Kasjerzy ukrywają fałszywki… ze strachu

 


Według statystyk, jeden na 10 do 20 tys. banknotów w Polsce jest fałszywy. Co roku na policję trafia średnio od 100 do 200 falsyfikatów. A to przecież tylko te, które zostały wykryte i zgłoszone. Zazwyczaj w bankach.

 

Podrobione pieniądze to ogromne straty dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, do których trafiły. Przyjęcie fałszywki, to nie tylko ogromny stres dla osoby, która ją dostała, to bardzo często również odpowiedzialność materialna polegająca na wyrównaniu straty, a czasem nawet sprawa karna w sądzie.

 

– W Polsce większość wprowadzonych do obiegu fałszywek nie jest wykrywana – mówi Sylwester Salach, prezes firmy DCB. – Aż 60 proc. fałszywych banknotów wychwytywanych jest dopiero na poziomie skarbca w banku. Oznacza to, że falsyfikaty zostały wprowadzone do obiegu przez kasę!

 

Czym jest to spowodowane? Brakiem wystarczającej wiedzy kasjerów w zakresie odpowiedniego rozpoznawania fałszywek? Nie tylko. Bardzo często powodem jest strach przed utratą pracy i koniecznością pokrycia z własnej kieszeni straty powstałej po przyjęciu do kasy fałszywego banknotu.

 

Ogromna większość kasjerów w supermarketach i mniejszych sklepach nie potrafi oni odróżnić prawdziwego banknotu od falsyfikatu. Co więcej, wielu kasjerów nie przyznaje się do przyjęcia fałszywki, gdyż nie chce ponosić odpowiedzialności karnej za wprowadzenie jej do dalszego obiegu. Często wydają falsyfikat jako resztę lub sami wymieniają go na swoje własne, przez co ponoszą straty materialne. Kasjerzy często nie wiedzą też, że ponowne wprowadzenie fałszywki do obiegu jest przestępstwem, za które mogą trafić nawet do więzienia.

 

Pracodawcy zazwyczaj nie wiedzą o tych samowolnych praktykach, gdyż ich podwładni boją się do tego przyznać. Wiedzą czy nie, są współwinni tego stanu rzeczy. Przymykają oko na wydawanie reszty fałszywymi pieniędzmi, żeby uniknąć kłopotów i w nosie mają czy pracownik wiedział, że przyjął falsa czy nie. Dlatego daleka jestem od tego by właścicieli sklepów zwalniać z odpowiedzialności za wypuszczanie do obrotu fałszywek zwłaszcza, że tylko niewielka ich grupa wysyła na odpowiednie szkolenia swoich pracowników oszczędzając na ich bezpieczeństwie.

 

Fluktuacja kadr w supermarketach jest tak duża, że koszt wyszkolenia dobrego kasjera jest nieproporcjonalnie duży w stosunku do korzyści jakie sklep czerpie z jego pracy przez krótki okres zatrudnienia. Dlatego rezygnacja ze szkoleń kasjerów jest zwykle podejmowana przez pracodawców z pełną świadomością, a ryzyko związane z zatrudnieniem niewykwalifikowanego kasjera jest wkalkulowane w koszty prowadzenia biznesu. Zresztą, dla sklepu te koszty są minimalne – stratę materialną pokrywa wszak kasjer, który przyjął fałszywkę, a sklep, a w zasadzie jego właściciel może tylko rozłożyć ręce i powiedzieć „cóż, nie uważał, musi teraz za to odpowiedzieć”. Faktycznym kosztem firmy jest rekrutacja i szkolenie (bynajmniej nie z rozpoznawania znaków pieniężnych) nowego pracownika, bo ten, który przygodę z fałszywką ma już za sobą zwykle zostaje zwolniony.

 

Czy każdy kasjer powinien przejść kurs rozpoznawania znaków pieniężnych? Prawo tego nie reguluje – za wyjątkiem banków. Logicznie rzecz biorąc – tak, powinien być obowiązkowy. Jednak kasjerzy – bojąc się o swoją pracę – nie podejmą rozmów z pracodawcą na ten temat, nie miejmy złudzeń. O pracę trudno, lepiej zacisnąć zęby i nie wychylać się.

 

Znacznie lepiej sytuacja wygląda w bankach. Tam kasjerzy – w dużej części – przechodzą kursy rozpoznawania znaków pieniężnych. Problemem jest jednak brak kontynuacji tych szkoleń, a przecież fałszerze nie śpią i wciąż wprowadzają do obiegu nowe rodzaje fałszywek, do złudzenia przypominających oryginały. Dlatego nawet, jeśli ryzyko wyniesienia z banku fałszywki istnieje, to jest znacznie mniejsze niż w przypadku sklepów.

 

Za chwilę odezwą się zwolennicy kart płatniczych, dla których taki artykuł jest wodą na młyn. Fakt. Płatność kartą pod tym względem jest znacznie bezpieczniejsza, ale czy bezpieczna? Ile razy słyszeliście o nakładkach montowanych na bankomatach, które mają skopiować kartę i PIN do niej, sczytywaniu danych z karty w sklepach, na stacjach benzynowych, wyłudzeniach przez internet itd. Ranking strat poniesionych wskutek korzystania z gotówki i kart kredytowych wcale nie jest taki jednoznaczny. Dlatego wniosek z tego jest tylko jeden. Pilnujmy portfeli, bez względu na to czy nosimy w nich gotówkę czy karty.

 

Firmie DCB dziękuję za dane do artykułu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s