Wykluczenie społeczne? Jakież to łatwe!

Jeżeli chcesz zabawić się cudzym życiem nie musisz nurzać się we krwi, godzić nożem, strzelać, bić, katować. Wystarczy, że uwikłasz gościa w… sprawę sądową, najlepiej cywilną o zapłatę jakiejś wydumanej należności.

Możesz sobie wymyślić powód, kwotę, datę potem złożyć pozew do sądu i cierpliwie czekać. Polski wymiar sprawiedliwości wszystko za ciebie załatwi. Będzie starannie i długo nękał ofiarę by na koniec pozbawić ją środków do życia, zdrowia, pracy, znajomych, nadziei… Jak?

 

Sądy w Polsce – śmiem twierdzić – orzekają tak jak im wygodnie lub jak nakazuje koleżeński układ. Przyjaciel potrzebuje pomyślnego wyroku, to już! Kopiują stare wyroki, zmieniając jedynie nazwiska osób pojawiających się w sprawie (a i to nie zawsze), nie biorąc pod uwagę przedstawianych dowodów, zdarza się (na razie mamy dowód na jeden taki przypadek, ale lada chwila posypią się następne), że orzekają po pijanemu. Ale po kolei.

 

Sędzia pod sąd

 

Sędzia stawiany przed sądem dyscyplinarnym nie obawia się kary. Sędzia sędziego nie skrzywdzi. Jeśli opinia publiczna interesuje się sprawą to najwyżej pogrozi podsądnemu palcem. Jeśli nie, zamiecie pod dywan.

 

Weźmy sprawę sędziego z jednego z warszawskich sądów. W lipcu 2008 roku napisał na prośbę prezesa Sądu oświadczenie, że nie łączą i nie łączyły go żadne stosunki, zwłaszcza intymne z panią syndyk prowadzącą upadłości, w których on orzeka. A już w lutym 2009r. (ile to miesięcy? 7?) uznaje dziecko, które ta syndyk urodziła (bynajmniej nie przedwcześnie). Mamy zatem dwa oświadczenia sprzeczne ze sobą. Jedno na pewno jest kłamliwe. Które? W przypadku sędziego to bardzo poważny zarzut. Wszak powinien być nieskazitelny. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że do dziecka przyznaje się inny mężczyzna, były już partner pani syndyk, który od dawna zabiega o zrobienie badań genetycznych – bez skutku. Dlaczego? Jeśli – tak jak utrzymuje syndyk – mężczyzna nie jest ojcem dziecka to żadnych kłopotów nie będzie. Ale jeśli jest? Będzie dowód na kłamstwa sędziego i syndyka, czyli wtopa.

 

Sędzia ów stanął przed sądem dyscyplinarnym, gdzie ma wyjaśnić zaistniałą sytuację. Pytanie tylko, na którą wersję się zdecyduje? Przyzna, że kłamał w lipcu i tym samym podejmie się ojcowania dziecku, co do którego może nawet nie ma pewności, że jest jego? A może przyzna, że w lipcu mówił prawdę (choć świadkowie twierdzą, że od kwietnia był i do dziś jest partnerem swojej syndyk), a w lutym skłamał? Tym razem okaże się, że uznał nie swoje dziecko będąc tego całkowicie świadomym. Czy się mylę, czy to jest nielegalna adopcja? Czy badania genetyczne, o które wnosi mężczyzna podający się za ojca dziecka wykażą, że sędzia kłamie bo nie jest ojcem dziecka i jakie to będzie miało przełożenie na jego karierę zawodową? I co na to pani syndyk?

 

Podobna sytuacja, gdyby spotkała szarego Iksińskiego, stałaby się powodem wszczęcia postępowania prokuratorskiego, badań genetycznych wyjaśniających wątpliwości i skazania delikwenta za składanie fałszywych zeznań. Ale w stosunku do sędziego nie ma o tym mowy. W całej tej awanturze o dziecko, to ono właśnie jest najbardziej poszkodowane, ale żaden sąd (przypomnę: kierujący się dobrem dziecka) o tym nie pomyślał. Rozgrywają jedynie swoje personalne gierki, kryjąc potrzebnych i wystawiając „na odstrzał” niepotrzebnych graczy.

