Drogie podręczniki to mit?

 

Jednocześnie wydawcy uważają, że pojedyncza książka nie jest droga – kosztuje tyle samo, co powieść czy kryminał.

– Pierwszy fakt jest taki, że trzeba kupić jednorazowo kilkanaście podręczników, a czasem jeszcze pomocy dydaktycznych zalecanych przez nauczyciela – wyjaśnia rzecznik prasowy Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, Jarosław Matuszewski. – Suma 250 czy 500 złotych do zapłacenia jednorazowo dla wielu polskich rodzin jest dużym obciążeniem. Ale nie ma na to w tej chwili prostej recepty. Nie mówię o rodzinach najuboższych, dla których funkcjonują programy pomocowe, mówię o średniej polskiej rodzinie, dla której kilkaset złotych, do tego jakieś dodatkowe rzeczy np. obuwie,  piórnik, to jest duże obciążenie dla budżetu. Drugi fakt jest taki, że jeden podręcznik kosztuje tyle samo albo mniej niż książka z półki z literaturą piękną dla młodzieży czy dla dorosłych. Książka jedna kosztuje np. 25-30 złotych. Dokładnie tyle samo, ile kosztuje nowa powieść dla młodzieży. Mitem jest więc to, że podręczniki są drogie. Oczywiście byłoby pewnie najlepiej, gdyby udało się stworzyć taki system np. ratalny, w którym rodzic mógłby płatność za komplet podręczników rozłożyć na 10 miesięcy. Ale stworzenie takiego systemu należy raczej do sieci księgarń czy do dystrybutorów, a nie do wydawców, dlatego, że z wyjątkiem klas 1-3, to nauczyciele decydują o wyborze podręczników od różnych wydawców. Z związku z czym to, że WSiP stworzą system ratalny spowoduje to, że rodzic będzie mógł kupić w ten sposób dwie książki albo 4, a nie komplet.

Wydawcy mają pomysł

Ułatwieniem może być – zdaniem wydawców – podzielenie książki na dwie części na każdy semestr tak, by rozłożyć wydatek związany z jej zakupem na wrzesień i luty. Rzecznik WSiP podkreśla, że wydawcy również starają się pomóc w zakupie książek do szkoły. Proponują rządowi rozwiązania i rozmawiają z sieciami dystrybucyjnymi o obniżce ich kosztów, które stanowią ok. 35 proc. ceny podręcznika.

– To są rozmowy z sieciami dystrybucyjnymi – mówi Matuszewski. – To jest szukanie pomysłów na systemy ratalne. To jest podpowiadanie ministerstwu najkorzystniejszych rozwiązań pomocowych dla rodzin najuboższych.. Paradoksalnie czasem pewnym ułatwieniem może być podzielenie książki na dwie części po to, by pierwszą można było kupić na pierwszy semestr nauki, a drugą na drugi. Tym samym rozłożyć wydatek na wrzesień i styczeń/luty.

Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego zwraca również uwagę na to, że prawie połowa ceny podręcznika to koszty niezwiązane z produkcją, tylko z podatkiem VAT i z uplasowaniem produktu, czyli przypadające księgarzom, dystrybutorom, koszty transportu i całej logistyki.

– 25 proc. to przygotowanie podręcznika, koszty autorskie, koszty ilustracji – mówi Roszkowski. – Kolejne 20 proc. to jest druk, oprawa i cała ta techniczna strona. Około 10 proc. to jest marża wydawców, która od lat pozostaje na niezmienionym poziomie  – mówi Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego.

Fakty czy mity?

Rynek podręczników szkolnych zbadał 6 lat temu Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Powstał wówczas raport pt. „Rynek podręczników w Polsce – skutki administracyjnego regulowania cen”, który próbował udowodnić, że przekonanie opinii publicznej o wysokich zyskach wydawców edukacyjnych jest mitem. Od tamtej pory, czyli od 6 lat, nie powstał nowy raport, dlatego wtórowanie autorom tamtego raportu oraz wydawcom, jakoby mitem były ich wysokie zyski z wydawnictw edukacyjnych, jest nieco na wyrost. Biorąc pod uwagę, że wydawnictwa edukacyjne mają się dobrze (i wciąż powstają nowe), sprzedają niemal cały nakład na pniu (zwłaszcza w sierpniu i we wrześniu) należałoby raczej założyć, że interes należy do intratnych. I to właśnie wydawcy podręczników mają największy interes w tym, by podstawa programowa była zmieniana jak najczęściej.

