Kazimierz Rysiewicz, ps. „Kajetan”, „Rzepa”

 

Autor: Maciej Rysiewicz

 

Antoninie, Kajetanowi i Mikołajowi Rysiewiczom

  

Kazimierz Kajetan Rysiewicz urodził się 18 sierpnia 1919 roku w Grybowie. Dzisiaj, kiedy piszę te słowa tata obchodziłby 93. urodziny. Niestety, nieubłagany wyrok losu, zatrzymał wskazówkę zegara, odmierzającego czas jego życia, już 29 marca 1967 roku. W zaświadczeniu Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie lakonicznie napisano, że pacjenta Kazimierza Rysiewicza przyjęto 29 marca 1967 roku na oddział internistyczny z rozpoznaniem zawału mięśnia sercowego i tego samego dnia stwierdzono zgon. Tyle i aż tyle. A dzisiaj, po 45 latach od śmierci ojca, przychodzi skreślić kilka słów o krótkim, jakże za krótkim, 48. letnim życiu mojego taty, którego ledwie, ledwie zapamiętałem z dzieciństwa, bo 29 marca 1967 roku miałem tylko 7 lat.

 

Na zdjęciu Kazimierz Rysiewicz – ostatnie zdjęcie marzec 1967 r

 

Do szkoły powszechnej w Bobowej, rodzice Genowefa i Mikołaj posłali Kazimierza rok wcześniej niż wskazywałaby metryka urodzin, bo młody Kazek zaczął w domu rozpaczać, gdy starszy o rok brat Adam został uczniem. Okazało się, że nie można braci rozłączać, a władze szkolne nie czyniły przeszkód, żeby Adam i Kazek zasiedli razem (w 1925 roku) w szkolnych ławach.

 

Kartka z rodzinnego albumu Rysiewiczów – Rodzeństwo od lewej Adam, Jadwiga i Kazimierz 1925 rok

 

W 1931 roku Kazimierz został przyjęty do Państwowego Gimnazjum nr II im. Króla Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu (na wydział humanistyczny). W 1937 roku, jak stwierdza Protokół Egzaminu Dojrzałości, sporządzony w Państwowym Gimnazjum II im. Króla Bolesława Chrobrego abiturient (…) Rysiewicz Kazimierz (…), wyznanie – rzymsko-katolickie (…) zdał zwyczajny egzamin dojrzałości i otrzymał oceny ostateczne: religia – dobrze, j. polski – bardzo dobrze, j. łaciński – dobrze, j. niemiecki – dostatecznie, historia wraz z nauką o Polsce współczesnej – dobrze, geografia – dostatecznie, fizyka z chemią – dobrze, matematyka – dostatecznie, propedeutyka filozofii – dobrze, higiena – dobrze. Nowy Sącz, dnia 13 maja 1937 roku. I z takim świadectwem ojciec został przyjęty w 1937 roku na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, na którym podjął studia z zakresu filologii polskiej. Śladem brata Adama od razu wstąpił w szeregi studenckiego Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Polonistyczne studia przerywa wybuch II wojny światowej we wrześniu 1939 roku. Na Uniwersytet Jagielloński nie dane było ojcu już nigdy powrócić.

 

W 1938 roku miał miejsce tragiczny w skutkach wypadek, który odcisnął piętno na życiu Kazimierza. Otóż 21 listopada na starym drewnianym moście na rzece Białej, łączącym wsie Wojnarowa i Wilczyska, tata został napadnięty, jak to opisywała wtedy lokalna prasa, przez pijanego „zdziczałego parobka Józefa Taraska”. Ojciec stracił wówczas oko, a napastnika, za ten akt agresji skazano na 3 lata więzienia. Podobno Józef Tarasek został zamordowany, jako kryminalista, przez Niemców, kiedy ci wkroczyli w 1939 roku do nowosądeckiego więzienia. Ten tragiczny w skutkach incydent odegra w przyszłości dużą role w powojennym, zawodowym życiorysie Kazimierza.