 

Bardzo ślepa Temida

 

Inny przykład. W Kozienicach. Sąd orzeka na korzyść spółdzielni mieszkaniowej w sprawie o zapłatę zaległego czynszu od najemców mieszkania. Normalne, na pozór nie ma się czego przyczepić. Tymczasem spółdzielnia nie jest spółdzielnią bo nie jest wpisana do KRS. Od lat! Nie istnieje! Na co uwagę zwraca zresztą najemca mający zapłacić zaległy czynsz. Problem jest jednak bardziej złożony ponieważ spółdzielnia nie przedstawia ani razu wyciągu ze swoich ksiąg, w których ma figurować zadłużenie. To jest zadłużenie, czy go nie ma? Ile wynosi, z czego wynika i czy można wnosić do sądu pozew o zapłatę zadłużenia tylko raz czy po kilka razy w tej samej sprawie? Spółdzielnia jest czy jej nie ma? A sąd? Może traktować spółdzielnię widmo jak podmiot z osobowością prawną czy nie? Wszystko zależy od woli niezawisłego sądu.

Urząd Skarbowy w Kozienicach podaje wprawdzie, że spółdzielnia NIP posiada (nawet ten NIP podaje), ale jest wielce zdumiona, że wpisu do KRS nie ma!

 

Pytania wysłane do US w Kozienicach:

  1. Czy Spółdzielnia Mieszkaniowa „Nasz Dom” mająca siedzibę przy ul. Os. Pokoju 4 w Kozienicach, posługująca się nr REGON 670644247 posiada nadany nr NIP? Proszę o podanie nr NIP ww. Spółdzielni.
  2. Czy ww. Spółdzielnia terminowo reguluje swoje zobowiązania wobec Skarbu Państwa?

  3. Czy wobec ww. Spółdzielni toczą się jakieś postępowania karno-skarbowe lub inne prowadzone przez Urząd Skarbowy w Kozienicach lub jednostkę nadrzędną nad Urzędem Skarbowym w Kozienicach? Czego dotyczą prowadzone postępowania?

  4. Kiedy po raz ostatni prowadzona była kontrola skarbowa w ww. Spółdzielni i czego dotyczyła?

 

I odpowiedzi Naczelnika Urzędu Skarbowego w Kozienicach:

W odpowiedzi na Pani zapytanie Urząd Skarbowy w Kozienicach zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy z dnia 13 października 1995 r. o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników (Dz. U. z 2004 r. Nr 269 poz. 2681 ze zm.) udziela informacji na pytanie nr 1 – Spółdzielnia Mieszkaniowa „Nasz Dom” mająca siedzibę w Kozienicach przy ul. Os. Pokoju 4/3, posługująca się nr REGON 670644247 posiadania nadany NIP 8120005056.

Po rozpatrzeniu pozostałych trzech pytań Urząd Skarbowy w Kozienicach, działając na podstawie art. 5 ust. 1 oraz art. 16 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm. – zwana dalej udip) oraz art. 293 § 1 w zw. z § 2 pkt 1-4, art. 298 i art. 299 § 1-3 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz. U. Nr 8, poz. 60 ze zm.), odmawia udostępnienia żądanej przez redakcję informacji.

Informacje, których udostępnienia żąda redakcja, objęte są tajemnicą skarbową na podstawie art. 293 § 1 w związku z § 2 pkt 1-4 Ordynacji podatkowej, jako mające swe źródło w aktach spraw jak również w dokumentacji rachunkowej organu podatkowego. Przewidziany w Ordynacji tryb udostępnienia informacji objętej tajemnicą skarbową nie znajduje zastosowania w niniejszej sprawie. Z powyższych przyczyn prawo do udostępnienia żądanej informacji publicznej podlega ograniczeniu, zgodnie z art. 5 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Żądane informacje dotyczą konkretnego, indywidualnie oznaczonego podmiotu. Nie można uznać za informacje o charakterze ogólnym danych dotyczących terminowości regulowania zobowiązań Spółdzielni wobec Skarbu Państwa, prowadzonych postępowań, jak również ich zakresu, gdyż za informacje o charakterze ogólnym można uznać jedynie zbiorcze informacje dotyczące wszystkich podmiotów zarejestrowanych w urzędzie, ewentualnie określenie ich kategorii. Ponadto należy zwrócić uwagę na fakt, że zakres przedmiotowy tajemnicy skarbowej uregulowany w art. 293 Ordynacji podatkowej obejmuje wszystkie indywidualne dane zawarte we wszelkich dokumentach składanych przez podatników, płatników i inkasentów.