Rzecznik Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych zapewnia jednak, że dla wydawców każdorazowa zmiana w programie nauczania, wprowadzana przez resort edukacji, to duże wyzwanie. To chyba jednak lekka przesada. Wprowadzenie zmiany w programie nauczania jest dla wydawnictwa gwarancją sprzedaży nakładu. Oznacza bowiem, że stare podręczniki przestają obowiązywać i nie można już bazować na używanych egzemplarzach, trzeba wysupłać kilkaset złotych na nowe.

Matuszewski mówi również, że proces przygotowania nowego podręcznika trwa około 2-3 lat. 

 – Trzeba nie tylko przygotować książki zgodne z podstawą, ale i z oczekiwaniami nauczycieli i modelami nowoczesnej edukacji. Dzisiaj, żeby przygotować podręcznik nie tylko trzeba przygotować wersje papierową, ale trzeba przygotować wersje elektroniczną, ćwiczenia, rozmaite materiały metodyczne dla nauczycieli. To jest duża praca i duże wyzwanie dla firmy – podkreśla Jarosław Matuszewski.

Wyzwanie może i duże, ale biadolenie wydawców nie jest uzasadnione, ponieważ wypuszczenie na rynek podręcznika według nowej podstawy programowej jest dla wydawnictwa bardzo opłacalne. Według szacunków wartość całego rynku wynosi od 800 mln zł do nawet 1 mld złotych. Dzięki temu możliwa jest na rynku konkurencja.

 – Efekt coraz lepszej edukacji w Polsce wynika również z tego, że są coraz lepsze podręczniki w Polsce, bo jest konkurencja między wydawcami. Więc chcemy, żeby tak jak do tej pory, nadal była konkurencja między wydawcami, czy to w wersji papierowej czy elektronicznej – mówi Jarosław Matuszewski.

Tu w zasadzie powinien pojawić się akapit oceniający jakość podręczników szkolnych, ale z uwagi na znacząco wiele skrajnych opinii eksperckich akapit ten rozwinąłby się całkiem pokaźny tekst, oceną jakości podręczników zajmę się w odrębnym artykule.

e-podręczniki

Eksperci ostrzegają, że proponowany przez rząd projekt e-podręcznik może zaszkodzić  konkurencji na rynku wydawnictw edukacyjnych. Zgodnie bowiem z jego założeniami, za trzy lata, obok tradycyjnych książek, do każdego przedmiotu będzie dostępny jeden bezpłatny e-podręcznik, z którego ma korzystać około 40 proc. uczniów i nauczycieli. Dla wydawców oznacza to znaczne obniżenie dochodów i konieczność poszukiwania źródeł dochodu w innych obszarach. O ile bowiem podręcznik papierowy używany może być przez dwa, trzy, może nawet cztery lata, o tyle z podręcznika elektronicznego korzystać można „do oporu” nawet jeśli wejdą jakieś zmiany w podstawie programowej. Elektroniczna wersja pozwala bowiem na wprowadzenie korekty bez konieczności drukowania całego nakładu od początku.

Ale e-podręczniki będą miały rację bytu dopiero tam, gdzie dostęp do komputerów i Internetu będą miały nawet najuboższe rodziny, gdzie szkoły i nauczyciele będą otwarci na nowości, na zmiany i będą wspierać zarówno uczniów jak i rodziców w migracji do elektronicznej edukacji. Utopia? Tak, ponieważ najpierw należy przygotować do tego nauczycieli, zwłaszcza tych, którzy przez 20, 30 lat w zawodzie pracowali w sposób tradycyjny. To także koszty i czas. Takiej operacji nie da się przeprowadzić w rok. Dlatego wydawcom tak lekko przychodzi godzenie się na te zmiany i informowanie opinii publicznej o dobrych chęciach przyłączenia się do produkcji darmowych e-podręczników.

– Tu są dwa pojęcia – mówi Matuszewski. – To jest cyfryzacja, czyli, żeby szkoły w Polsce, nauczyciele, pracownie klasowe miały sprzęt i dostęp do Internetu. Bardzo byśmy chcieli, żeby tak było w każdej polskiej klasie. Druga sprawa to jest e-podręcznik.

Większość wydawnictw – zdaniem Matuszewskiego – proces cyfryzacji w polskich szkołach popiera i od lat się do niego przygotowuje. Oznacza to wyłącznie tyle, że wydawcy zdają sobie sprawę z nieuchronności zmian i jeśli przegapią, zignorują moment krytyczny wypadną z rynku bezpowrotnie.

