Propaganda sukcesu w rozkwicie, a rzeczywistość płacze

 

GUS ogłasza, że średnie wynagrodzenie wynosi już ponad 3800 zł, że nieznacznie, ale spada bezrobocie, a NBP, że inflacja jest niższa. Co to oznacza?

zarobkiO, dużo! W Wiadomościach i Faktach powiedzą, że wychodzimy z kryzysu, że wyspa się na powrót zielenie, a dzień czy dwa później, premier odtrąbi sukces gospodarczy i zacznie ponownie zachęcać emigrantów polskich do powrotu na łono ojczyzny. Skoczą słupki w zamówionych specjalnie na ten cel sondażach z TNS OBOP i lico premiera pojaśnieje. To jest właśnie propaganda sukcesu.

Pamiętajmy, że wybory samorządowe już za rok, a parlamentarne za dwa lata – zgodnie z kalendarzem wyborczym, choć coś mi mówi, że kalendarz się tym razem nie przyda.

Próbkę propagandy sukcesu dostarcza dziś Michał Gradzewicz, dyrektor Biura Przedsiębiorstw, Gospodarstw Domowych i Rynków Instytutu Ekonomicznego Narodowego Banku Polskiego. Pan Gradzewicz wyciąga ciekawe wnioski, twierdząc, że wzrost dochodu o 3,6 proc. rok do roku dzięki rosnącym dochodom z pracy pozwala gospodarstwom domowym na przeznaczanie większych kwot na oszczędności w gospodarstwach domowych. Ale po kolei.

Gradzewicz mówi:

– Sytuacja finansowa gospodarstw domowych nie jest super różowa, ale w ostatnim czasie, mówię tutaj o danych za pierwszy kwartał bieżącego roku, uległa nieznacznej poprawie. Zaobserwowaliśmy, w odróżnieniu od poprzednich kwartałów, wzrost dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych, był to wzrost rzędu 3,6 proc. w ujęciu rocznym. Jest dość duża różnica w stosunku do ostatnich kwartałów, gdzie raczej dominowały spadki. Ta tendencja spadkowa wzrostu dochodów uległa zatrzymaniu, natomiast po uwzględnieniu wahań o charakterze sezonowym, te wzrosty już nie są aż tak duże. To jest wzrost w ujęciu kwartalnym o 0,4 proc. oraz w bardzo podobnym stopniu też w ujęciu rocznym.

I w zasadzie po tej części wypowiedzi można sądzić, że jest lepiej, będzie lepiej, będą wzrosty płac, będzie praca, będą pieniądze. Ale…

– Dodatkowo gospodarstwa domowe obniżyły swój popyt konsumpcyjny. Był to spadek rzędu 0,5 pkt proc. w ujęciu rocznym. Dodatkowo też jako element rozdysponowania tych dochodów, obniżeniu uległa stopa oszczędzania gospodarstw domowych, aczkolwiek tutaj pozytywnym sygnałem jest fakt, że dotyczyło to głównie wielkości w pewnym sensie przymusowych oszczędności, które są związane z istnieniem kapitałowego filaru systemu emerytalnego…

Co? Ale dajmy dokończyć ekspertowi:

– Taka dobrowolna stopa oszczędności gospodarstw domowych uległa nieznacznej poprawie i kształtuje się obecnie na poziomie 1,6 proc. Jest to lepiej niż w ostatnich kwartałach, gdzie raczej notowaliśmy obniżenie się tego wskaźnika, natomiast cały czas gospodarstwa domowe w relatywnie niewielkim stopniu przyczyniają się do tworzenia oszczędności w gospodarce narodowej. Tutaj głównie sektor przedsiębiorstw jest tym głównym generatorem oszczędności jeśli chodzi o całą gospodarkę…