 

Agresja Niemiec na Polskę w 1939 roku spowodowała, że nieomal od razu rodzeństwo Rysiewiczów (Adam, Jadwiga i Kazimierz) przystąpiło do działań konspiracyjnych w szeregach Polskiej Partii Socjalistycznej – Wolność, Równość, Niepodległość. Adam i Jadwiga oddali się tej działalności bez reszty, natomiast Kazimierz z uwagi na ciężką chorobę ojca Mikołaja pozostał w domu rodzinnym w Wilczyskach-Jeżowie i pomagał matce Genowefie w prowadzeniu kilkumorgowego gospodarstwa rolnego. Dodatkowo podjął także pracę w Ubezpieczalni Społecznej w Jaśle, ale z chwilą śmierci ojca Mikołaja Rysiewicza w 1942 roku, całkowicie poświęcił się prowadzeniu z matką gospodarstwa rolnego. Wtedy założył także niewielką pasiekę, co, jako spadkobierca ojcowskiej pasji, z sentymentu i pszczelarskiego obowiązku muszę podkreślić.

 

Gospodarstwo rolne i dom rodzinny Rysiewiczów w Wilczyskach-Jeżowie przez wszystkie lata okupacji stanowił ostoję dla konspiratorów nie tylko z WRN-u. Dawał schronienie uciekinierom. Genowefa Rysiewiczowa dostarczała także do Krakowa żywność, co z okupacyjnej perspektywy było prawdopodobnie najcenniejszą pomocą.

 

Jednak powoli pętla niemieckiej inwigilacji zaciskała się na szyi młodego Kazimierza. Adam ps. „Teodor” i Jadwiga ps. „Zośka”, przebywający w Krakowie, byli przez Niemców poszukiwani i coraz trudniej przychodziło Kazimierzowi ps. „Kajetan”, członkowi podziemnego WRN-u, udawać, że nie ma z konspiracją nic wspólnego. Na początku 1944 roku, zagrożony aresztowaniem, wyjeżdża z Jeżowa do Krakowa i do końca niemieckiej okupacji (jako niedoszły polonista) pracuje przy redagowaniu podziemnych pism WRN-u „Naprzodu” i „Wolności”. Działa także w Krakowskiej Agencji Radiowej.

 

 

Fałszywy dokument poświadczający zatrudnienie Kazimierza w Krakowie z 1944 roku

 

Tak zwane wyzwolenie zastaje Kazimierza w Krakowie. I właściwie od razu dają o sobie znać sowieckie, okupacyjne porządki. Kazimierz w maju 1945 roku, wraz z siostrą Jadwigą i czołowym przywódcą WRN-u Marianem Bombą, zostali aresztowani i uwięzieni w krakowskim Urzędzie Bezpieczeństwa. Wolność odzyskują po 3 miesiącach w związku z ujawnieniem się Oddziałów Bojowych PPS i złożeniem przez nie broni. W listopadzie 1945 roku ojciec wyjeżdża do Warszawy gdzie znajduje zatrudnienie w Centrali Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego. Równocześnie podejmuje studia w zakresie nauk ekonomicznych w Szkole Głównej Handlowej.

 

Lata 1945-1947, to, mało znany, ale bardzo interesujący rozdział w życiu Kazimierza Rysiewicza. Brat tragicznie zmarłego przywódcy krakowskiego PPS-WRN Adama „Teodora” musiał cieszyć się zaufaniem przywództwa partii Kazimierza Pużaka, czy Zygmunta Zaremby. Na emigracji w Londynie pozostawał od początku wojny Adam Ciołkosz, także utrzymujący z rodziną Rysiewiczów bliskie związki w latach 30. XX w. I ten autorytet spowodował, że Kazimierz po wyjściu z krakowskiego więzienia UB we wrześniu 1945 nie zaniechał działalności partyjnej. Po przyjeździe do Warszawy Ojciec bezzwłocznie nawiązał kontakt z przywódcami WRN-u, m. in. z Ludwikiem Cohnem, z Tadeuszem Szturm de Sztremem, z Józefem Dzięgielewskim, ze Stefanem Zbrożyną, z Tadeuszem Sobolewskim. W WRN-ie trwały wówczas gorączkowe dyskusje związane z miejscem i strategią działania partii w nowej sytuacji politycznej. Wiadomo już było, że dawni przyjaciele polityczni, m. in. Józef Cyrankiewicz, czy Lucjan Motyka orbitują w kierunku zdradzieckiej ugody z PPR-em. A sowieci tymczasem szybko i sprawnie rozbudowywali aparat represji. Słynna w tym czasie była sprawa tzw. tez ideologicznych WRN opracowanych przez ukrywającego się Zygmunta Zarembę, a przekazanych wąskiej grupie działaczy WRN-u do ostatecznej redakcji. W materiałach procesowych przywódców WRN-u zdeponowano dowody, że jednym z konsultantów w/w tez był także Kazimierz Rysiewicz, używający po wojnie, według organów bezpieki, pseudonimu „Piotr”. Fakt ten dowodzi, że Kazimierz aspirował wówczas do roli czołowego działacza WRN-u.

