Rzecz o pracy bez pensji, złodziejach i ich ofiarach


 

Dług powstał kilka lat temu w wyniku zaległości w wypłacie wynagrodzeń dla pielęgniarek. Część z nich, nie mogąc doczekać się pieniędzy wniosła sprawę do sądu i uzyskała nakaz zapłaty, z którym udała się do komornika. Dlatego zanim zadamy sobie pytanie o to czy w obecnej sytuacji gospodarczej etycznym jest zajmowanie rachunków szpitala, postawmy kilka innych: Czy wolno korzystać z pracy pracownika nie wypłacając mu z tę pracę wynagrodzenia mimo umów i nakazów sądu? Czy pracownik musi odwoływać się do sądu by dostać od pracodawcy wynagrodzenie, które mu się należy za wykonaną pracę? Czy w Polsce zdołamy kiedyś nauczyć pracodawców, że uchylanie się od wypłaty wynagrodzenia za pracę, zwlekanie z wypłatą wynagrodzenia, choćby jeden dzień to zwyczajne przestępstwo? Kradzież lub wyłudzenie powodujące potworne konsekwencje finansowe dla oszukanego, okradzionego pracownika.

 

Konta Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Tychach zostały zajęte z powodu ok. 5,5 mln zł roszczeń pielęgniarek, którym sąd nakazał wypłatę zaległych wynagrodzeń. Ale to zaledwie część roszczeń. Wszystkich jest ok. 17 mln zł i wkrótce mogą pojawić się następne zajęcia. Teraz dyrekcja szpitala boi się, że nie będzie z czego wypłacić… grudniowych pensji. Obaw nie miała gdy nie płaciła pielęgniarkom. Czyżby dyrekcja sądziła, że rozejdzie się po kościach?

 

Początki sprawy sięgają 2007 r., kiedy pielęgniarki wywalczyły 325 zł podwyżki. Rok później ówczesna dyrekcja zgodziła się na 425 zł, ale umowa nie była realizowana. Rosły zaległości. 481 pielęgniarek skierowało sprawy do sądu. 264 z nich ma już korzystne dla siebie wyroki sądów. W sumie, wraz z zaległościami wobec ZUS z tego tytułu, to kwota ok. 17 mln zł. Zasądzone kwoty oscylują wokół 20 tys. zł dla jednej pielęgniarki, z czego 10 proc. szpital miał obowiązek wypłacić od razu. Dyrektor Andrzej Drybański zapewnia, że placówka wywiązała się z tego (zapłacono już 450 tys. zł), proponując pielęgniarkom ugody w sprawie wypłaty pozostałej części później, po naprawie finansów szpitala. Na ugody przystało 26 osób, a 140, czyli jedna czwarta pielęgniarek, skierowało sprawy do komorników, którzy w ostatnim czasie zajęli konta na 5,5 mln zł.

 

Zatrudniający ponad 910 pracowników tyski szpital należy do największych w regionie. Dysponuje 567 łóżkami, o 200 mniej niż przed rokiem. Najbardziej dochodowe oddziały to neonatologia, neurochirurgia i okulistyka. Na tych oddziałach lekarzom nie zmniejszono pensji. Prestiżem cieszy się też ginekologia. Konta szpitala są puste, a od ponad roku zadłużona placówka realizuje program naprawczy. Wartość komorniczych zajęć jest o ok. 1 mln zł wyższa od kwoty, jaką co miesiąc szpital otrzymuje z Narodowego Funduszu Zdrowia. To oznacza bankructwo.

 

– Szpital realizuje program naprawczy, który dawał nadzieję, że w połowie przyszłego roku jego sytuacja – choć nadal trudna – będzie stabilna, gdy chodzi o bieżące zobowiązania. To jest możliwe, ale nie w sytuacji czarnego scenariusza, kiedy pracownicy sabotują własny szpital, nasyłając na niego komorników – ocenił w piątek wicemarszałek woj. śląskiego odpowiedzialny za sprawy ochrony zdrowia, Mariusz Kleszczewski.

