Zagrasz z Tuskiem w rosyjską ruletkę?

Kiedy przeczytałam artykuł Dariusza Madejskiego z serwisu e-prawnik.pl, w pierwszej chwili pomyślałam, że to kolejny genialny pomysł na polepszenie życia młodych biznesmenów. Ale moment. W jaki sposób miałoby im się polepszyć, skoro próbując zaoszczędzić kilkaset złotych miesięcznie wpadną – jak gruszka w kompot – w kłopoty, gdy tylko przydarzy im się choroba, wypadek, inne nieprzyjemne zdarzenie losowe wymagające interwencji polskiej chorej służby zdrowia?

 

Projekt ustawy ma – zdaniem autorów – zachęcać bezrobotnych do otwierania firm. Można zatem sądzić, że zwalniając początkujących biznesmenów z obowiązku płacenia wysokich składek ZUS (mają być dobrowolne w pierwszych czterech miesiącach działalności), rząd liczy na wzrost liczby zakładanych firm, a tym samym na wzrost przychodów z podatku CIT, nowe miejsca pracy i wdzięczność początkujących biznesmenów. No, niech i tak będzie. Niech liczy. Szybko się przeliczy. Ten znienawidzony ZUS, stojący przedsiębiorcom kością w gardle może się nagle stać niezbędny gdy przyjdzie do płacenia za leczenie i dojdą do tego koszty związane z przestojem w pracy. Zapłaczą wówczas obdarowani przywilejami biznesmeni i ich rodziny.

 

To jednak nie koniec udogodnień i zachęt. Przez pierwsze dwa lata od rozpoczęcia działalności, świeżo upieczony przedsiębiorca odprowadzałby do ZUS nie 30 jak dotychczas lecz 20 proc. najniższego wynagrodzenia. Czy będzie to miało wpływ na jego emeryturę kiedyś w przyszłości? Biorąc pod uwagę stan polskiego systemu emerytalnego i jego perspektywy, nie sądzę, aby należało sobie tym zaprzątać głowę teraz. Rząd udowodnił już, że raz ustalone warunki do niczego nie zobowiązują, zmiana zasad w trakcie gry – mimo protestów – jest możliwa (casus OFE), więc odległa o 30 lat emerytura jest czystą abstrakcją.

 

Znaczenie ma jednak świadczenie zdrowotne. Już teraz konstytucyjna zasada równości obywateli wobec prawa jest łamana z powodu finansowania KRUS przez ZUS-owców. Skoro i tak finansujemy – my, ZUS-owcy – emerytury i renty rolnicze, płacimy za ich leczenie, zasiłki chorobowe i każde inne, to dorzucenie nam na kark kolejnej grupy, która płacić będzie grosze, ale korzystać będzie w takim samym stopniu co my (i rolnicy) z dobrodziejstw państwowej służby zdrowia jest co najmniej niegrzeczne! Ot, równość obywateli wobec prawa. Mieszczuchy płacą, wieś korzysta. Wkrótce będzie można powiedzieć: etatowcy płacą, przedsiębiorcy spijają śmietankę.

 

Postpalikotowa Komisja Przyjazne Państwo dumna ze swego pomysłu, ma poparcie PO i jej koalicjanta PSL. Wyłamują się jedynie – to taka kokieteria – minister zdrowia, Ewa Kopacz i minister pracy i polityki społecznej, Jolanta Fedak.

 

Kopacz, z pozycji ministra, płacze nad losem ulgowo traktowanego przedsiębiorcy już zawczasu, ponieważ wie, że sam będzie musiał zapłacić rachunek za przyjemność chorowania. Pani minister pragnie chyba udowodnić tym swoją wrażliwość społeczną i zapewnić – wszak idą wybory – że dobro systemu opieki zdrowotnej leży jej na sercu. Tu padają liczby na potwierdzenie obaw pani minister. Uprzywilejowani przedsiębiorcy, korzystający z usług medycznych nie płacąc składek na ubezpieczenie zdrowotne lub płacąc tylko niewielką ich część, przyniosą Narodowemu Funduszowi Zdrowia ponad 400 mln złotych straty rocznie. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej jak tylko kolejne cięcia w finansowaniu terapii niestandardowych, odmowy na podejmowanie takich terapii, słowem kolejne wyroki śmierci. By uprzywilejowanym, za pieniądze nieuprzywilejowanych wygodniej było obrastać w piórka.

 

Panie Kopacz i Fedak jakby się umówiły. Ta druga również nie jest zadowolona z pomysłu ufundowania biznesmenom wakacji ubezpieczeniowych i nie zgadza się na pozbawienie ochrony ubezpieczeniowej osób pracujących. Brak zgody jest w tym wypadku – jak mniemam – również wypadkową troski o obywatela i system, który ów obywatel musi utrzymać.

 

Popierający zaproponowane przez Komisję Przyjazne Państwo zmiany w prawie popiera oczywiście Platforma Obywatelska i PSL. Dla nich to próba zaktywizowania pewnej grupy bezrobotnych i walka z szarą strefą. W zasadzie powinnam dodać jeszcze – próba zdobycia elektoratu wśród przedsiębiorców i organizacji ich zrzeszających. I gdybym spotkała się z Platformą Obywatelską po raz pierwszy, z PSL również, może uwierzyłabym w te zapewnienia. Jednak jak ten pies Pawłowa, zaczynam reagować odruchowo na każdy przejaw geniuszu PO. Szukam drugiego dna, dopatruję się ukrytych korzyści… dla rządzących. W przypadku wakacji ubezpieczeniowych, jestem niemal pewna, że rząd proponuje młodym zazwyczaj, a na pewno początkującym biznesmenom rosyjską ruletkę uszczęśliwiając ich na siłę. Czy walczy z szarą strefą? Skądże znowu! Czy czteromiesięczna ulga od ZUS-u i zarobki wolne od jakichkolwiek danin mają być rekompensatą za zalegalizowanie działalności i bycie uczciwie płacącym podatki łosiem? Ależ skąd. Tu nie chodzi o Przedsiębiorców, ich podatki, składki. Nie ma w tym również przełożenia na szarą strefę. Odbije się jednak na budżecie, systemie (jeśli to jeszcze można nazwać systemem) opieki zdrowotnej i… sondażach wyborczych. Piękne hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej Troskliwej, dbającej o przedsiębiorców „to my o was myślimy, nikt inny”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s