 

Krótko trwały próby Pużaka i jego współpracowników odbudowy struktur partyjnych i zdefiniowania roli PPS-WRN w nowej Polsce. Władze nie zamierzały tolerować jakiejkolwiek opozycji, także lewicowej. W maju 1947 roku Kazimierz Rysiewicz zostaje aresztowany i osadzony w warszawskim więzieniu przy ulicy Rakowieckiej, jak to się wówczas mówiło „na Mokotowie”. Z opowiadań Genowefy Rysiewiczowej snutych w latach 70. XX w. wyłania się dość ponury obraz śledztwa, które przeszedł Ojciec. Psychiczne maltretowanie i bicie, to była norma dla owianego złą sławą śledczego Józefa Różańskiego, który ma na sumieniu życie wielu polskich patriotów. W mojej dziecięcej pamięci pozostała opowieść babci, o tym, jak Ojca kilkakrotnie zamykano w karcerze, w którym można było tylko stać z pochyloną głową, bo zimna woda sięgała do kolan, a sufit był na wysokości 150 cm. I tak przez całą noc. Strzał w potylicę mógł się wydawać wobec takich katuszy prawdziwym wybawieniem.

 

Ostatecznie, po długim, trwającym 18 miesięcy śledztwie, inny słynny oprawca stalinowski, prokurator Zarakowski sformułował akt oskarżenia i Tata, na podstawie art. 86 § 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego (próba obalenia przemocą ludowo-demokratycznego ustroju państwa polskiego) 4 grudnia 1948 roku został skazany na 6 lat więzienia i pozbawienie praw publicznych na 3 lata. Wtedy, po wyroku, z „Mokotowa” został przewieziony do więzienia w Rawiczu. Suche fakty stwierdzają, że na mocy amnestii Ojciec wyszedł na wolność 29 maja 1950 roku, ale wtedy za murami Rawicza nie było wolnej, równej i niepodległej Polski. Nie było także już organizacji PPS-WRN, dla której Tata poświecił swoje młode lata. Teraz stuknęła Mu 31. wiosna, a On nie miał studiów, nie założył rodziny, ojciec Mikołaj nie żył od 1942 roku, a starszy brat Adam ps. „Teodor” od 1944 roku. Los siostry Jadwigi (uciekła z Polski w 1947 r.) nie był chyba jeszcze znany. Pozostała matka Genowefa, która stała przy synu jak opoka.

 

Z więzienia w Rawiczu Kazimierz wychodził słaby i schorowany. Mężczyzna o wzroście ok. 175 cm ważył niespełna 40 kg, czyli skóra i kości! A przed nim stała nowa rzeczywistość i być może nadzieja, że jednak można żyć normalnie.

 

Ale artykuł 86 § 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego oznaczał wilczy bilet. Początkowo Tata próbował podjąć przerwane uwięzieniem studia na SGH w Warszawie, przemianowanej już przez bierutowców na Szkołę Główną Planowania i Statystyki. Jednak uczelnia zażądała świadectwa moralności, o które Tata wystąpił (23.09.1950 r.) do Referatu Społeczno-Politycznego Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej (Warszawa Śródmieście). Ale jak można było otrzymać pozytywne świadectwo moralności, gdy chciało się wcześniej obalać przemocą ustrój? Niedorzeczność! Ostatecznie zezwolono Ojcu podjąć studia na SGPiS-ie (w trybie zaocznym na Wydziale Finansów i Przemysłu) dopiero w 1955 roku. Zbliżała się odwilż!

