Otwarta wojna o pieniądze

Na pierwszej linii frontu Krzysztof Pietraszkiewicz (ZBP) grzmiący, że klienci okradają banki i – po drugiej stronie – Marcin Plichta, prezes Amber Gold, oszust finansowy, „genialny inwestor” (OLT Express, Finroyal) jako przedstawiciel parabanków.

Z ostatniej chwili: 

ABW, na polecenie Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prowadzi postępowanie przeciwko Amber Gold. 

 

Ostatnie tygodnie to istna wojna banków z parabankami o klientów, ich pieniądze i korzyści płynące z „obsługi”, żeby nie powiedzieć manipulowania nic nierozumiejących, naiwnych ludzi.

To już jakaś plaga. Bankowcy z uporem maniaka konstruują nowe produkty inwestycyjne w oparciu o upadające spółki giełdowe by za pieniądze klientów (co tu dużo mówić – oszukanych) zrekompensować sobie straty poniesione na tych spółkach, a wyprodukowane przez nierozgarniętych maklerów. Dlaczego nierozgarniętych? Jak inaczej nazwać profesjonalistę, który znaczną cześć swoich limitów pakuje w spółki giełdowe (i/lub fundusze, instrumenty finansowe) skazane na finansową zagładę? Skoro nieprofesjonalni inwestorzy giełdowi (czyli – jak to określa MIFiD – inwestorzy indywidualni) wiedzą, że jakaś konkretna spółka pada, to profesjonaliści wiedzą o tym co najmniej wiele tygodni wcześniej. A jednak ładują pieniądze banku (czyt. klientów banku) w tę spółkę mimo ryzyka, mimo limitów, mimo odpowiedzialności jaką powinni ponieść za taką transakcję. Bezczelność? Głupota? Jedno i drugie?

Parabankowcy nie są lepsi. Weźmy takiego Plichtę i jego bursztynowo-złoty interes. Plichta, o ups!, Amber Gold, oferuje 14,1 proc. za półtoraroczną lokatę w złoto (Medalowa Lokata w Złoto). Trzeba mieć jakieś zaćmienie umysłu, żeby wierzyć, że jego „maklerzy” są w stanie wypracować taki zysk dla klienta (i jeszcze trochę dla firmy) obracając złotem klienta – bo de facto, wg. umowy Amber Gold obraca zdeponowanym przez klienta złotem (!) nie jego pieniędzmi. Czy ktoś widział to złoto na własne oczy? Gdzie ono jest? Jeśli inwestycje Amber Gold w złoto są równie trafione jak inwestycje w OLT Express lub równie transparentne jak ta w Finroyal to nie mam więcej pytań.

Z listu do redakcji

Inwestycje Amber Gold cechuje szalenie wysoki poziom profesjonalizmu. Poważnie. Trzeba mieć doskonałą wiedzę o ludzkiej psychice, znać meandry prawa i mieć tupet wielkości galaktyki by tak pięknie w żywe oczy łżeć i kraść.

Marcin Plichta wydał oświadczenie, jakoby Amber Gold nigdy nie inwestował złotówki nawet w Finroyal i nie ma z tą spółką nic wspólnego. Stało się to po doniesieniach medialnych o lipcowej transakcji Amber Gold:

TVN Uwaga podał na swoich stronach internetowych nieprawdziwe informacje o wykupie udziałów w FRL Capital Limited przez Amber Gold. Zarząd spółki zaprzecza przedstawionym informacjom oraz będzie się domagał publicznych sprostowań podanych informacji.

W dniu 01 sierpnia 2012 na stronach internetowych programu TVN Uwaga została podana do opinii publicznej informacja, że jakoby Amber Gold wykupił udziały w FRL Capital Limited.

Jako właściciele i Zarząd spółki Amber Gold zapewniamy, że ta informacja jest całkowicie nieprawdziwa. Amber Gold nie kupił, nie kupuje, ani nie zamierza nigdy kupić i połączyć się ze wskazaną w programie spółką. Nigdy też w naszych planach nie była jakiejkolwiek współpraca ze wskazanymi podmiotami. Co więcej Amber Gold nigdy nie współpracowało w przeszłości ani z FRL Capital Limited, ani jej polskim odpowiednikiem Finroyal.

