Trędowaty – wyznania windykatora


– Pracownik firmy windykacyjnej ma wiele wspólnego z pracownikiem urzędu skarbowego. To taki trędowaty. Jeśli chce zmienić branżę, zawód, nikt nie chce go zatrudnić bo „zasrał” sobie CV – wyjaśnił mi znajomy headhunter. I chyba ma rację. Jest w ludziach coś co wymusza bojowe nastawienie wobec byłych windykatorów. Niby były, ale…

 

Historię opowiedział mężczyzna, podpisujący się Inkvisitor, w styczniu tego roku na swoim… blogu? Jest tam tylko jeden wpis. Odwiedziło go ok tysiąca osób, nikt nie komentował, a w księdze gości widnieje tylko jeden wpis, zapewne od znajomej: byłam, odwiedziłam i pozdrawiam.

 

Kiedy przygotowywałam ten tekst, Legionista wrzucił swój, wstrząsający. Gdybym tę historię usłyszała z ust obcego człowieka, potraktowałabym ją jak science fiction mimo że od tygodni dostaję listy z równie dramatycznymi historiami. W zestawieniu z materiałem Legionisty, historia Inkvisitora nabiera zupełnie innego wymiaru. Poczytajcie.

 

 

Mój zawód – windykator

 

Dziś będzie nieco sentymentalnie. O ile wykonywany przeze mnie zawód w ogóle można podciągnąć pod takie odczucie?! Dziś opowiem Wam o tym czym się zajmuję na co dzień. O zawodzie, który przeklinam, którego nienawidzę, który sprawia, że gdy wstaję codziennie o 6 rano i szykuje do pracy to zastanawiam się po co ja w ogóle tam idę? Opowiem Wam o tym dlaczego wykonuje ten zawód i dlaczego chciałbym się z nim jak najszybciej pożegnać? Opowiem Wam o setkach znajomości z mniej lub bardziej fałszywymi osobami. Z osobami, które słysząc moje nazwisko w słuchawce telefonu już wiedzą co ich zaraz czeka. Z osobami, które kłamią, oszukują, zwodzą, prowadzą politykę oszczerstw i łgarstw, które robią wszystko, abym to ja poczuł się tym gorszym i tym nie mającym absolutnie racji. Opowiem Wam historię mojego windykowania.

 

Zaczęło się niewinnie. Od poszukiwania pracy. Jeszcze jako student ostatnich 2 lat stosunków międzynarodowych zapragnąłem zdobyć w końcu stałą a nie jak co chwila dorywczą pracę. Rozglądałem się a to tu a to tam, wysyłając coraz to więcej cefałek do różnych firm. Moje staranie ku mojemu coraz większemu rozczarowaniu okazywały się więcej niż mizerne. Owszem, zapraszano mnie na rozmowy kwalifikacyjne. Podejmowałem więc dzielnie rękawicę i ruszałem odważnie, z nadzieją na otwarcie mi drogi zawodowego sukcesu. Niestety. Okazywało się za każdym razem, że jestem owszem bardzo dobrym kandydatem, ale zawsze znalazł się ten ktoś wyjątkowy, wręcz celujący, a ja pozostawałem dalej na lodzie. Poziom frustracji narastał. Jak to?! Przecież mam bardzo dobre wykształcenie, kończę drugi kierunek studiów, znam języki, mam porobione kursy, należę do międzynarodowej organizacji studenckiej, gdzie aktywnie się udzielam, organizujemy wspólnie różne eventy o skali ogólnopolskiej a nawet europejskiej. Co więc sprawia, że jestem ciągle tym gorszym, tym odpychanym, tym pomijanym? Mówili mi, że brakuje mi doświadczenia zawodowego. Ale na Boga! Gdzie mam zdobyć doświadczenie zawodowe, skoro nie daje mi się szansy wykazania na stanowiskach, na które kandyduje? Pracowałem jako ulotkarz, pracowałem na magazynie naklejając ceny na książki, pracowałem jako ankieter, robiłem wywiady dla jednej ze stacji radiowych. Wiem, że to mało, wiem że mógłbym więcej, ale tym samym nie miałbym czasu na studia, a to przecież one miały mnie popchnąć w świat ciekawych stanowisk, ciekawych ludzi, ciekawych doświadczeń i miłych dla oka i ducha zarobków 😉 . Jak miałem zdobyć doświadczenie specjalisty ds. sprzedaży, lub ds. marketingu skoro nikt nie chciał mnie zatrudnić nawet na stanowisko asystenta, gdzie mógłbym szlifować swoje doświadczenie? Pomijam już milczeniem ogłoszenia, gdzie pracodawca chciałby pracownika najlepiej z 5 letnim doświadczeniem. Jasne, każdy by takiego wykwalifikowanego pracownika chciał, z doświadczeniem, z ogładą, z precyzją w oku i oh, ah i eh, Bóg raczy wiedzieć z czym jeszcze? Nikt jednak nie chce zatrudniać osób, które mają potencjał, mają pomysły (świeże, niestandardowe, czasem może i szalone, ale ile w nich innowacyjności, energii, polotu!), a które raptem co ukończyły studia. Skazuje się takie osoby na swego rodzaju podrzędność, odseparowanie, na drugi plan. Owszem, nie od razu zdobyto Mont Everest i nie od razu odkryto Amerykę, ale nikt nie mówi tu o ekskluzywnych stanowiskach z super zarobkami, a o pozycji choćby wspomnianego wcześniej asystenta, który mógłby przekuwać swoje umiejętności w zdolności i doświadczenie, mające po nie długim czasie na prawdę spore znaczenie tak dla firmy jak i dla samego pracodawcy.

