Chichot historii

„Celem obecnej demokracji nie jest ukształtowanie i zgromadzenie mądrych ludzi, ale raczej zebranie tłumu, który jest do niczego nieprzydatny, daje się łatwo poprowadzić w określonym kierunku, szczególnie jeżeli inteligencja poszczególnych jednostek jest ograniczona” – napisał Adolf Hitler w „Mein Kampf”.

Nie sięgnęłabym do tego cytatu gdyby nie wydarzenia ostatnich lat, miesięcy, tygodni. Drwiny z nauki historii w szkołach, czekoladowy „orzeł” przypominający wronę i różowe wariacje na temat flagi państwowej. Swastyka, czyli symbol szczęścia, która zdaniem białostockiego prokuratora to nic takiego. W kraju, który płonął przez lata okupacji niemieckiej, swastyka nie może być nazywana symbolem szczęścia bez względu na jej pierwotne znaczenie! Nie tutaj, nie na tej ziemi.

 

Premier rządu – to wczorajszy występ Donalda Tuska dotyczący referendum w Warszawie – nie może sobie decydować za obywateli, na które wybory powinni iść, a które powinni ignorować, by spełnić swój obywatelski obowiązek. Rząd nie może w żywe oczy kłamać i drwić z obywateli, karmić ich papką by ukształtować wygodne sobie, otępiałe masy, gotowe wykonać wszystko by zadowolić premiera i jego ministrów. Brakuje jeszcze podprogowych przekazów pakowanych do grzecznych i kolorowych spotów finansowanych przez partie polityczne – nomen omen za pieniądze płynące z podatków obywateli. W dużym uproszeniu, tę papkę medialną finansujemy my sami.

I co z tego, że nie może? Kto mu zabroni? Czy ci, którzy już pozwolili rozmiękczyć swoje umysły, czy może Ci, którym jakimś cudem udało się obudzić z letargu? Kto ma na tyle dużo siły by wstrząsnąć narodem i pokazać środkowy palec manipulantom?

Choć książka Adolfa Hitlera zdaje się być mottem znacznej części polityków. Nie tylko w Polsce.

Hitler napisał ją w Landsbergu, w więzieniu. Było to w pierwszej połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku. Pierwsze wydanie pierwszej części ukazało się 18 lipca 1925 roku. Dwa lata później drukiem ukazała się część druga. Wkrótce Hitler doszedł do władzy, a wydarzenia lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku są już tylko potwierdzeniem tego, że chore umysły należy izolować, a już w żadnym wypadku nie pozwalać im na publiczne zabieranie głosu by nie dopuścić do zainfekowania niebezpieczną ideologią całych narodów. Ale przecież nauka na cudzych błędach dla większości wydaje się być głupia i nie do zaakceptowania.

Już po wojnie, w 1948 roku, prawa autorskie do „Mein Kampf” alianci przekazali Krajowi Związkowemu Bawaria. Stało się to na mocy wyroku monachijskiego sądu, który skonfiskował mienie należącego do nieżyjącego już Adolfa Hitlera. Prawa autorskie do książki wygasną już za ok 2,5 roku, 1 stycznia 2016 roku, a wówczas stanie się ona częścią domeny publicznej. Czy jest jakiś sposób na to by ideologia Hitlera w końcu umarła i nie doprowadziła do odrodzenia i – co gorsze – umocnienia się nazizmu? Bo czym jest „Mein Kampf”? Po prostu książką czy może właśnie podręcznikiem dla nazistów i… polityków? Literacko marna, gorzej niż marna. Ale jej treść wciąż ma wpływ na kształtowanie polityki, bo przecież cytat zamieszczony na początku doskonale odzwierciedla działania polityków zajmujących najwyższe urzędy państwowe! Czy nikogo to nie zastanawia?

Książka z całą pewnością daje nieograniczone tematy do dyskusji, mnoży pytania i może powodować poważne zgrzyty, nie tylko na szczytach władzy, ale również wśród szarych ludzi od tej władzy zależnych. I o zgrozo, można ją znaleźć bez żadnego problemu i bez żadnych konsekwencji rozpowszechniać. A prawa autorskie… cóż zamiast nich mamy internet.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s