 – Tworzymy e-podręczniki, dzięki którym nauczyciele mogą prowadzić lekcje – wyjasnia rzecznik WSiP. – Nazywamy je multibookami. Tworzymy e-ćwiczenia, dzięki którym nauczyciel może zdecydować, czy uczeń ma zrobić pracę domową w wersji papierowej, czy elektronicznej. Cyfryzacja w tym zakresie to już jest fakt. To się dzieje. Poza tym chcielibyśmy takiego rozwiązania, w którym Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego umożliwia korzystanie z rozmaitych zasobów narodowych, zgromadzonych w Bibliotece Narodowej czy muzeach. Chcielibyśmy, żeby te wszystkie zasoby zostały udostępnione centralnie, i żeby mogli z nich korzystać nauczyciele, uczniowie i wydawcy.

Rządowy program „Wyprawka szkolna” w 2012 roku

Tegoroczny program „Wyprawka szkolna” zakłada, że na dofinansowanie zakupu podręczników zostanie przeznaczonych 128 mln zł (projekt zakładał ok 140 mln zł). W ubiegłym roku na ten cel wydanych zostało 115 mln zł, a w 2010 roku 103 mln zł. Programem objęci będą uczniowie rozpoczynający naukę w klasach I-IV szkoły podstawowej, klasach I-IV ogólnokształcącej szkoły muzycznej I stopnia, klasie I szkoły ponadgimnazjalnej: zasadniczej szkoły zawodowej, liceum ogólnokształcącego i technikum, klasie IV ogólnokształcącej szkoły muzycznej II stopnia, klasie IV ogólnokształcącej szkoły sztuk pięknych, klasie I liceum plastycznego lub klasie I albo VII ogólnokształcącej szkoły baletowej.

Pomoc w formie dofinansowania zakupu podręczników będzie przysługiwać uczniom pochodzącym z rodzin spełniających kryterium dochodowe zgodne z ustawą o pomocy społecznej oraz o świadczeniach rodzinnych.

– Ze względu na niewielkie wykorzystywanie w ubiegłych latach możliwości ubiegania się o zwrot kosztów zakupu podręczników przez rodziców, których dochody przekraczały próg dochodowy zapisany w programie „Wyprawka szkolna", w projekcie tegorocznej edycji zaproponowano zmniejszenie udziału środków przeznaczonych dla tej grupy rodziców do 5% środków programu – mówi przedstawiciel ministerstwa.

Jednocześnie w przypadku uczniów klasy I szkoły podstawowej i I klasy ogólnokształcącej szkoły muzycznej I stopnia, zrezygnowano z udzielania pomocy poza kryterium dochodowym ze względu na objęcie tej grupy wsparciem uzależnionym od wyższego poziomu dochodu w rodzinie.

Dofinansowanie zakupu podręczników wyniesie 180 zł dla uczniów klas I-III szkoły podstawowej, 210 zł dla uczniów klas IV szkoły podstawowej oraz niepełnosprawnych uczniów klas IV-VI szkoły podstawowej, 325 zł dla niepełnosprawnych uczniów gimnazjum, 352 zł dla uczniów klasy I szkół ponadgimnazjalnych i niepełnosprawnych uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

Programem będą także objęci uczniowie słabowidzący, niesłyszący, z upośledzeniem umysłowym w stopniu lekkim oraz uczniowie z niepełnosprawnościami sprzężonymi, w przypadku gdy jedną z niepełnosprawności jest niepełnosprawność wymieniona wyżej, posiadający orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, uczęszczający w roku szkolnym 2012/2013 do szkół podstawowych, gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych.

Pomoc dla poszkodowanych

14 sierpnia Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie Rządowego programu pomocy dzieciom i uczniom w formie zasiłku losowego na cele edukacyjne. Pomoc w wysokości 1000 zł, będzie udzielana uczniom (przedszkola i szkoły wszystkich typów) tylko w roku szkolnym 2012/2013.Zasilek będzie wypłacony uczniom, których rodziny otrzymały zasiłek celowy do 6 000 zł przyznawany na podstawie art. 40 ustawy z dnia 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej w związku ze stratami poniesionymi w wyniku nawałnic lub innych zdarzeń atmosferycznych, w szczególności gradobicia lub powodzi. Resort edukacji szacuje, że liczba beneficjentów może wynieść do 2 500 uczniów.

 

Źródło: newseria.pl, Ministerstwo Edukacji Narodowej, Internetowy System Aktów Prawnych, sejm.gov.pl, NE

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s