Ciężko jest lekko żyć

 

 

W ubiegłym tygodniu na moim Twitterze umieściłam link do artykułu Ciri pt. „Dlaczego komornicy karani są za pomaganie ludzim?”. Na wpis zareagował komornik Maciej Czyż, który napisał mi w odpowiedzi: „oj, chyba wciągnięto Panią w wewnętrzne rozgrywki”. Doprawdy?

 

Kilka dni później Maciej Czyż polecił na swoim Twitterze artykuł o pt. „Zawód: komornik”, autorstwa Soni Miniewicz, opublikowany na portalu Onet.pl.

 

Kolega Mariusz

 

Artykuł Soni Miniewicz o „koledze Mariuszu”, jak zauważa Maciej Czyż, to nieudolna próba pokazania jak strasznie cierpią komornicy przy wykonywaniu swojej pracy, oczywiście z wszelką uprzejmością i kulturą zawodową oraz osobistą.

 

Sądzę, że sporo o trudach zawodu komornika mogliby opowiedzieć np. Julian Banachowicz, o którym „na mieście” nie mówi się bez epitetów powszechnie uważanych za obelżywe i Marek Bidziński (obaj z Warszawy Pragi Północ), Robert Kapica (Wrocław Śródmieście), Piotr Pietrasik (Łódź-Widzew), Łukasz Dykiel (Poznań-Grunwald i Jeżyce), Jerzy Zając (Czestochowa) czy skazany w ubiegłym miesiącu prawomocnym wyrokiem sądu Piotr Kęsicki ze Szczytna.

 

O komornikach z pewnością dużo opowiedziałby także mec. Lech Obara. To on i jego wspólnicy doprowadzili do skazania prawomocnym wyrokiem komornika Piotra Kęsickiego ze Szczytna za zaniżanie wycen nieruchomości. Pisał o tym Paweł Pietkun w artykule pt. „Akcja Windykacja. Jednego komornika mniej”. Wspomnę jeszcze inne artykuły Pawła, jak choćby „Komornicy mają prawo…pod kręgosłupem”, „Oszukam cię w imieniu Rzeczpospolitej” czy choćby „Skarga na komorników jest w biurze RPO!” gdzie znajduje się opis praktyk stosowanych przez wspomnianych wyżej panów komorników. Artykułów jest znacznie więcej. Można je przeczytać na Nowym Ekranie.

 

Krokodyle łzy komornika

 

O tym jak wyglądają licytacje i eksmisje również pisaliśmy już wielokrotnie. Byliśmy także świadkami próby eksmisji (bez nakazu!) samotnej matki i jej niepełnosprawnego dziecka, na bruk, w listopadzie, czyli już w okresie ochronnym – „Eksmisja na bruk bez nakazu – video reportaż”.

 

Wydaje mi się, że przywoływanie przykładów jeszcze bardziej drastycznych i niestety skutecznych egzekucji nie jest potrzebne.

 

Rzeczywistość wygląda tak, że w całym procesie egzekucji długu, prawa wierzyciela, ani tym bardziej prawa dłużnika nie są zabezpieczane. Jedynym zwycięzcą jest komornik.

 

Krystyna

 

Popadła w długi, kiedy kontrahent nie zapłacił faktur za towar. Potem kolejny i kolejny. Prowadziła firmę już siódmy rok. Wcześniej też się zdarzało, ale jakoś dawała redę.

Ona, jako dostawca towaru, musiała jednak odprowadzać podatki i składki chociaż na jej konto pieniądze nie wpływały. To taka szkoła przetrwania – albo nauczysz się kombinować, ślizgać po paragrafach, albo wylatujesz. Wszyscy przedsiębiorcy doskonale wiedzą o czym mówię.

 

Firma Krystyny, zatrudniająca 13 osób, oczywiście splajtowała. Wszyscy – 13 byłych pracowników i sama właścicielka – zasilili grono bezrobotnych, ale kogo to obchodzi? Komornik zajął jedyny dochód Krystyny – zasiłek dla bezrobotnych. Urząd Skarbowy domagał się kilkudziesięciu tysięcy złotych zaległych podatków i oczywiście odsetek. Były też jakieś kary, ale przy kwocie zaległych podatków, kary nie miały już znaczenia. ZUS też nie odpuszczał – kolejne kilkadziesiąt tysięcy. I odsetki.