Niewątpliwie dane zawarte w pytaniach 2, 3, 4, których żąda redakcja dotyczą danych indywidualnych wskazanego, konkretnego podatnika.

Mając na uwadze wszystkie powyższe okoliczności, kierując się treścią przepisu art. 5 udip w związku z art. 293 Ordynacji podatkowej, brak jest przesłanek do udostępnienia informacji publicznej zawartej w pytaniach 2, 3 i 4 pisma redakcji.

 

 

Czy w kozienickiej skarbówce jest burdel w papierach skoro nadają NIP nieistniejącej spółdzielni, czy może urzędnicy wspólnie i w porozumieniu z włodarzami spółdzielni kręcą lody na boku?

 

A komornik, który ściąga zaległy czynsz na podstawie wyroku wydanego na wniosek nieistniejącej spółdzielni? Dopuścił się złamania prawa czy nie?

 

Jak to się stało, że jakiś urzędnik bankowy założył kozienickiej spółdzielni konto bez dokumentów założycielskich spółdzielni? Statut wprawdzie jest (władze spółdzielni widmo powołują się nawet na niego przed sądem), ale taki statu, niezarejestrowanej spółdzielni to i ja mogę sobie strzelić na kolanie, powlec się z nim do sądu i zażądać by sąd nakazał Tobie drogi czytelniku płacenie mi zaległego czynszu bo JA twierdzę, że zalegasz – na piękne oczy bez wyciągu z ksiąg!

 

Ctrl C + Ctrl V

 

Na początku wspomniałam o kopiowaniu wyroków. Ktoś powie, że to normalka, bo przecież wiele spraw jest podobnych, a sędzia musi być konsekwentny… etc. Fakt, musi być konsekwentny, ale nie bezmyślny. Jeśli bowiem w uzasadnieniu wyroku w sprawie Iksińskiego podaje nazwisko Igrek, to wyrok dotyczy niezaplątanego w sprawę Igreka czy Iksińskiego pominiętego w sędziowskich wypocinach? Wszak wyrok niezawisłego sądu rzecz święta!

 

Jaki sąd takie jego słuchanie

 

I jak tu się dziwić, że obywatele i instytucje mają wyroki takich sądów w… głębokim poważaniu? Dlaczego NFZ miałby wykonać wyrok Sądu Najwyższego (ba, dwa wyroki!) mówiący o sfinansowaniu kosztownej, ratującej życie operacji kilkuletniego chłopca skoro z wyroków sądu nikt prócz banków (jeśli są pomyślne dla banków) wiele sobie nie robi? Czy w Polsce nie ma nikogo, kto potrafiłby zmusić NFZ do wykonania wyroku sądu? Nawet wszechmogący komornik nie potrafi?

 

Ktoś, kto mało interesuje się wymiarem sprawiedliwości słysząc, że jakiś sędzia wydał wyrok po pijanemu uogólni to na wszystkich sędziów i załatwione. Już nawet wiem co powie zapytany o szacunek dla sądu – „wyroki wydawane przez pijanego sędziego, nieuczciwego sędziego, skorumpowanego sędziego mam w dupie”. A może się mylę?

 

Świętszy Gowin od papieża, a i tak nic nie wskóra

 

Jak wierzyć sądom, które nie badając dowodów orzekają o winie podsądnych bo wnoszący oskarżenie tak chcą? Jak wierzyć sędziom, którzy sądzą się sami za winy większe i mniejsze zawsze, bądź prawie zawsze, nie dopatrują się winy swoich kolegów i koleżanek po fachu? Jak wierzyć sądom, które nie informują o rozprawie, o wyroku, pakują do więzienia ludzi za kradzież bułki w supermarkecie, a uniewinniają złodziei milionów, miliardów złotych, bandytów, gwałcicieli, pedofilów?

