Zasrane powijaki demokracji polskiej


Mam coraz więcej wątpliwości, czy droga, którą wybrało OLW jest właściwa i czy przyniesie oczekiwane – dla Polski – efekty. Obawiam się, że na straży prawa stoją w Polsce osoby, które tego prawa nie znają lub nie szanują i nie stosują, lub ślepo wykonują polecenia swoich przełożonych, które z trzymaniem się litery prawa mają wspólnego… nic. Jak w takich warunkach domagać się sprawiedliwości, egzekwować konstytucyjne prawa, jak uczciwie z głową podniesioną konkurować o miejsca w izbie wyższej i niższej by przez najbliższe cztery lata czuć na sobie odpowiedzialność za kraj? Czy to jest Białoruś? Czy tutaj – w Polsce – prawo jest jedynie zbiorem przesądów, których stosowanie to obciach?

 

Dlatego, kiedy PKW zakwestionowała podpisy na listach poparcia dla komitetu OLW i tym samym odmówiła rejestracji komitetu, ręce mi opadły. Wiedziałam, że Paweł Pietkun zaskarży tę decyzję, ale nie miałam pewności, czy skarga zostanie przyjęta i rozpatrzona. Chyba – podobnie jak większość osób, które zderzyły się z nieumiejącą poradzić sobie z różnymi charakterami pisma PKW – z góry założyłam, że sprawa jest nie do wygrania. Tymczasem Paweł Pietkun, po burzliwych naradach z kompetentnymi prawnikami, uzbrojony w swoje i ich przemyślenia oraz opinie prawne i interpretacje przepisów, wkroczył do Sądu Najwyższego i, jako pierwszy w historii, złożył skarg na PKW!

I choć długo musieliśmy czekać aż Sąd Najwyższy zgodzi się z zarzutami stawianymi Komisji to jednak stało się. Dzień po terminie składania podpisów, 31 sierpnia. Pozamiatane pomyślałam. Jednak i tym razem wykazałam się czarnowidztwem.

 

PKW wypełniło wyrok Sądu Najwyższego i zarejestrowało komitet OLW. Teraz dopiero zaczęło mi się w głowie kłębić. Bałagan jaki powstał po rejestracji OLW długo jeszcze będziemy wymiatać spod szaf i dywanów. OLW może bowiem przez najbliższe 7 dni zbierać podpisy pod listami poparcia dla kandydatów do parlamentu. Może, i z całą pewnością to zrobi, przygarnąć wszystkich tych, którzy chcą jednak, mimo że raz już zawalili zbieranie podpisów, podjąć walkę wyborczą o miejsca w sejmie i senacie. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej jak tylko to, że są tacy kandydaci, dla których termin zbierania podpisów wynosić będzie nie 7 dni lecz 14. Porzucą swoje martwe (bo bez kandydatów) komitety i przyłączą się do OLW. To czego dotąd nie zebrali, mogą zebrać do 7 września. Gdzie ta równość konstytucyjna, o której wspomina ustawa zasadnicza?

 

7 dni na zbieranie podpisów na listach poparcia dla kandydatów z OLW to także zagwozdka dla tych, którzy zdążyli zarejestrować i zgłosić wszystko co mogli – dla partii politycznych. Każdy komitet ma bowiem prawo do prowadzenia kampanii wyborczej przez 40 dni i obowiązek przestrzegania ciszy wyborczej na dwie doby przed terminem wyborów. Tymczasem OLW będzie mogło pogwizdać na ciszę wyborczą, ponieważ w najlepsze prowadzić będzie wówczas swoją trzydziestoparodniową kampanię wyborczą, która, gdyby trwać miała jak ustawa każe 40 dni, skończyłaby się długo po wyborach. Kanał? Niekoniecznie.

 

OLW może prowadzić swoją kampanię i nie robić sobie nic z ciszy wyborczej czym rozwścieczy partie polityczne i inne komitety, którym jakimś cudem udało się zebrać wymagane tysiące podpisów lub dać sobie narobić na głowę i jeszcze rozmazać godząc się na skrócenie swojej kampanii wyborczej do 33 dni. Co by nie robić, równości brak. Konstytucyjnej. Czy po takich wyborach nie wpłynie do Sądu Najwyższego żadna skarga? Czy wybory będzie można unieważnić? No chyba!

