Nauczycielu, ucz się sam

OECD przy współpracy Komisji Europejskiej opracowało dwa lata temu raport na temat warunków pracy nauczycieli w szkołach w 23 krajach. Wróciłam do niego gdy po powrocie z wywiadówki znowu zaczęłam roztrząsać najważniejszy punkt zebrania czyli… prezenty dla nauczycieli, zainicjowany przez – wcale nie rodziców lecz wychowawcę. Nie oceny czy frekwencja były głównym tematem. Do najważniejszych należały – poza prezentami dla nauczycieli – wycieczki, składki na szkołę, na klasę i inne wydatki.

 

Raport OECD, choć sprzed dwóch lat, wciąż jest aktualny. Wówczas przeminął bez echa. Środowisko nauczycieli nie odniosło się do niego – a może odniosło, ale nic mi na ten temat nie wiadomo, chociaż szukałam długo. W raporcie przeczytać można m.in. o tym, że trzy czwarte ankietowanych nauczycieli uważa, że nie są motywowani do poprawy jakości nauczania, a w trzech na pięć szkół złe zachowanie uczniów w klasie jest przyczyną przerywania lekcji. Sekretarz generalny OECD Angel Gurría powiedział podczas prezentacji raportu, że wysokie kwalifikacje nauczycieli są kluczem do skutecznego wdrażania polityki edukacyjnej. Jest tak dlatego, że jakość systemu edukacji nigdy nie będzie wyższa niż jakość pracy nauczycieli. Czyż nie ma racji?

 

W UE pracuje około 6,25 mln nauczycieli, którzy nie spodziewa się żadnej nagrody w przypadku podwyższenia przez nich jakości nauczania, nich nie widzi żadnych zachęt do doskonalenia się bo przecież w każdej szkole złe zachowanie uczniów na lekcjach w „pewnym zakresie” lub „znacznie” zakłócają pracę. Do tego ci źli uczniowie nie przychodzą na zajęcia (46 proc.), spóźniają się (39 proc.), są bezczelni i klną (37 proc.), zastraszają i znieważają innych uczniów (35 proc.). Słowem szkoła bez nich byłaby lepsza.

 

Zajrzyjmy zatem do naszego ogródka. Kończy się właśnie rok szkolny, a to pozwoli nam, mimowolnym sprawcom frustracji nauczycielskich (to w końcu nasze dzieci przeszkadzają nauczycielom w pracy), zwiększyć zadowolenie z pracy belfrów przynajmniej na chwilkę. Jak?

 

Już miesiąc temu na wywiadówkach nauczyciele – wychowawcy głównie – przebąkiwali, że koniec roku, że kwiaty, prezenty, nie dla nich, dla dyrektora. Aluzję pojęli w lot rodzice społecznicy i wydelegowali trójki klasowe na audiencje u dyrektorów w celu zbadania potrzeb tychże. Tam dowiedzieli się, że kwiaty, prezenty tak, bo wypada, ale dla wychowawcy też no i szkoła nie ma nowej plazmy, DVD, wieży stereo, czy czegoś w tym rodzaju. Uzbrojeni w wiedzę rodzice społecznicy wrócili do swoich klas i zarządzili zbiórki pieniędzy po 20, 30, 40, 50, 100 zł od łebka, różnie w zależności od wielkości zamówienia. I tak zaczął się szał zakupowy.

 

Kwiaciarki warszawskie, krakowskie, toruńskie, łomżyńskie, białostockie i każde inne, ręce sobie po łokcie za chwilę urabiać będą by zdążyć z bukietami, koszami, wiązankami. Księgarnie zaleje tłum rodziców społeczników spragnionych grubych tomideł – dużych, drogich i efektownych, bez względu na treść. Zagotowało się również w sklepach z RTV i AGD. U jubilerów, złotników, fotografów. W ciągu jednego tygodnia popyt wewnętrzny zwiększy się – jak mniemam – o połowę by zadowolić rozbuchane potrzeby marnie – bo z naszych podatków – opłacanych nauczycieli.

 

Tuż przed wielkim finałem, do grona zarabiających na końcu roku szkolnego dołączął cukiernicy i restauratorzy. Ci ekskluzywni i ci od pizzy, producenci napojów i czekoladek. Wszak nauczyciel, też jeść coś musi. Licząc skromnie uczniów (załóżmy 25 dla równego rachunku), ich rodziców (zazwyczaj parami) i rodzeństwo nierzadko oraz szacowne grono pedagogiczne, w szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach, zawodówkach i technikach zaczną się biesiady niczym wesela wielkie. I tylko dealerzy samochodów nie mogą jeszcze w tym roku policzyć zysków ze sprawiania przyjemności ciału pedagogicznemu, choć szacują, że za rok, dwa…

 

Cykliczność tego zjawiska ekonomistów nastrajać powinna pozytywnie. Co roku są komunie, studniówki, uroczyste zakończenia roku szkolnego, a siła nabywcza rodziców, stymulowana przez modę i potrzeby belfrów, rośnie w postępie geometrycznym – bez względu na kryzysy. Przed nami jeszcze wrześnie i konieczność zakupu podręczników szkolnych – wedle uznania nauczycieli. Bo choć program ten sam, to podręczniki różne, a wydawnictwa na prośbę ministerstwa opiniują nauczyciele. I zastanawiam się tylko dlaczego z każdym rokiem w podręcznikach zaczyna pojawiać się więcej obrazków niż treści. Całe szczęście, że chociaż z tą minimalną treścią nie próbują kombinować. Napoleon ciągle nie żyje, a ślimak – wbrew unijnym dyrektywom – wciąż jest mięczakiem a nie rybą lądową.

 

Po pełnym wydatków komunijnych maju, bogatym w prezenty i bale czerwcu oraz perspektywie nerwowego września, nie mam złudzeń, że gospodarka nasza wyrwie do przodu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s