we wrześniowym numerze miesięcznika „Gazeta Bankowa”

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Oszust finansowy zaprasza do współpracy

  1. Pingback: Ruszył proces i od razu bomba | Małgorzata Pietkun

  2. Pingback: Ruszył proces i od razu bomba | 3obieg.pl - Serwis informacyjny dziennikarstwa obywatelskiego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s