 

Pomijam już ten drobny szczegół, że PKW z uporem maniaka wydaje uchwały nie postanowienia czym wprawia mnie w rechot. Świadczy to przecież bądź o kompletnej ignorancji prawa (Ja Komisja, Ja wiem najlepiej, Mnie Komisji nikt nie podskoczy) lub o przerażających brakach w znajomości prawa wyborczego, na straży którego PKW ma stać.

 

Co jednak jeśli OLW zbierze wymagane tysiące podpisów i dostarczy listy do godz. 24, 7 września do PKW? Czy szanowna Komisja będzie potrafiła czytać nazwiska osób z niedowładem ręki, chorobą Parkinsona, niedowidzącym? Co jeśli na listach znajdzie się podpis niewiasty, która śmiała wyjść za mąż za obcokrajowca i teraz jej nazwisko w niczym nie przypomina słowiańskiego? Co jeśli uzna, że podpis nie należy do delikwenta, którego dane figurują w rubryczkach? Kto to zweryfikuje? I kiedy? Czy OLW będzie musiało ponownie skarżyć odmowną decyzję PKW? I jaki to będzie miało wpływ na wynik wyborów?

 

Odmowy, zgody, terminy, to wszystko prowadzi do bardzo złych wniosków. W Polsce nie ma już świętości. Nie ma instytucji, której można zaufać, która powagą swego urzędu gwarantować będzie sprawiedliwe wykonywanie prawa. Rozpisywanie wyborów to nie zabawa w piaskownicy – jak babka nie wyjdzie to ulepimy jeszcze raz. Raz rozpisane wybory muszą być niezmienne, pewne. Zasada pewności praw musi być dochowana, zwłaszcza w przypadku wyborów parlamentarnych.

Takiego właśnie zdanie jest konstytucjonalista prof. Bogusław Banaszak z Uniwersytetu Warszawskiego, który uważa, że zmiana terminu wyborów naruszyłaby konstytucyjną zasadę pewności praw. Prof. Banaszak przyznaje wprawdzie, że OLW stoi na gorszej pozycji startowej niż pozostałe komitety z powodu krótszego niż ustawowy czasu na prowadzenie kampanii wyborczej, ale wydłużenie tego czasu poprzez przesunięcie wyborów doprowadziłoby tylko do umocnienia kontrkandydatów, ponieważ oni również zyskaliby dodatkowy czas na agitację.

Czy powinnam rozumieć, że OLW wygrało co do zasady, ale śmietanki spijać nie będzie? Też nie do końca.

 

Kandydaci Obywatelskich List Wyborczych to ludzie, którym na sercu leży dobro Polski, nie partii. Oni nie szukają ciepłych posadek z rozdania partyjnego, są bezpartyjni. Nie chcą władzy, chcą wziąć odpowiedzialność za Polskę. Chcą ją rozwinąć, uzdrowić, umocnić. Ci ludzie przez lata przyglądali się jak funkcjonuje nasz kraj z pozycji ulicy. Byli odbiorcami i bezpośrednimi beneficjentami tego co fundowała im władza. Wiedzą które trybiki nie współpracują ze sobą, co wymaga zmian, gdzie się sypie, a co jest dobre i nie trzeba tego ruszać. Dlatego tą walką o swoje bierne prawo wyborcze chcą pokazać, że ten system wybierania władzy w Polsce jest zły! Jest nieprecyzyjny, da się podważyć, faworyzuje partie polityczne i dyskryminuje obywatelskie inicjatywy. Nasza ordynacja wyborcza jest wadliwa i trzeba ją zmienić. Wykazanie tych ułomności jest niewątpliwie wielkim zwycięstwem OLW.

 

Aby nie być gołosłowną skonsultowałam się ze znanym profesorem, autorytetem prawa konstytucyjnego, który stwierdził, że wyrok Sądu Najwyższego został zrealizowany, ale przesunięcie terminu zgłaszania kandydatów OLW NE daje podstawę do unieważnienia wyborów przez Sąd Najwyższy, bo taka decyzja łamie równość konstytucyjną. Mój rozmówca nie zgodził się wystąpić pod nazwiskiem. Takie to czasy, że nawet profesorowie prawa w wolnej Polsce nie chcą występować pod swoim nazwiskiem, by nie przejść w całkowity stan spoczynku.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s