Cuda się zdarzają… w sądzie


 

Kto kogo, dlaczego? Pomału, to materiał na kilka artykułów. Układy, układziki, przyjaźnie, przysługi. Co tu tłumaczyć? Ale jest jeszcze coś. Sędzia nigdy nie działa bezprawnie (sic!).

 

Katarzyna Żakiewicz (kancelaria.lex.pl) w artykule z dnia 22 marca tego roku pt "Sędzia nigdy nie działa bezprawnie, więc nie może obrazić stron" pisze m.in.: "Sędzia prowadzący sprawę nigdy nie działa bezprawnie. Swoją funkcję wykonuje jako organ państwa, wiec nie może naruszyć dóbr osobistych. Odszkodowanie z tytułu błędu sądowego należy się tylko wtedy, gdy zapadnie wyrok stwierdzający bezprawność sędziego (…) W kwietniu 2010 roku Stowarzyszenie przeciw Bezprawiu próbowało wnieść powództwo przeciw sędziom Sądu Okręgowego w Bielsku-Białej za naruszenie godności w uzasadnieniu ustnych motywów wyroku, lecz bez skutku. Przeciwko sędziom nie można wystąpić, jeśli na rozprawie używali słów obraźliwych dla stron, jednak dziennikarz, który powtórzył słowa sędziego musiał przepraszać. Tak było w styczniu 2006 roku, gdy SN stwierdził, że błąd sprawozdawcy polegał na podaniu słów sędziego jako własnych. W sumie uchybienia te Sąd Najwyższy zakwalifikował jako niedochowanie obowiązku należytej staranności (sygn. II CK 319/05)".

 

Cytowany artykuł (fragment) odnosi się wprawdzie do zgoła innej sprawy niż ta, o której chcę dziś napisać, lecz w pełni oddaje zjawisko z jakim zmagają się bohaterowie mojej opowieści.

 

Małgorzata i Krzysztof Egrowscy

 

Ich historia zaczyna się już w 1999 roku. Kupili wówczas w drodze przetargu spore, bo 500 ha gospodarstwo rolne Lubikowo Gaj, położone w malowniczym powiecie międzyrzeckim (woj. lubuskie). Niestety, kilku pierwszych rat nie udało im się zapłacić.

– Nie tylko z naszego powodu. ANR od samego początku utrudniała nam prace na tej nieruchomości – mówią Egrowscy.

 

W 2002 roku Agencja Nieruchomości Rolnych oddała sprawę do komornika z Międzyrzecza, Andrzeja Woźniaka, działającego przy tamtejszym Sądzie Rejonowym.

 

Komornik i jego działania nie odbiegały od tych wielokrotnie opisywanych na Nowym Ekranie. Już na starcie Woźniak prowadził czynności niezgodnie z prawem. W 2004 roku zlecił opis i oszacowanie nieruchomości Egrowskich osobie, która nie miała do tego uprawnień. Niedoszły biegły wycenił Lubikowo Gaj na 2,2 mln zł, a Woźniak wyznaczył termin licytacji. Egrowscy poskarżyli się na komornika do sądu, a ten skargę uwzględnił i zobowiązał Woźniaka do przeprowadzenia ponownego opisu i oszacowania, ale tylko dlatego, że od opisu upłynęło sporo czasu (około 2 lat). Dobre i to.

 

Ponowny opis i oszacowanie nieruchomości zostało przeprowadzone w 2007 roku przez uprawnionego do tego i rzetelnego biegłego – wycena to ok. 5,5 mln zł.

 

– Po roku skarżyliśmy operat, gdyż powinien on być zaktualizowany. Ceny ziemi w tym czasie znacząco wzrosły. Jeden z wierzycieli zlecił wycenę naszej nieruchomości i tak w 2008 roku nasze gospodarstwo było warte ponad 13 mln zł – wyjaśniają Egrowscy.

 

 

Komornik nie uwzględniał wniosku o przeprowadzeni aktualizacji lub nowego opisu i oszacowania, a sądy I i II instancji poparły komornika. W 2009 roku biegły, który dwa lata wcześniej sporządził operat szacunkowy nieruchomości napisał do komornika by ten zlecił przeprowadzenie aktualizacji tego operatu, gdyż „precyzyjne określenie aktualnej wartości rynkowej nieruchomości zapisanej w księdze wieczystej KW nr GW1M/0004629/7 prowadzonej przez SR w Międzyrzeczu V Wydział Ksiąg Wieczystych jest możliwe jedynie po przeprowadzeniu aktualnej pełnej analizy i charakterystyki rynku obejmującego przedmiotową nieruchomość w zakresie celu i sposobu wyceny (…)” – czytamy w piśmie. Co na to komornik? Całkowicie pominął radę biegłego.