 

To w firmie. A w domu…

 

Kiedy Krystyna prowadziła firmę, utrzymanie dużego, wygodnego mieszkania nie było żadnym problemem. Mogła sobie nawet pozwolić na pomaganie dzieciom i czasem dalszej rodzinie. Po plajcie chciała sprzedać mieszkanie, spłacić długi i za resztę kupić jakąś kawalerkę. Czy to zły pomysł? Wcześniej sprzedała trochę sprzętów, mebli, ale nie wystarczyło nawet na koszty komornika.

 

Niestety. Komornik zaplanował licytację mieszkania Krystyny. Tyle, że „zapomniał” ją o tym powiadomić, za to przysłał rzeczoznawcę. Wycena rzuciła Krystynę na kolana. Mieszkanie, za które mogłaby dostać nawet ok 400 tys. zł na i tak nienajlepszym teraz rynku miało pójść za… niespełna 80 tys. zł !!!

 

Krysia znalazła nawet w końcu jakąś pracę. Byle jaką jak na jej możliwości, ale to zawsze lepsze niż kuroniówka. Pensję oczywiście zajął komornik, rachunek w banku też i na życie już niewiele zostawało, ot tyle co rodzina pomogła. Najgorsze było widmo utraty mieszkania za cenę nie pokrywającą nawet zadłużenia, nie mówiąc już o kawalerce.

 

Ale Krystyna się nie poddawała. Umówiła się ze znajomymi prowadzącymi agencję nieruchomości i opowiedziała o problemie. Wspólnie pisali skargi na komornika, zaskarżyli wycenę mieszkania i… komornik odstąpił od licytacji. Czasowo. Wtedy agencja „odkupiła” od Krysi mieszkanie. W zamian za duże, pięknie wyremontowane i dobrze wyposażone mieszkanie, Krysia dostała niewielką kawalerkę, a agencja zapłaciła długi. Komornik nie był szczęśliwy. Jeszcze długo nie zdejmował blokady z rachunku bankowego i nie rozliczał się z wierzycielami. Krysia również nie mogła doprosić się rozliczenia i zamknięcia sprawy. Komornik aż rok dojrzewał do podjęcia tej trudnej decyzji i nawet sąd nie mógł mu w tym pomóc. Kiedy pękł i rozliczył się z wierzycielami i Krystyną, okazało się, że mu „koszty wzrosły bo sprawa za długo się ciągnęła”. Obecnie Krystyna stara się doprowadzić sprawę tych kosztów do porządku… przed sądem. Wyjechała z Polski, kawalerkę sprzedała.

 

Zawód wcale nie jak każdy

 

To chory system, oparty o nienawiść, pazerność, wyłudzenia, kradzieże, oszustwa, a niejednokrotnie również niczym nie uzasadnione, sadystyczne wręcz znęcanie się nad ludźmi w i tak już trudnej sytuacji. Ten system chętnie zatrudnia zwyrodnialców karmiących się ludzką krzywdą. Im nie chodzi o wyegzekwowanie długu od dłużnika i zaspokojenie roszczeń wierzyciela – tak jak to powinno być. Tu chodzi o upodlenie człowieka, zniszczenie, zabawę w zamordyzm. Wygląda to tak, jakby egzekutorzy czerpali z tego przyjemność.

 

Wydaje się, że komornik to doskonały zawód dla ludzi psychopatycznie usposobionych. Nie twierdzę jednocześnie, że każdy komornik to zwyrodnialec, psychopata, złodziej czy inny popapraniec. Zdarzają się tacy, z którymi można rozmawiać i współpracować w sposób rzeczowy, z poszanowaniem prawa, godności dłużnika i wierzyciela. Nie ma w nich pasji upadlania wszystkiego co oddycha. Dlaczego zatem ci „sprawiedliwi” tkwią w tym towarzystwie i nie robią nic, żeby pozbyć się brudu? A jeśli robią, to co?