 

W międzyczasie Kazimierz Rysiewicz pracował w warszawskich organizacjach spółdzielczych, bo tam właśnie znajdowali schronienie niepodległościowi działacze socjalistycznej WRN. W 1954 roku Kazimierz zawiera związek małżeński z Teresą Elżbietą Remiszewską, która do Warszawy przyjechała z Wielkopolski. W 1955 roku rodzi się Teresie i Kazimierzowi syn Adam Ludomir, a w 1959 roku Maciej Antoni (autor niniejszego tekstu).

 

Zdjęcie ślubne Teresy i Kazimierza Rysiewiczów 1954r

 

W 1961 roku Tata kończy studia i „przedstawia pracę magisterską na temat Zawodowa rehabilitacja inwalidów w Spółdzielni Inwalidzkiej w Polsce Ludowej i uzyskuje tytuł magistra ekonomii. Problematyce zawodowej rehabilitacji inwalidów pozostaje wierny już do końca życia. Także swoją niedokończoną pracę doktorska poświęcił tym zagadnieniom. Może właśnie tragiczna utrata oka na moście w Wojnarowej w 1938 roku stała się inspiracją dla profesjonalnej aktywności Ojca w tym zakresie.

 

W 1964 roku Kazimierz Rysiewicz wyjeżdża w podróż szkoleniową do Niemieckiej Republiki Federalnej, Austrii, Szwecji i Norwegii w ramach stypendium Organizacji Narodów Zjednoczonych. Takie stypendia uzyskało w tym czasie wielu Polaków, którzy udokumentowali wagę badań naukowych przez siebie prowadzonych. Zachód próbował się odwdzięczyć za zdradę interesów Europy Wschodniej, w Jałcie. Wyrzuty sumienia, to jednak niebagatelny problem. Także w polityce. Niestety odgrywają tylko poślednią rolę w Historii.

 

Właśnie wtedy, w 1964 roku po raz pierwszy po wojnie i po raz ostatni w ogóle, Kazimierz Rysiewicz spotkał się ze swoją siostrą Jadwigą z Rysiewiczów Różankowską (ps. okupacyjny „Zośka”) w Monachium.

Pierwsze i ostatnie spotkanie z siostrą Jadwigą po wojnie Monachium 1964 rok

Według relacji córki Jadwigi Różankowskiej, Zofii, rodzeństwo Jadwiga i Kazimierz, było bez przerwy inwigilowane. Macki sowiecko-polskich służb docierały wszędzie! Wygląda na to, że Radio Wolna Europa w Monachium, nie było ostatnim bastionem polskiej wolności. Ale wiemy o tym dzisiaj, bo jeszcze w latach 80. XX w. nikt nie przeczuwał, że Tajnych Współpracowników (TW) Służby Bezpieczeństwa może być w Polsce ponad 100 tysięcy. A jak było poza granicami? Wiedzę na ten temat zabiorą ze sobą do grobu zdrajcy Narodu Polskiego Kiszczak i Jaruzelski.

 

Pamiętam ten dzień jakby zdarzyło się to dzisiaj. Codziennie rano wstawałem, żeby razem z Tatą posilić się zupą mleczną. Siadaliśmy w kuchni, była godzina 6 może 6.30 rano i zjadaliśmy płatki owsiane na mleku. Taki mieliśmy poranny obyczaj. Potem przyjeżdżał kierowca i Tata jechał do pracy. W tym czasie był zastępcą dyrektora Zakładu Badawczego Związku Spółdzielni Inwalidów.

 

Po śniadaniu z Ojcem próbowałem jeszcze zasnąć na 5-10 minut. I właśnie tego dnia, tj. 29 marca 1967 roku wszystko się zawaliło. Jak zwykle zjedliśmy zupę mleczną, jak zwykle Tata ucałował mnie w czoło na pożegnanie, jak zwykle przyjechał po Niego kierowca, jak zwykle… Tylko, że tego dnia nic nie było tak jak zwykle… Bo Tata już nigdy nie wrócił. A reszta jak zawsze pozostała milczeniem.