 

1 lutego ubiegłego roku odbyła się licytacja nieruchomości Małgorzaty i Krzysztofa Egrowskich. Cena wywołania, około 4 mln zł. I za tyle gospodarstwo Lubikowo Gaj zostało sprzedane. 

 

Egrowscy zarzucają komornikowi Andrzejowi Woźniakowi z Międzyrzecza wiele uchybień. Przede wszystkim to, że nie powiadomił ich – dłużników – o terminie licytacji. Nie powiadomił także kilku innych uczestników postępowania, bezprawnie odrzucił jednego z oferentów, a przede wszystkim przeprowadził licytacje w oparciu o nieważny operat szacunkowy. Operat sporządzony w 2007 roku przez biegłego na kwotę ok. 5,5 mln zł nigdy nie był aktualizowany (choć biegły przypominał komornikowi, że jest taka konieczność). W dniu licytacji miał prawie 4 lata. Zgodnie z art. 156 ust. 3 u.g.n., operat szacunkowy może być wykorzystywany do celu, dla którego został sporządzony, przez okres 12 miesięcy od chwili jego sporządzenia. Po upływie tego okresu operat szacunkowy – w myśl art. 156 ust. 4 u.g.n. – może być wykorzystany po potwierdzeniu jego aktualności przez rzeczoznawcę majątkowego (SN V CSK 13/10).

– W terminie złożyliśmy zażalenie na udzielenie przybicia. Do dzisiaj nie rozpoznano zażaleń. Oprócz nas, zażalenie złożyło jeszcze kilka osób – mówią Egrowscy

 

Tu zrobię małą przerwę i do sprawy bezprawnej licytacji wrócę w następnym artykule ponieważ winna jestem Wam, drodzy czytelnicy wyjaśnienie, dlaczego we wstępie nawiązałam do uczciwości sędziów.

 

Niewidzialna ręka Temidy

 

Małgorzata i Krzysztof Egrowscy zaskarżyli czynności komornika z Międzyrzecza, Andrzeja Woźniaka, ponieważ ten nie poinformował ich o terminie licytacji posiadłości w Lubikowie. Nieinformowanie o terminie licytacji zdarza się komornikom dość często. W ten sposób unikają problemów i mogą zakończyć czynność ku uciesze nabywców. Sami też zyskują. Finansowo.

 

Skargą na brak informacji o terminie licytacji (sygn. akt. Sądu Rejonowego I Co 75/11) mógłby pochwalić się chyba sam Harry Potter.

Egrowscy złożyli ją osobiście, w jednym egzemplarzu, w Sądzie Rejonowym w Międzyrzeczu w dniu 21.01.2011 r., dzięki temu na ich egzemplarzu znajduje się stosowna prezentata Sądu. Zmasakrowani ciągnącym się latami postępowaniem egzekucyjnym dłużnicy, w chwili składania skargi nie mieli 100 zł na jej opłacenie, dlatego nie wnieśli opłaty. Chcieli to zrobić później, dopiero po wezwaniu ich przez sąd do uzupełnienia braków, m.in. właśnie opłaty sądowej.

 

– Skarga została złożona w jednym egzemplarzu i w chwili jej składania nie była opłacona – wyjaśniają Egrowscy. – Nie otrzymaliśmy żadnego wezwania ani do uzupełnienia braków formalnych poprzez nadesłanie stosownej ilości odpisów skargi, ani też do jej opłacenia.

 

Tymczasem okazało się, że sąd po pięciu dniach od przyjęcia skargi moich bohaterów (w dniu 26 stycznia 2011 r.) wydał postanowienie o oddaleniu jej i skutecznie doręczył ją Egrowskim już 2 marca, czyli niespełna w dwa tygodnie po przyjęciu nieopłaconej skargi. CUD!!!

 

Jak to się stało? Zapytałam Egrowskich:

– Uczestnicy tego postępowania otrzymali kserokopię naszej skargi z naklejonymi znaczkami sądowymi z odręczną notatką „100 zł M-cz 21.01.11” – tłumaczą. – Wynika z tego, że nie wiadomo, kto nakleił znaczki na naszą skargę, a także zrobił odpowiednią ilość kserokopii tej skargi w celu doręczenia jej uczestnikom postępowania. A stało się to przede wszystkim po to, aby Sąd mógł rozpoznać naszą skargę przed wyznaczonym terminem licytacji.