Ponieważ nie jest znane pochodzenie, a tym bardziej autentyczność dokumentów przedstawionych przez dziennikarzy, jest to dla nas kolejny przykład szerzenia negatywnych i bezpodstawnych informacji o naszej spółce. Warto zwrócić uwagę, iż nie przedstawiono żadnego dokumentu z jakimikolwiek podpisami potwierdzającymi fakty dokonania rzekomej transakcji. We wskazanym artykule można zaś odnaleźć informacje, pokazujące absurdalność przedstawionego materiału, np. cytowany w artykule prawnik podaje, iż: „Poza tym firma FRL działa nielegalnie bo z funkcji dyrektora zrezygnował Andrzej K. a w jego miejsce powołano Amber Gold. A firma nie może być jedynym dyrektorem innej firmy!”. W innym miejscu obok nazwy naszej spółki można odnaleźć informację: „Year of Birth 1970”. Zasadnym jest więc pytanie kto, dlaczego i w jakim trybie dokonuje takich wpisów, mających ewidentnie znamiona celowego naruszania dobrego imienia naszej spółki, które później cytują w swoich publikacjach rozliczne media. Kto wprowadza w błąd dziennikarzy i opinię publiczną?

W dniu dzisiejszym do redakcji TVN zostanie skierowane żądanie publicznego sprostowania podanych informacji.

Zarząd Amber Gold

Oświadczenie nie miałoby sensu, gdyby nie zapowiedź procesu prasowego. Powodzenia Panie Plichta. Chętnie wpadnę do sądu z kamerą. Ciekawa też jestem jakie oświadczenie wyda Plichta w sprawie postępowania jakie wszczęła na polecenie gdańskiej prokuratury Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego?

Tymczasem właśnie w sprawie inwestycji Amber Gold w Finroyal napisał do mnie czytelnik:

Samemu można sprawdzić w rejestrze firm, że jest tam napisane, że AMBER GOLD SP. Z O.O. jest „Current directors” firmy FRL CAPITAL LIMITED: http://companycheck.co.uk/company/06180859

Jak spółka może być dyrektorem i to jeszcze urodzona w 1970 r.: http://company-director-check.co.uk/director/917097315?

Faktycznie, słusznie TVN zauważył, że coś tu jest nie tak. Amber Gold się broni, że firmy Finroyal nie kupił:

http://www.ambergold.com.pl/pl/nowosci/aktualnosci/nieprawdziwe_informacje_przedstawione_na_stronach_prgoramu_tvn_uwaga

http://uwaga.tvn.pl/60025,news,,amber_gold_kupil_finroyal_czyli_piramidalna_transakcja,reportaz.html

Może i nie kupił, ale nią zarządza jako dyrektor.

Tak jak twierdził TVN, z tej strony

http://wck2.companieshouse.gov.uk/7ce20cba354bcec14d13e49e271e319d/wcprodorder?ft=1 wynika, że ustanowienie Amber Gold dyrektorem FRL Capital nastąpiło 27 lipca 2012r. i jeszcze 30 lipca 2012r. oświadczyli, że kapitałem firmy jest kwota 6.000.000 funtów.

Tymczasem z tego adresu (już wyżej podawanego) http://companycheck.co.uk/company/06180859

wynika, że gotówki w banku mieli na 2,767,166 funtów, ale kredytów zaciągnęli na 3,485,001 funtów, czyli są na minusie.

Reszta wskazanych tam Assets (tj. wartość netto Net Worth), są tylko zapisem na papierze: „Dłużnikiem Finroyal na kwotę 88 milionów funtów jest Andrzej K., który posiada 100 procent akcji spółki. Z powyższego wynika, iż spółka została założona przez tę samą osobę, która jest jedynym akcjonariuszem i zarządzającym, a wobec której spółka ma wierzytelność za pożyczkę na opłacenie kapitału zakładowego. Oznacza to, że fizycznie kapitał zakładowy nie został wpłacony, a występuje jedynie jako wierzytelność” – takie wyjaśnienia przesłali polskiej Komisji Nadzoru Finansowego urzędnicy brytyjskiego rejestru sądowego.”

http://serwisy.gazetaprawna.pl/finanse-osobiste/artykuly/576960,wysokie_oprocentowanie_lokat_moze_stac_sie_kosztowna_pulapka.html

Komentować już chyba nie muszę.

O co właściwie ta wojna?

Jak nie wiadomo o co to znaczy, że o pieniądze. Można to, owszem, nazwać wojną o klienta, będzie estetycznie.