 

Samorząd regionu i dyrekcja szpitala apelują do pielęgniarek, aby wycofały sprawy od komorników i zapewniają, że dostaną one swoje pieniądze wraz z sięgającymi 13 proc. rocznie odsetkami, gdy sytuacja szpitala ustabilizuje się. Pielęgniarki argumentują, że oddały sprawy do komorników, bo poczuły się oszukane – wiosną usłyszały, że ich pensje nie zostaną obniżone, tymczasem dyrektor wręczył im wypowiedzenia zmieniające warunki pracy, obniżając wynagrodzenia o ok. 10 proc. W sumie na obniżkach pensji całemu personelowi szpital chce zaoszczędzić ok. 2,5 mln zł rocznie. Dyr. Drybański tłumaczy, że obniżka to konieczność, a – wobec trzymiesięcznego wypowiedzenia – jej realne skutki pielęgniarki odczują dopiero w lutym. Dyrekcja zauważa także, że na obniżkę zdecydowano się dopiero po tym, gdy sprawy były już skierowane do komorników. Pensje obniżono też lekarzom; na razie obniżka skutecznie objęła 35 ze 133 zatrudnionych.

 

Według wicemarszałka Kleszczewskiego obecna sytuacja może zagrozić realizacji programu naprawczego w tyskim szpitalu – podaje PAP. Szpital zawarł ugody m.in. z ZUS i Skarbem Państwa oraz instytucjami budżetowymi, ale ich warunkiem jest regularna spłata określonych rat. Jeżeli szpital nie wywiąże się z tego, sytuacja kryzysowa powróci. Placówka musi też zapłacić zewnętrznym firmom m.in. za wyżywienie pacjentów i sprzątanie – jeżeli tego nie zrobi, przestaną one świadczyć usługi. Zlecenie tych zadań firmom dało szpitalowi w sumie 1,6 mln zł oszczędności. Tymczasem na wynagrodzenia trafia aż 88 proc. wydatków szpitala, wobec 92 proc. jeszcze kilka miesięcy temu. Brakuje na leki, naprawy sprzętu i inne wydatki. Dyrektor tłumaczy, że 20 proc. miesięcznej 4,5-mln raty z NFZ może zostać zajęte przez komorników jeszcze przed przelaniem jej na konta szpitala. Później placówka może żądać od komorników, aby zwolnili pieniądze na pensje, ale do 10 grudnia, kiedy jest termin wypłaty, może nie zdążyć. Do tego czasu część pieniędzy może być zwindykowana. Według dyrekcji, groźba niewypłacenia załodze wynagrodzeń jest bardzo realna.

 

Czy wicemarszałek Kleszczewski zapytał o obecną sytuację finansową pielęgniarek? Czy zastanowił się jakie zobowiązania one ponoszą, czy spłacają kredyty, czy mają na utrzymaniu rodziny, czym rekompensują braki w domowym budżecie? Ile z nich boryka się dziś z firmami windykacyjnymi i komornikami ponieważ wstrzymanie wypłaty wynagrodzenia przyczyniło się do zrujnowania ich domowego budżetu? Czy kogoś to obchodzi? Czy pracodawcy wolno okradać pracownika i jeszcze obarczać go winą za to, że domaga się sprawiedliwości? Te pytania można do znudzenia powtarzać i jak grochem o ścianę. Dopóki w Polsce wolno będzie okradać pracowników z ich pracy, a zarazem płacy, dopóty ludzie pracujący na etatach lub umowach o dzieło, umowach zlecenie będą żyli na beczce prochu. Nigdy nie będą mieli pewności czy dostaną wypłatę czy nie. Każdy kredyt będzie sportem ekstremalnym, a każdy większy wydatek balansowaniem na granicy finansowej płynności.

 

Firmy windykacyjne i komornicy bez mrugnięcia powieką sprowadzają na dno ostatnie ogniwo łańcuszka czyli dłużnika. Większość długów wcale nie wynika przecież wyrachowania i umyślnego nieregulowania zobowiązań finansowych. Dłużnikiem staje się zwykle osoba, która doświadczyła tragedii w wyniku utraty pracy lub co gorsze w wyniku kradzieży, bo wstrzymanie pensji lub wypłata jej z opóźnieniem kilkutygodniowym jest niczym innym jak kradzieżą i powoduje potworne konsekwencje dla okradanego. Złodziej zwykle pozostaje bezkarny. I to jest jedna z najpoważniejszych przyczyn fatalnej jakości życia w polsce.

 

Zastanawiam się w jakim tonie zajęcie komornicze kont szpitala w Tychach przedstawią media ogólnopolskie, jeśli w ogóle wspomną. Będą płakać nad szpitalem, który nie ma z czego leczyć, czy dotrą do clou problemu, czyli do tego w jak perfidny sposób można zniszczyć życie pracownikowi i całej jego rodziny, nie wypłacając mu wynagrodzenia za pracę i tym samym sprowadzając go do roli niewolnika. Pielęgniarki z tyskiego szpitala domagając się swoich praw zrobiły najlepszą rzecz pod słońcem. Obroniły swoją godność. I za to należą im się brawa.

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s