 

Korporacja komornicza…

 

Komornicy – to oddzielny rozdział. Powszechne jest ustawianie przetargów. Co tu daleko szukać, weźmy niespłacone kredyty lub spłacane, ale udzielone z myślą o upieprzeniu kredytobiorcy. Bank udziela kredytu klientowi, co do którego ma pewność, że nie podoła spłatom rat. Zwykle chodzi o duże kredyty inwestycyjne (dla firm) lub hipoteczne (dla osób prywatnych). Małe są nieopłacalne. Po kilku miesiącach wypowiadają umowę kredytu bez podania przyczyn (zezwala na to Ustawa prawo bankowe i ich wewnętrzne regulaminy), stawiając w stan natychmiastowej wymagalności milionowy kredyt na mieszkanie Iksinskiego, który zarabia trzy może cztery tysiące. Zdobyć milion w tydzień – praktycznie niemożliwe. Tymczasem komornik już umówiony, sąd klepie pieczęć pod Bankowym Tytułem Egzekucyjnym (o tym tworze też można tomidła napisać), kupiec już czeka (kolega, krewny, lub pracownik banku) by kupić mieszkanie za pół ceny i pozamiatane.

 

Licytacje zajętego alkoholu bez akcyzy, papierosów, komputerów z nielegalnym oprogramowaniem. Wszystko co kupisz od komornika staje się legalne. Logika podpowiada: komornik to paser!

 

Komornicy lubią zarabiać również w inny sposób. Wszczynają egzekucję nie informując o tym dłużnika, zajmują mu pół pensji (tyle mogą) i rachunek bankowy, na który wpływa wolne od zajęcia drugie pół pensji. I delikwent ugotowany. Nie wie o egzekucji więc się nie spodziewa zajęcia. Dowiaduje się z pracy (jeśli kadrowa jest przytomna), ale wtedy jest już zwykle za późno, żeby uratować pół pensji. Może się poskarżyć – skarga kosztuje stówę. Jak nie ma na życie to stówa na skargę ma wielkość dywanu i wartość szybu naftowego. Nie da rady. A zegar tyka. Dłużnik ma 7 dni na złożenie skargi, pozwu opozycyjnego, wniosku o wstrzymanie egzekucji etc. Większość „załatwionych” nie wie nawet, że tak można. Nie wie co, jak i do kogo napisać, nie ma pieniędzy na zapłacenie opłat sądowych itd. Słowem – czarna dupa.

Wtedy już tylko czekać na piętrzące się koszty komornicze, za przelew, za korespondencję, za wywiad itd. Nie do sprawdzenia dla szarego dłużnika bo komornik zwykle olewa prośby o przedstawienie rozliczenia. I co mu zrobią?

 

… i bankowa

 

Bank ma obowiązek na wniosek komornika zająć rachunki dłużnika jednak (art. 54 Ustawa prawo bankowe) musi wypłacić dłużnikowi trzykrotność średniej krajowej z zajętego rachunku. Dłużnik musi mieć z czego żyć. Tak stanowi prawo. W rzeczywistości banki nie wypłacają grosza twierdząc, że nie mają pewności, czy dłużnik nie wypłacił już takiej sumy z innego banku, gdzie przecież mógł mieć np. lokaty. Bezprawie? Jasne, ale odkręcenie tej sytuacji trwa wiele tygodni, a rachunki trzeba płacić, jedzenie kupić, jakieś lekarstwa. Co z tego, że z bankiem można wygrać? Pytanie kiedy z nim można wygrać?

 

Słuchając opowieści o stronniczych sędziach, upadłościach ciągnących się latami i pożerającymi miliony złotych, komornikach śmiejących się z prawa, lekceważeniu wyroków sądów przez instytucje państwowe, zaplątanych w rodzinne konszachty sędziów, syndyków, adwokatów, prokuratorów, można przypuszczać, że to bujdy. Dopiero kiedy słucham nagrania rozmowy pracownika banku z klientem, w której padają wyzwiska, oszczerstwa, kłamstwa, groźby itd. Kiedy słucham jak pracownik banku mówi kredytobiorcy, że przetarg na jego mieszkanie jest ustawiony, a poprzednie pismo z banku mówiące o ugodzie może sobie na kołku powiesić. Kiedy słyszę jak syndyk grozi upadłemu swoimi koneksjami w prokuraturze. Kiedy czytam wyrok sądu wydany na wniosek nieistniejącego podmiotu łapię się na tym, że dotąd żyłam w matrixie.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s