 

Czyżby krasnoludki? No skąd? Znaczki opłaty sądowej i dodatkowe kopie zrobił ktoś z Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu i to bez wiedzy i udziału Egrowskich.

 

Przypomnę, że obowiązującą zasadą jest, iż w przypadku stwierdzenia braków formalnych sąd zgodnie z art. 130 § 1 k.p.c. winien wezwać stronę do usunięcia braków w wyznaczonym terminie (poprzez opłacenie skargi oraz złożenie jej w takiej ilości egzemplarzy aby można doręczyć ją wszystkim stronom i uczestnikom postępowania).

– Jednak w naszym przypadku sąd nie wezwał nas do uzupełnienia braków formalnych, ponieważ jak się później okazało „ktoś” wewnątrz sądu uzupełnił je za nas – tłumaczą moi rozmówcy. – W związku z tym, sprawę skierowaliśmy do prokuratury oraz do Ministerstwa Sprawiedliwości. Niestety prokuratura przyjęła tłumaczenia Sądu.

 

Ministerstwo natomiast wystąpiło o wyjaśnienia do Prezesa Sądu Okręgowego w Gorzowie Wlkp. A oto one: „Wg ustalenia Prezesa Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu – oczywistym jest, że ani sędziowie ani pracownicy sekretariatu wydziału cywilnego nie opłacili tej skargi. Zatem opłata pochodziła od skarżących. Prezes Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu wyjaśnił, iż faktycznie w sprawie tej brakowało kilka lub kilkanaście odpisów tej skargi, ale Przewodnicząca wydziału nie zauważyła tego braku przed rozpoznaniem skargi. Skarga została rozpoznana na posiedzeniu niejawnym i dopiero przy wykonaniu zarządzenia dotyczącego rozpoznania skargi okazało się, że brakuje tych odpisów, Jednak już wtedy nie można było zastosować przepisu z art.. 130 § 1 i dlatego Przewodnicząca Wydziału Cywilnego zarządziła skserowanie brakującej liczby odpisów skargi. Działania te nie naruszyły praw skarżących – w istocie doprowadziły do szybkiego rozpoznania skargi”.

 

Egrowscy całkowicie zaprzeczają słowom prezesa sądu.

– Nie możemy zgodzić się ze słowami prezesa sądu, że „…opłata pochodziła od skarżących.”, a także, że do sądu przekazaliśmy naszą skargę na czynności komornika w kilku czy kilkunastu egzemplarzach. Podkreślamy, skarga została złożona w jednym egzemplarzu i w chwili jej składania nie była opłacona.

 

I mają na to dowody. Na egzemplarzu skargi Egrowskich jest stosowna prezentata Sądu i podpis osoby przyjmującej, ale nie ma tam żadnej adnotacji (ani ich, ani osoby, która przyjmowała skargę), że do skargi dołączone są odpisy i, że została dokonana opłata od tej skargi. Ponadto, Egrowscy mają postanowienie Sądu Rejonowego z dnia 26.01.2011 r., w którym Sąd wzywa ich do zapłaty 100 zł właśnie za tą skargę.

– Gdybyśmy złożyli do Sądu opłaconą skargę, jak twierdzi prezes sądu, sąd nie wzywałby nas ponownie do jej opłacenia. Skarga nie była przez nas opłacona, dlatego sąd w pkt. 2 niniejszego postanowienia postanowił „kosztami postępowania w kwocie 100,00 zł (…) obciążyć dłużników Małgorzatę i Krzysztofa Egrowskich”.

 

Dalej. Gdyby Egrowscy złożyli skargę z odpowiednią ilością kopii lub chociaż jedną kopią, to właśnie z nich wykonano by ksero, a wówczas ksero odpisów byłyby „czyste” czyli nie zawierałoby prezentaty sądu ani naklejonych znaków sądowych z odręczną notatką „100 zł M-cz 21.01.11”. „Przewodnicząca Wydziału Cywilnego zarządziła skserowanie”(cytat z wyjaśnienia prezesa sądu) skargi z oryginału, ponieważ sąd żadnych odpisów nie posiadał. Następnie takie ksero skargi wysłano do wszystkich uczestników postępowania.

 

Może to świadczyć tylko o jednym. Komuś bardzo zależało na tym, aby licytacja została przeprowadzona zgodnie z terminem. Komu?

 

O tym już wkrótce.

 

Fot. Jerzy Jachnik, aferyibezprawie.org

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Cuda się zdarzają… w sądzie

  1. W dniu wczorajszym wyrokiem Sądu (nieprawomocny) Dariusz Maciński został skazany na 30 dni więzienia za jazdę po pijanemu oraz bez prawa jazdy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s