 

Proszę o sygnał jeśli znacie takich sprawiedliwych. Zasługują na szacunek, zwłaszcza, że towarzystwo w jakim muszą się obracać nie usposabia pozytywnie.

 

Bożena

 

„Od lipca 2012 roku mam zablokowane konto, na które wpływa moja renta (…) nie mogę pobrać z niego nawet grosza. (…) nie mam prądu bo mi odcięto, wodę też zakręcono, nie mówiąc już o jedzeniu. (…) nie mam żadnych perspektyw, ani chęci do życia, bo co to za życie kiedy nie ma się nic. (…) ZUS pobiera mi pewną opłatę, która idzie na konto komornika, więc dlaczego zajmuje jeszcze rachunek bankowy, rentę, która jak wiadomo przeznaczana jest dla człowieka chorego? (…) Droga redakcjo, pisze to wszystko bo jestem naprawdę zdesperowana. Nie wiem co mam robić, czy warto żyć? Wiem, że długi trzeba oddać i nie uchylam się od tego, chcę spłacić do końca, ale niech komornicy dadzą ludziom taką szansę! (…) Mam 44 lata, ale sił już żadnych…”

 

Od miesiąca próbuję dodzwonić się do Bożeny. Nie odbiera telefonu. Martwię się o nią.

 

Grzegorz

 

„Wczoraj zobaczyłem na moim koncie zajęcie komornicze, więc postanowiłem zadzwonić do kancelarii komornika Rafała Wojtyny, żeby się dowiedzieć jak sprawę załatwić szybko i sprawnie. I tu zaczęły się problemy. Na moje pytania skąd to zadłużenie zero odpowiedzi, mam płacić i nie gadać. Po wielkich bólach dowiedziałem się że to zadłużenie z HDI, tylko że od 10 lat nie miałem samochodu. Szanowny komornik w tym momencie zaczął podnosić głos, stwierdził, że na pewno zapomniałem, że jestem tylko dłużnikiem, a pewnie w dodatku katolikiem. W tym tonie przebiegała cała rozmowa. Na koniec, jak powiedziałem, że nie wydam w banku dyspozycji zapłaty zajęcia za coś o czym nie wiem stwierdził, że wysyła zajęcie samochodu. (…) Odnoszę wrażenie że w naszym pięknym kraju z długami i bez meldunku jestem traktowany jak trędowaty. Z wyłączeniem US – podatki biorą chętnie. Czy jedynym wyjściem jest olanie wszystkiego i ucieczka za granicę? Coraz więcej ludzi którzy znają moją sytuacje doradza mi takie wyjście”.

 

Jeśli Grzegorz zdecyduje się na udowodnienie przed sądem i resztą świata, że nie jest wielbłądem, za kilka lat może być wrakiem człowieka. Jeśli będzie potulnie płacił co komornik każe, może się okazać, że stał się dojną krową i będzie tak płacił „póki śmierć ich nie rozłączy”. To jak z tą zagranicą? Wyjeżdżać czy nie?

 

Rafał

 

„Szanowni Państwo. O Was dowiedziałem się z internetu, dlatego piszę tego e-maila. Moje zapytanie dotyczy komornika ponieważ zablokował mi konto bankowe i pobiera z mojego wynagrodzenia, ale nawet nie odpisał na dwa pisma skierowane do niego o "pójście na rękę w sprawie spłaty zadłużenia" i odblokowanie konta". Co mam robić dalej? Do maila dodaje także kilka plików by Państwo byli w temacie”.

 

W tym miejscu warto przypomnieć treść art. 54Ustawy prawo bankowe z 29 sierpnia 1997 roku, w którym czytamy:

 

1.       Środki pieniężne znajdujące się na rachunkach oszczędnościowych, rachunkach oszczędnościowo-rozliczeniowych oraz na rachunkach terminowych lokat oszczędnościowych jednej osoby, niezależnie od liczby zawartych umów, są wolne od zajęcia na podstawie sądowego lub administracyjnego tytułu wykonawczego do wysokości trzykrotnego przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, bez wypłat nagród z zysku, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego za okres bezpośrednio poprzedzający dzień wystawienia tytułu wykonawczego.

