Smak dzieciństwa

W dzieciństwie jadłam wiśnie prosto z drzewa, piłam wodę ze studni, miałam wiecznie zdarte kolana i łokcie, ganiałam dzikie koty za domem i – zdarzało się – wybijałam okna piłką. Dziś mam własne dzieci, a ich pomysłowość powoduje, że jeży mi się włos na głowie.

W maluchu mojego taty siedziałam z bratem na tylnym siedzeniu bez żadnych fotelików. Jeśli jechaliśmy daleko, mama dawała nam poduszki i przykrywała kocem. Mieliśmy tam – na tylnym siedzeniu – nasze małe królestwo. Lalki, miśki, żołnierzyki, traktor, nawet pistolet na strzałki. Cały ten nasz majątek podróżował z nami do babci, do cioci, na wycieczki i do przedszkola. Mama zawsze miała dla nas coś do picia i do jedzenia. Kanapki zaczynaliśmy zjadać jeszcze zanim opuściliśmy parking pod domem, a i tak w połowie drogi byliśmy wściekle głodni.

Krótka, bo raptem 100 km trasa z domu do babci zajmowała nam zwykle do 3 godzin. Obowiązkowo musieliśmy zatrzymać się na lody w Biskupcu lub w Mrągowie. A najlepiej tu i tu. I nie miało znaczenia to, że miałam chorobę lokomocyjną. Ona była groźna do pierwszego pawia, potem już było z górki.

W wakacje niemal każdy dzień spędzaliśmy nad jeziorem. Kiedy trochę podrosłam, największą letnią atrakcją były bunkry w Gierłoży. Komary rosły tam do rozmiarów śliwki i nie bały się żadnych ówczesnych aerozoli. Ale kogo to obchodziło? Wtedy ważne były te ruiny i dziury w ziemi, do których dało się wcisnąć i pogapić. Biegając po Gierłoży z prawdziwą pogardą patrzyliśmy na niemieckie wycieczki bo uważaliśmy, że tak wypada.

Zimą tata zaprzęgał się do saneczek i biegał z nami po śniegu do upadłego. Mieliśmy niezły ubaw gdy padał w śnieg i mogliśmy go bezkarnie natrzeć śniegiem, bo nie miał już siły żeby się bronić. Po takiej bitwie, w domu dostawaliśmy od mamy gorące kakao i drożdżowe ciasto z kruszonką. Jeszcze ciepłe, najlepsze na świecie. Nie jest prawdą, że pałaszując z apetytem gorące ciasto drożdżowe można się narazić na ból brzucha. Zjadłam w dzieciństwie tonę gorącego drożdżowego ciasta i nigdy mnie brzuch nie bolał. Nie bolały nas też brzuchy od lodów popijanych wodą ze studni, śliwek, czereśni i porzeczek. Niedojrzałych jabłek i rabarbaru.

W paskudnym i szarym świecie, gdzie ciężko było wypatrzeć na ulicy jakiś kolor inny niż granatowy, szary czy brązowy, nosiłam kolorowe sukienki. Mama szyła mi je po nocach na rozklekotanym Łuczniku z cudownie zdobytych kuponów tkaniny lub ze swoich starych sukienek. Sukienkę do komunii uszyła mi ze swojej sukni ślubnej, była piękna choć wyjątkowo skromna.

Na pierwszym rowerku – Bambino – z dokręcanymi kółkami po bokach wywinęłam takiego orła, że zdarłam sobie policzek. Bolało bardzo. Mój pierwszy duży rower był niebieski. Flaming. Dostałam go od dziadka. Byłam zdruzgotana. Wszyscy moi koledzy mieli Wigry. Uczyłam się na nim jeździć raptem jeden dzień. Tata zamontował pod siodełkiem kij od miotły i trzymał, żebym się nie wywróciła. Trzymał do momentu, aż rozpędziłam się tak mocno, że przestał nadążać i puścił kij. Wylądowałam w kolczastych krzakach, ale nie płakałam. Wsiadłam i pojechałam dalej bez taty.

Wędzone ryby nauczyłam się jeść w Pasymiu, nad Kalwą. Sieja i sielawa prosto z wędzarni, jeszcze gorące, palce lizać. Tam, nad Kalwą, przestałam się bać psów. Najpierw owczarków niemieckich, potem bokserów. Pierwszy okazał się być straszną ciapą, drugi był zakochany w dzieciach i bawił się z nami na okrągło. Tego samego lata nam morzem zobaczyłam prawdziwą latarnię morską w Gąskach. Czułam się królewna w wysokiej wierzy, kiedy już wdrapałam się na sam szczyt.

Przez całe moje dzieciństwo rodzice nigdy nie dali mi odczuć, że mają problemy. Dowiedziałam się o niech dopiero kiedy dorastałam. Kiedy zaczęłam rozumieć, że życie nie jest tylko białe lub czarne. Moi rodzice dali mi piękne, kolorowe dzieciństwo mimo obłędu w jakim żyli. Nie starali się niczego ukrywać, ale też nie bombardowali nas wiedzą, na którą, jako małe dzieci, nie byliśmy gotowi. Pozwolili nam dorastać w naszym tempie i popchnęli w dorosłość w odpowiednim momencie. Każde dziecko powinno mieć szansę na szczęśliwe dzieciństwo.

 

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Smak dzieciństwa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s