Parabanki umiejętnie zagospodarowali klientów, których z banków wymietli uczciwi bankowcy. Ci wymieceni to zwykle osoby „z przeszłością finansową”, często wcale nie trudną. Dla banku klient powinien być nieskazitelny (ten z ulicy, bo jak jest politykiem to przestaje mieć znaczenie). Wystarczy jednak, że delikwent spóźni się z rachunkiem za telefon i już kwalifikuje się do grupy „śmieć”. Na tym właśnie bazują parabanki. Przytulają do serca wszystkich, nie grymaszą, nie oceniają (początkowo). Udzielają pożyczki za pożyczką, bez BIK, bez zaświadczeń, bez poręczycieli. Bez umiaru.

Bankowcy szarpią się o kasę bo przecieka przez ich nieszczelny system i albo ją odzyskają – ściągną z rynku przy pomocy „klientów” – albo będą z miną niewiniątek żebrać o pomoc rządów argumentując te żebry słowami: „jak upadniemy to pociągniemy was za sobą”.

I w to wszystko włącza się pierwszy strażnik polskiej uczciwości bankowej ze słowami:

Banki od wielu lat monitorują sytuacje, szczególnie klientów podwyższonego ryzyka. Pamiętajmy o tym, że kiedy dochodzi do jakichś turbulencji na rynkach, kiedy wielu klientów ma kłopoty z regulowaniem swoich zobowiązań, banki są ostrożniejsze. Ale pamiętajmy, że są odpowiednie regulacje, także KNF, które czynią, że banki są ostrożniejsze. W sektorze bankowym posiadamy szereg baz danych, które zapobiegają wyłudzeniom i poprawiają zarządzanie ryzykiem w sektorze bankowym. Myślę tutaj o bazie Bankowy Rejestr. Jest to rejestr klientów, którzy nie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Myślę tu o Biurze Informacji Kredytowej, myślę o Biurze Informacji Gospodarczej Info Monitor, a także zbieramy dane na temat dokumentów skradzionych, sfałszowanych, zastrzeżonych. Mogę powiedzieć, że oczywiście są chwile, kiedy liczba usiłowań wyłudzeń wzrasta, ale tak naprawdę to zarządzenie i wymiana informacji pomiędzy bankami jest coraz lepsza. Jestem co do tego przekonany.

Jeśli chodzi o próby wyłudzeń na podstawie fałszywych dokumentów, to w roku ubiegłym, jeśli chodzi o działalność kredytową, to takich usiłowań wyłudzeń było na kwotę 510 mln złotych, ponad 7 tysięcy przypadków. Ale tak się dzieje w ostatnich latach, że z każdym rokiem usiłowań jest mniej i ten system jest coraz bardziej szczelny.

I ta wypowiedź prezesa Związku Banków Polskich zainspirowała mnie do stworzenia rejestru przekrętów bankowych. Jako pomysłodawca rezerwuję sobie prawo wpisania pierwszych trzech rekordów:

1. Pekao SA za rekomendację do zakupu akcji – na kredyt! udzielony przez ten bank – spółki Elektrim (w którą bank Pekao SA był mocno zaangażowany kredytowo) na kilka dni przed ogłoszeniem przez tę spółkę upadłości;

2. Pekao SA za doprowadzenie do bankructwa spółki Malma poprzez bezzasadne wypowiedzenie linii kredytowych i ponowne udzielenie kolejnych kredytów, które miało doprowadzić do wyeliminowania z rynku najpotężniejszego europejskiego konkurenta włoskiego producenta makaronów – Barilla – którego udziałowcem i szefem Rady Nadzorczej był ówczesny prezes Unicredit (właściciel Pekao SA) – Alesandro Profumo;

3. Getin Nobel Bank (wówczas Getin Bank) za celowe wprowadzenie klientów w błąd przy udzielaniu kredytów na zakup akcji spółki LC Corp, należącej do Leszka Czarneckiego, będącego jednocześnie właścicielem Getin Nobel Banku (wówczas Getin Banku), które miało wywołać sztuczny popyt na akcje tej spółki i przynieść jej właścicielowi oczekiwany zysk kosztem oszukanych klientów.

http://magielfinansowy.nowyekran.pl/post/56579,prokuratorzy-bankowcy-maklerzy-na-sluzbie-u-biznesmena i inne.

W komentarzach proszę zgłaszać kolejne przypadki „uczciwości” bankowej, które skrupulatnie dodawać będę do listy (po weryfikacji).

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Otwarta wojna o pieniądze

  1. Pingback: Ruszył proces i od razu bomba | Małgorzata Pietkun

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s