Jaka jest konkluzja tej wypowiedzi?  Jest źle, ale to dobrze, bo będzie dobrze, w zasadzie już jest dobrze, bo jeszcze chwilę temu było gorzej, hura. Jeśli wszyscy eksperci będą swoje analizy opierać wyłącznie na danych GUS, np. średniej krajowej, to słowo daję, nie trzeba Goebbelsa żeby tragiczną sytuację kraju przedstawić w jasnych barwach i cieszyć się z tak pięknej gospodarki, a po równie pięknej katastrofie klaskać do upadłego. Przypomnę, że za chwilę nasz i tak już zgwałcony budżet szlag trafi bo prezydent, który w myśl Konstytucji RP ma pilnować by progi ostrożnościowe nie zostały przekroczone, wczoraj machnął na nie ręką i zgodził się na ich zawieszenie. Do UE trzeba będzie odprowadzić nieprzyzwoitą ilość miliardów bo jakiś urzędas coś napieprzył. Banki nerwowo łagodzą procedury i obniżają progi dostępności kredytów, byle sprostać wymaganiom rządu – trzeba wpuścić na rynek dużo pieniędzy, jeszcze więcej pieniędzy, nie ważne, że sztucznie wytworzonych, martwić się będą inni, później.

Co jeszcze mówi Gradzewicz?

– Niższe stopy inflacji powodują, że w ujęciu realnym te dochody do dyspozycji wykazują większy wzrost, niżby to miało miejsce gdybyśmy nie waloryzowali ich wskaźnikiem inflacji. Natomiast to nie tylko, jeśli przyjrzymy się strukturze dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych, to tutaj zaobserwowaliśmy dosyć istotną i wyraźną zmianę w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w ostatnich kwartałach. Był to wzrost takiej istotnej części dochodów do dyspozycji czyli dochodów z pracy najmniej. To jest dobry sygnał, gdyż też od pewnego czasu obserwujemy bardzo powolną, mówimy mniej więcej o 2-3 miesiącach, ale obserwujemy nieznaczną poprawę sytuacji na rynku pracy, nieznaczne wzrostu zatrudnienia. Niestety dzieje się to cały czas w relatywnie niskich dynamikach wynagrodzeń, ale cały czas są to znamiona poprawy, które przekładają się też na sytuację finansową sektora gospodarstw domowych, aczkolwiek nie przewidujemy, żeby w najbliższej przyszłości te zmiany miały charakter gwałtowny i tutaj najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z taką pełzającą poprawą, póki sytuacja gospodarcza, zarówno w Polsce, jak też oczywiście u naszych najbliższych partnerów handlowych, czyli głównie krajów z obszaru strefy euro, nie ulegnie dość istotnej poprawie…

O jakich zmianach w zatrudnieniu mówi ten pan? O tym, że płace rosną? O liczbie miejsc pracy?

Ciekawe spostrzeżenie, chętnie wysłucham opinii tej drugiej strony, czyli pracowników najemnych. Niechby oni opowiedzieli o swoich rosnących pensjach. Może dla porządku warto byłoby podać jakieś szczegóły, gdzie są te miejsca pracy, ile ich jest? W miastach poniżej 50 tys. mieszkańców znalezieni pracy graniczy z cudem. Musi umrzeć jakiś zatrudniony lub przejść na emeryturę, by na jego miejsce ustawiła się natychmiast kolejka setek chętnych. W Większych miastach może jest i łatwiej bo kolejka chętnych na miejsce po denacie lub szczęśliwym emerycie jest nieco mniejsza, tak ok. setki osób. I jeszcze nie wspomniałam cały czas o sile nabywczej pieniądza. Bo cóż z tego, że płace w ujęciu rocznym wzrosły o 3,6 proc. (nawet jeśli wzrosły, bo wciąż – przypominam – posługujemy się średnią GUS, tak, tą zakłamaną daną, ujmującą pensje salowej i prezesa baku czyli zestawiającą jakieś 800 zł ze 100 000 zł; w ten sposób liczona średnia daje 50 400 zł i założę się, że salowa posikałaby się z radości gdyby nagle zaczęto wypłacać jej średnią; a tak między nami, dlaczego GUS uparcie ogłasza średnią zamiast mediany?). To że płace wzrosły (z tym wciąż mam kłopot), nie oznacza, że społeczeństwo się nagle wzbogaci. Te wzrosłe (ech) płace przeznaczyć przecież musi na wciąż drożejące paliwo, prąd, leki, jedzenie, wodę, gaz itd… Gdzie tu miejsce dla oszczędności?