 

My tu gadu, gadu a ja zszedłem z tematu. Miałem przecież opowiadać o tym dlaczego windykacja, i jak to się stało że tam trafiłem?

 

A więc, po bezowocnych poszukiwaniach pracy, złożyłem po raz ostatni jeszcze jedno cv do pracodawcy, który w mojej ówczesnej ocenie nie wydawał się zły, ale nie wpisywał się w zawód, który chciałbym wykonywać. Tym pracodawcą było dwóch moich (aktualnie) dobrych znajomych, którzy rozkręcali firmę windykacyjną. Po kilku dniach od złożenia cv otrzymałem zaproszenie na rozmowę. Od tego momentu wszystko potoczyło się błyskawicznie. Moi pracodawcy zgodzili się mnie zatrudnić i tydzień później wylądowałem – i tu uwaga – w hurtowni materiałów budowlanych. W ofercie o pracę nie było napisane, że firma ta w rzeczywistości windykuje na rzecz innej. Od tamtego dnia, przez niemal 4 lata zasiadałem codziennie przez 5 dni w tygodniu przed komputerem i uczyłem się windykować. Początki jak wiadomo nie należały do łatwych, tym bardziej, że nigdy wcześniej przecież tego nie robiłem. Z czasem nabierałem jednak wprawy. Rozmowy zaczęły układać się po mojej myśli, a pieniądze faktycznie spływały według poczynionych wcześniej ustaleń. Wtedy cieszyłem się, że mam stałą pracę, że mogę w końcu się wykazać, że mogę zaprezentować swoje umiejętności. Dziś, gdy wspominam tamte dni, wiem jedno, nigdy bym nie pomyślał, że przez tyle lat będzie mi pisane męczyć się na stanowisku, które zatruwa mi dzień w dzień życie.

Praca windykatora jest na prawdę bardzo niewdzięczna. Wiem, zgodziłem się na nią, mam co chciałem więc nie powinienem narzekać. Poza tym mogę przecież ją zmienić, na inną która będzie mi bardziej odpowiadać. I tu jest pies pogrzebany…

 

Choćbym nie wiem jak się starał, choćbym nie wiem ile cv wysłał, choćbym nie wiem na ilu rozmowach o pracę nie był, zawsze jest coś nie tak. Okazuje się, że nawet doświadczenie w tak stresującej (ale i zarazem uodporniającej na stres) pracy, gdzie nabywa się szereg cech tak niezwykle potrzebnych na tak wielu innych stanowiskach pracy jest absolutnie niedoceniane przez pracodawców. Odnoszę czasem wrażenie, że jestem traktowany jak jakiś odszczepieniec, który skoro windykował to znaczy, że jest niebezpieczny, trudny, arogancki, pyszny i prostacki. W rzeczywistości windykowanie nie może polegać na wymienionych cechach, gdyż ich przeniknięcie do rozmowy z dłużnikiem może doprowadzić do nieuchronnej klęski i w efekcie do braku spłaty zadłużenia lub jego spłaty z ogromnymi opóźnieniami.