 

Kazimierz Rysiewicz wrócił w swoje rodzinne strony i spoczął na cmentarzu w rodzinnych Wilczyskach. Tej śmierci nikt się nie spodziewał. Dla matki Genowefy Rysiewiczowej, to był ostatni akt rodzinnej martyrologii. Zanim odeszła w 1979 roku, pochowała wszystkich swoich najbliższych. Najpierw męża Mikołaja w 1942 roku, potem syna Adama w 1944 roku, potem córkę Jadwigę w 1965 roku, wreszcie najmłodszego syna Kazimierza w 1967 roku. Przyjaciele rodziny mówili o niej polska Niobe.

 

Pogrzeb Kazimierza na cmentarzu w Wilczyskach- Przy trumnie  od lewej synowie Adam i Maciej

 

Pogrzeb Ojca pamiętam w najdrobniejszych szczegółach. Rozpacz mojej Mamy Teresy i Babci Genowefy, tłumy zgromadzone na cmentarzu. Jednak przeglądając fotografie z pogrzebu odnoszę wrażenie, że chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego co się stało. Nad trumną ostatnie pożegnalne epitafium wygłosił przyjaciel Taty z czasów studiów, potem z konspiracji, a także towarzysz więziennej niedoli, wybitny krakowski nauczyciel języka polskiego Zygmunt Kozakiewicz. Na koniec przypomnę fragmenty tego przejmującego wystąpienia. Jakże inny świat wartości towarzyszył tamtej generacji:

Czy pamiętasz Kaziku ten słoneczny dzień październikowy, kiedy to pośród dostojnych murów Jagiellońskiej Wszechnicy po raz pierwszy podaliśmy sobie przyjacielskie dłonie. Ty, przybyły do Krakowa od tych przepięknych podgórskich stron i ja z dalekiej ziemi kresowej – „stanicy orląt” osiadłej na straży u wschodnich rubieży Rzeczypospolitej. I odtąd – przez lat niemal trzydzieści – biegło to nasze wspólne życie na dobre i złe – „górnie i durnie” – ale wspólnie ku jednemu celowi. Pamiętasz? (…)

Aż któregoś poranka zagrzmiały działa tysiącem luf, zagrały armaty – a z rozpalonego nieba poczęły gradem spadać bomby zrzucone z nieprzyjacielskich samolotów. (…) Poprzez kraj jak długa i szeroka Polska – szła śmierć, zniszczenie – a miasta i wsie zamieniły się w ruiny i zgliszcza. Lecz wróg triumfował krótko – jego zwycięstwo okazało się złudne, gdyż krwi nie żałował nikt, wyssaliśmy ja z piersi i z pieśni. (…) A jeśli każdy polski dom zamienił się w twierdzę – to Twój rozsiadły pośród jeżowskich pól był nie tylko twierdzą, ale azylem dla ściganych bojowców, szpitalem dla okaleczonych żołnierzy w akcjach bojowych. Tu do twego domu prowadziła droga prosto z oświęcimskiej otchłani śmierci i wyniszczenia. (…)

A potem przyszła wolność. Wróg pobity, sztandary polskie na gruzach Berlina. Jakżesz tragiczna wolność pełna rozpaczy, pomyłek, rozterek wielkich, trudnych decyzji. Czy pamiętasz Mokotów i te dręczące okowy na naszych dłoniach, wiązane polskimi rękoma. Czy pamiętasz te długie upiorne noce, które spędzaliśmy w celi więziennej, dręczeni, maltretowani i poniżani? A potem sąd – wyroki? (…)

Dziś Cię Kaziku żegnamy; lecz zapewniam – żegnamy na krótko. Bo z każdym wiosennym powiewem niczym te przelotne ptaki przychodzić będziemy do Ciebie, ażeby dzielić się z Tobą radościami i smutkami, ażeby opowiedzieć Ci o naszym życiu. Śpij spokojnie. (…) Niechaj nad Twoją mogiła kołysze się wiatr, co biegnie od tych okolnych pól i łąk, pośród których urosłeś, spędziłeś lata dzieciństwa. A kiedy dokuczy Ci samotność, stęsknisz się za nami – … wówczas, wówczas wtul się w ten ojczysty piach głęboko, głęboko, aż doleci do Ciebie najpiękniejsza – pieśń-modlitwa – której na imię POLSKA.

Żegnaj – do zobaczenia!

 

Jeżów, 18 sierpnia 2012 roku

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s