Tak na marginesie. W 2012 roku pracodawcy (bez wyszczególnienia ze wzgl. na rodzaj firmy i strukturę właścicielską) nie wypłacili pracownikom ponad 7 mld zł, choć powinni bo wynika to z zawartych umów o pracę, o dzieło i umów zlecenie oraz kontraktów. Nie zapłacili, bo tłumaczyli się kryzysem i ogólnie trudną sytuacją. Oznacza to, że deklaratywnie ludzie zarobili pieniądze, ale ich nie dostali. Tylko nieznaczna część okradzionych pracowników zdecydowała się na wejście na drogę prawną i dochodzenie swoich roszczeń oraz na powiadomienie Państwowej Inspekcji Pracy. Czy wobec tego z tych nie wypłaconych 7 mld mogli zrobić jakieś oszczędności?

Zapytajmy zatem eksperta Gradzewicza, czy Polacy mają więcej pieniędzy bo po prostu chwilowo więcej zarabiają?

– Tak – odpowiada Gradzewicz. – Mamy też nadzieję, i tak jak mówię – dane dotyczące rynku pracy pokazują, że być może ma to pewien symptom trwałej poprawy, że w najbliższych kwartałach będziemy obserwowali coraz to lepsze dane jeśli o to chodzi, natomiast cały czas są to te odczyty, które w ostatnich miesiącach czy kwartałach obserwowaliśmy, nie były zbyt duże i nie każą też oczekiwać bardzo dużych zmian w tym zakresie. Warto tu też wspomnieć o drugiej stronie tej sytuacji finansowej gospodarstw domowych, czyli kształtowaniu się aktywów i pasywów. Ponieważ część tych oszczędności, które zostały wygenerowane jest przeznaczana na inwestycje, są to głównie inwestycje malutkich mikro przedsiębiorstw jednoosobowych, które należą do sektora gospodarstw domowych, ale część z nich gospodarstwa domowe odkładają w formie oszczędności i charakterze finansowym. Tutaj zaobserwowaliśmy w pierwszym kwartale relatywnie wysoki wzrost. Te wzrosty były też zaobserwowane w ostatnich kwartałach. Jeśli chodzi o przeznaczenie tych oszczędności, to one głównie zasiliły depozyty bankowe, ale też i częściowo przeszły na zakup akcji innych udziałów kapitałowych. Nie były to głównie akcje firm notowanych na giełdzie, ale głównie te akcje firm nie notowanych oraz w dużej mierze też jednostki uczestnictwa w funduszach kapitałowych.

Już nie mam siły komentować. Rodzi się eldorado, Tusk obiecał, Tusk zrobił wystarczyło poczekać i zaraz rozbłysną fajerwerki.

Ekspert Gradzewicz wciąż nie nawiązuje do kosztów utrzymania, próbuje jednak przemycić treści, z których wynikać miałoby, że właśnie idzie ku dobremu. Jak to możliwe pytam, skoro minister – jeszcze, czy też wciąż – Rostowski cały czas kombinuje jak tu zakosić kasę z OFE oraz jaki podatek jeszcze i na kogo nałożyć? Przedsiębiorcy, na których Gradzewicz tak ochoczo opiera gospodarkę w większości ogarnięci są czarną rozpaczą bo borykają się nie tylko z nadmiernymi obciążeniami fiskalnymi, jadowitym ZUSem, ale też wielomiesięcznymi opóźnieniami w zapłatach faktur co jest efektem co raz trudniejszej sytuacji gospodarczej kraju. Na przydechu są wszystkie grupy zawodowe i społeczne. Może poza kilkoma uprzywilejowanymi. Dlatego mówienie, o jakichś oszczędnościach przedsiębiorstw (choć wiem, że są) jest w tym kontekście manipulacją. (Przy okazji, w niedługim czasie postaram się opowiedzieć historię przedsiębiorcy nękanego kontrolami skarbowymi i co z nim się stało.)

Nie ma chyba sensu ciągnąć dalej dysputy na temat stanu finansów gospodarstw domowych, oszczędności, wysokości zarobków itd. Przytoczę jeszcze dwie cyfry: 2.300.000 i 40. Pierwsza oznacza w przybliżeniu liczbę bezrobotnych w marcu tego roku, a druga – liczbę ofert pracy dla nich, również w marcu tego roku, wywieszonych na tablicach w urzędach pracy w całej Polsce. Może jeszcze jedna cyfra na zakończenie. 21 730 czyli liczba podjętych prób samobójczych w latach 2008-2011.

W artykule wykorzystano materiały z serwisu newseria.pl. Wypowiedzi Michała Gradzewicza zostały opublikowane bez poprawek redakcyjnych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s