 

Tak więc, pomimo licznych prób zmiany pracy, nadal jestem tam gdzie byłem. Owszem mam różne pomysły na siebie, na niedaleką przyszłość. Jestem w pewnym sensie zdesperowany, i to na tyle mocno, że wiem, że jeżeli po raz kolejny zdarzy się rozmowa o charakterze niezwykle wulgarnym i poniżającym mnie samego, lub jeżeli sytuacja w firmie będzie jeszcze bardziej nie do wytrzymania, to rzucę to wszystko w cholerę i będę działał wyłącznie na własną rękę. Wiem, że będzie to niezwykle trudne. Zdaję sobie sprawę, że może mi się nie udać, że mogę poczuć bardzo szybko gorycz porażki, ale wybaczcie, wolał będę chyba zaryzykować, niż wysłuchiwać jaki to ja jestem bezczelny, chamski, jak to ja nie znam życia, jak to ja nie rozumiem jego lub jej sytuacji, jak to ja jestem podły, wulgarny i jak to przeze mnie przestaną kupować w mojej firmie. Nadmieniam, że absolutnie nigdy nie użyłem wobec nikogo z kim rozmawiałem na temat jego zaległości płatniczej wulgarnego słowa. Nigdy nikogo nie obraziłem, nigdy nikogo nie wyzwałem od chamów, złodziei, bezczelów itp, itd. Niestety ludzie w sytuacji podbramkowej, kiedy nie mają już pomysłów na dobry, rzeczowy argument, wystawiają ciężką artylerię i ładują w ciebie mięsem jak popadnie. Aha i żeby nie było że bronię wszystkich windykatorów! Osobiście byłem nie raz i nie dwa świadkiem rozmów kilku windykatorów w mojej firmie (którzy notabene tam już nie pracują), używających niezwykle niecenzuralnych słów, lub słów i zdań, które faktycznie miały prawo kogoś wzburzyć i wprawić w stan wściekłości. Osoby te (chodzi mi o dłużników) mogły i nie mieć podczas tych rozmów racji, mogły argumentować w sposób totalnie niezrozumiały i nielogiczny, ale nawet jeżeli nie miały racji i nawet jeżeli były aroganckie i nieuczciwe to absolutnie postępowanie moich byłych współpracowników było więcej niż niedopuszczalne jeśli nie naganne.

 

Jeśli chodzi o moją osobę, to uważam, że jestem zbyt oddany temu co robię. Po prostu zbyt ambitnie podchodzę do sprawy. Nie potrafię powiedzieć dosyć! Praca jest nie dla mnie, czuje się poniżany! Pracuje tam bo tak na prawdę muszę! Po studiach poznałem moją żonę, w drodze jest już nasze dziecko. Mam więc na utrzymaniu dom, rodzinę, która lada chwila się powiększy i będzie wymagała stałych dochodów. Mam świadomość, że brak mojej pensji nawet przez jeden miesiąc i życie jedynie z pensji żony i naszych oszczędności to myśl dla mnie nie do zaakceptowania. Nie w sytuacji, gdy na świcie pojawi się mój potomek, którego trzeba będzie pielęgnować, ubrać, nakarmić, któremu trzeba będzie zapewnić odpowiedni byt, komfortowe warunki, i gdy nie daj Boże zachoruje, trzeba będzie jeździć po lekarzach i po aptekach, wykupując coraz to droższe leki.

 

Wiem, trochę demonizuje, trochę przesadzam, ale wynika to z moich czysto ojcowskich odczuć, i poczucia obowiązku względem moich najbliższych.

Powiem Wam jedno, nie mam pomysłu na rozmowy z tymi ludźmi. Najgorsze są rozmowy, kiedy dłużnik wie że nie ma racji, a usilnie twierdzi, że rację ma. Tłumaczenie pod tytułem nie mogę wam zapłacić bo mi nie zapłacili jest na porządku dziennym ściemą jak świat długi i szeroki. Skoro nie ma kasy i konto ma puste to jak to się dzieje, że jeszcze swojej firmy nie zamknął? Skoro nie ma dochodów znaczy się, że interes mu się nie opłaca, znaczy że trzeba go zamknąć. A tu mija miesiąc, dwa, trzy a nie rzadko i dłużej, a facet biznes jak prowadził tak o dziwo prowadzi dalej. Jasnym jest, że kłamie. Ja to wiem i wie to on. Tyle tylko, że działania windykacyjne są dość ograniczone. Nie ma skutecznych narzędzi, które na prawdę upartego dłużnika skutecznie wystraszyłyby i sprawiły, że ten zacznie swoje zobowiązania sukcesywnie spłacać. Nawet "chłopaki" z Euler Hermesa jak pojadą z osobistą wizytą, albo z kilkoma takimi wizytami i nawet jeśli podpiszą różnego rodzaju ugody, uznania długu itp. to i tak nie wiele to daje, bo facet jeśli nie chce to i tak nie zapłaci. Pobić go nie można, zastraszyć też nie, bo nikt z nas nie jest mafiozem, pozostaje postraszyć sądem i wpisem do KRD. Kiedy się to już uczyni, trzeba czekać na nakaz sądowy i na działania komornika. Najlepsze jest wtedy, gdy komornik okazuje się kiepski i mało skuteczny lub jeżeli facet ma swój majątek tak pozabezpieczany, że na dobrą sprawę nie ma na czym ręki położyć. I w tym momencie firma leży i kwiczy, ja nie mam premii, nie mam więc pieniędzy na opłaty czynszowe i trzeba automatycznie korzystać ze źródełka oszczędnościowego. Wiadomo jednak, że źródełko to nie jest niewyczerpalne i pewnego dnia jego zasoby mogą się niepostrzeżenie wyczerpać, a to będzie niestety bardzo zły znak!