 

2.       Środki pieniężne zgromadzone na rachunku oszczędnościowym, rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowym oraz na rachunku terminowej lokaty oszczędnościowej prowadzonym dla kilku osób fizycznych są wolne od zajęcia do wysokości określonej w ust. 1, niezależnie od liczby współposiadaczy takiego rachunku.

 

Oznacza to ni mniej ni więcej, że bank prowadzący rachunki dłużnika, na wezwanie komornika musi te rachunki zablokować, ale nie może przelać ani złotówki na rachunek komornika jeśli suma zgromadzonych przez dłużnika pieniędzy na wszystkich jego rachunkach nie przekracza trzykrotności przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, czyli (za październik 2012) 3.717,92 zł * 3 = 11.153,76 zł. Jednocześnie, do wysokości tej kwoty, dłużnik może wypłacać z banku (w kasie, na podstawie dowodu osobistego) pieniądze ze swoich rachunków. Po wyczerpaniu kwoty wolnej od zajęć, rachunki pozostaną zablokowane do czasu aż komornik odwoła zajęcie, a jednocześnie bank będzie zobowiązany przelać na rachunek komornika każdą kwotę, która wpłynie na rachunek dłużnika.

 

Jeśli komornik zablokuje jednocześnie rachunek i wynagrodzenie lub emeryturę czy rentę, wyjściem jest pobieranie wynagrodzenia (emerytury/renty) w gotówce. W ten sposób jest czym zapłacić czynsz i rachunki i nie wpaść w kolejne długi.

 

Andrzej

 

(…) Nie dalej jak wczoraj odwiedziłem bank w którym posiadam konto. Dnia 30.09.2012 sprawdzając stan konta (tego dnia wpływa wynagrodzenie za pracę), okazuje się, że całą wypłatę zabrał mi komornik. Nie dość, że z wynagrodzenia pracodawca odprowadza 60% pensji na zaległości alimentacyjne, to jeszcze okazuje się, że pozostałą kwotę też zabrał na poczet alimentów. Pani w banku powiedziała mi, że komornik tak może zrobić. Świetnie jest zostać bez grosza przy kieszeni. Teraz jestem w kropce i dosłownie nie wiem co mam robić. Do komornika nie mogę się dodzwonić. Na poradę prawną mnie nie stać, a co najlepsze, mieszkam w miejscu nie zameldowania, tylko w tym mieście, w którym pracuję (i wynajmuję mieszkanie). Zaczynam wariować i wiadomo, że myśli są depresyjne. Nie chcę zmieniać pracy tylko po to, żeby nie dorwał mnie komornik. Mam nadzieję, że jak przetrwam ten miesiąc to następną wypłatę dostanę "na rękę".

 

No właśnie, na rękę. W wielu przypadkach to niestety jedyna szansa na uratowanie własnej szyi przed zadzierzgnięciem się na niej pętli kredytowej. Poza długiem, płacić trzeba również rachunki, coś jeść, mieć za co pojechać do pracy.

 

Tymczasem bankowcy dwoją się i troją by poprawić „ubankowienie” Polaków. Co kilka miesięcy sam prezes Związku Banków Polskich, Krzysztof Pietraszkiewicz, grzmi na konferencjach prasowych, że mamy jeden z najgorszych wskaźników „ubankowienia”. Krótko mówiąc, Polacy są umiarkowanie skłonni do zakładania rachunków w bankach. Dlaczego? Czyżby się czegoś bali?

 

Banki przyjęły niejasną strategię: z jednej strony namawiają swoich klientów by zgłaszali zbliżające się problemy finansowe doradcom w bankach by w ten sposób wspólnie wypracować plan na trudny okres (np. utrata pracy, choroba), z drugiej, każdego takiego zgłaszającego traktują natychmiast wypowiedzeniem umowy kredytu, karty kredytowej lub w najlepszym wypadku straszą. To tak jakby głodny lew mówił do pustynnego wędrowca „chodź, zaprowadzę cię do oazy” i zapomniał dodać „żebym mógł cię tam w spokoju zjeść”. 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s