 

Podsumowując! SZUKAM PRACY! Pracy kreatywnej, gdzie będę mógł się rozwijać, poszerzać swe horyzonty, gdzie będę mógł się wykazać z tych dziedzin nauki i życia, które są mi najbliższe i w których sprawdzam się naprawdę nieźle. Jaki to dziedziny? Historia. Jestem w końcu magistrem historii. Historia to moja pasja odkąd pamiętam. Kocham tą dziedzinę nauki, jestem jej oddany bez reszty. Edukacja. Jest to dziedzina będąca pochodną historii. W zasadzie łączę historię i edukację w jedno. Uwielbiam bowiem nauczać. Kocham uczyć. W tym sprawdzam się najlepiej. Mam tysiące pomysłów na sekundę, na to jak uczyć historii by była ona lubiana i by przynosiła wszystkim bez wyjątku (nawet tym najmniej do niej przekonanym) ogromną satysfakcję. Jestem fanem historii multimedialnej, z wykorzystaniem dzisiejszych zdobyczy techniki. Prowadzę innego bloga, który dokładnie pokazuje, jak doskonale czuje się w dziedzinie edukacji, historii i nauki ( zapraszam nahttp://przybornikszkolny.blox.pl). Jestem bardzo ciekawy świata, to sprawiło chyba, że studiowałem stosunki międzynarodowe i zrobiłem kolejnego magistra. Znam dobrze język angielski. Mam podstawy języka norweskiego i łaciny. Uwielbiam rozmawiać i spotykać się z młodymi ludźmi z całego świata. Należałem do wspaniałej organizacji studenckiej AEGEE-Toruń. Dzięki niej mogłem na 100% wykazać się w tym wszystkim co od dawna we mnie siedzi. Mogłem pokazać swą kreatywność i pomysłowość. Tu poczułem, że nie ma granic i że marzenia na prawdę mogą się spełnić. Tu poznałem też ogromną rzeszę pozytywnie zakręconych ludzi, z którymi do dziś dnia utrzymuje przyjacielskie kontakty. Wspólnie z AEGEE przeprowadziłem Summer University. Zorganizowaliśmy wakacje dla ludzi z całej Europy. Zorganizowałem grę po Toruniu, która została rozsławiona na całą Europę, a wiele z jej elementów zostało przeniesionych na grunt wielu innych oddziałów AEGEE w różnych miastach europejskich od Berlina po Amsterdam i od Kopenhagi po Madryt. Wspólnie zorganizowaliśmy szereg innych, wspaniałych eventów, które promowały sam Toruń, jak i uczelnie z której wyrosłem, a więc UMK.

Ukończyłem kurs grafiki komputerowej. Mam opanowany w bardzo dobrym stopniu tak znany i tak często używany w dzisiejszym świecie multimedialnym, pakiet ADOBE. Posługuje się bezproblemowo Photoshopem, mam opanowanego Dreamweavera i Illustratora. Nieźle radzę sobie z Adobe Flash, chodź nie znam Action Scripta. Nie ma dla mnie większego kłopotu z pracą w Adobe Premiere.

No i ukończyłem kurs w radiu. Miałem okazję przeistoczyć się w reportera, jak i w dj zapowiadającego programy jak i prowadzącego wiadomości.

Było jeszcze tego trochę, ale opowiem o tym jeśli mnie ktoś zaprosi na rozmowę kwalifikacyjną 😉 . Chętnie zaprezentuje się oficjalnie.

Aha i pamiętaj – moja praca w windykacji, choć bardzo mi doskwiera i ciąży, i choć bardzo jej nie lubię i nie sprawia mi praktycznie żadnej satysfakcji, to jednak wielu pożytecznych rzeczy mnie nauczyła i wiele dobrego z niej wyniosłem. Te cechy z powodzeniem mogę wykorzystać na wielu różnych stanowiskach pracy. Warto się nad tym zastanowić zanim ocenisz mnie w systemie zero jedynkowym tzn. windykator = problem.

 

Inkvisitor

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s