Pomysł zapożyczony od Dyzmy

 

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Holocher doświadczył tego czego Oskar Hell, postać z powieści Dołęgi-Mostowicza, ale o tym, za chwilę.

Przemysław Holocher, były szef ONR, zrezygnował ze stanowiska członka Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego po tym, jak portal WikiLeaks opublikował jego prywatne rozmowy. Powiedział także, że nie zamierza porzucać Ruchu Narodowego, ale nie wie jeszcze, jaka będzie jego rola w organizacji. W oświadczeniu napisał: „Cała moja 10-letnia działalność dla ruchu narodowego, podyktowana była troską o organizacje, którym przewodziłem lub które wspierałem, co nie oznacza, że nie popełniłem w tym czasie błędów i uchybień. Ludzie są tylko ludźmi

Wyciek prywatnej korespondencji ocenił jako okazję do ataku na Ruch Narodowy, a także – co jest bardziej haniebne – na jego prywatność i rodzinę. „Ja jestem tylko jednostką, Ruch Narodowy to coś znacznie więcej”. Ale najważniejsze, że zaapelował jednocześnie o powściągliwość i zdrowy rozsądek, ponieważ – podkreślił – „korespondencja ta jest wykorzystywana do budowania fałszywego obrazu Ruchu Narodowego”. W oświadczeniu napisał: „Wszystkich tych, którzy mogli się poczuć lub poczuli się urażeni treścią niektórych wpisów, niezależnie od ich prawdziwości, przepraszam. Jednocześnie proszę o tonowanie złych emocji, które wbrew moim intencjom, w zbiorze ujawnionych danych wybrzmiały.

Co mado tego Dołęga-Mostowicz?

Nikodem_Dyzma_jedna_jego_5840175

(…)

Młodzi i starsi panowie nadskakiwali jej zawzięcie, w każdym salonie otaczało ją moc wielbicieli.

Wśród nich znalazł się i taki, na którego Dyzma zaczął patrzeć z niepokojem.

Niepokój zaś ten uzasadniały nie tyle zalety tamtego, ile zachowanie się Niny. Wyróżniała go aż nazbyt oczywiście. Najczęściej z nim rozmawiała i tańczyła.

Był to prawie czterdziestoletni mężczyzna, wysoki, szczupły, o włosach konopiastych, wyzłoconych od słońca. Spadł nagle, diabli wiedzą skąd, chyba z całego świata, gdyż opowiadał o Australii, Peru, czy Grenlandii z taką swobodą, jakby to były Konstancin czy Milanówek. Nazywał się Hell, Oskar Hell. Mówił o sobie, że urodził się w Rosji, a Dyzmę nazywał kolegą, od czasu gdy dowiedział się, że jest oksfordczykiem. Sam studiował w Cambridge. Władał zresztą językiem polskim równie dobrze, jak i dziesiątkiem innych. Gdy go proszono, by określił swoją narodowość, zabawnym ruchem rozkładał ręce.

Na Ninie od początku wywarł dodatnie wrażenie, co Nikodem dostrzegł bez trudu, tym bardziej że nie starała się swej sympatii dla tego przybłędy ukryć.

Sytuacji jeszcze nic można było nazwać niebezpieczną, jednakże niepokój

Dyzmy wzrastał. Na dobitek nie miał pod ręka Krzepickiego, który na wszystko umie znaleźć sposoby. Napisał doń o wszystkim, odpowiedzi jednak nie mógł się doczekać.

Tymczasem Oskar Heli zadomowił się w Warszawie na dobre. Nawiązał szerokie stosunki, był na każdym balu, „fiksie”, dansingu. A że nie prowadził żadnych interesów, a zawsze miał pieniądze, uznany został za bogatego, a nawet za pożądaną partię. Przywiózł go do Polski hrabia Pomiałowski, zaprosiwszy na polowanie na dziki. Sam niewiele mógł o Hellu powiedzieć, gdyż poznał go na pokładzie statku włoskiego podczas wycieczki do Wysp Kanaryjskich.

Nikodem cały zasób swego sprytu skierował ku odseparowaniu Niny od tego obieżyświata, bał się jednak postawić przed nią kwestię otwarcie, wiedział bowiem, że tym może sprawę pogorszyć.

Taki stan rzeczy trwałby nie wiadomo jak długo, gdyby w rozmowie między Hellem a Niną nie padło raz przypadkowo imię Kasi Kunickiej.

Okazało się, że Heli znał ją dobrze, że spotykał się z nią często w Davos, Cannes i w Genewie, że nawet korespondują od czasu do czasu, gdyż oboje interesują się telepatią i wymieniają na ten temat nowe spostrzeżenia i informacje.

Ninę bardzo podnieciła ta wiadomość. Nie miała dotychczas pojęcia, co się z Kasią dzieje, a lubiła ją przecie bardzo. Zresztą zbyt mocne wiązały ją z Kasią wspomnienia, by mogła obojętnie odnieść się do tej niespodzianki.

Naturalnie przy pierwszej sposobności powiedziała Nikodemowi:

— Wyobraź sobie, że pan Heli dobrze zna Kasię! Spotkał ją za granicą, a nawet pisują do siebie listy! Biedna Kasia, taka samotna… Żal mi jej bardzo

— Eee… może ten cały Hell kłamie.

— Nikuś! Jak możesz tak mówić — oburzała się — pan Oskar Jest prawdziwym dżentelmenem.

To zdecydowało.

Dyzma postanowił działać. I to natychmiast. Postanowił poradzić się Waredy i tegoż dnia umówił się z nim na kolację.

Po pierwszej wódce przystąpił do rzeczy.

— Widzisz, Wacuś… Ty znasz tego Hella?

— Znam. Wesoły gość.

— Wesoły, nie wesoły, pies z nim tańcował! Ale widzisz, on mi nawala w parafię.

— Niby w czym?

— Włazi mi w paradę u mojej narzeczonej.

— No to zdziel draba po gębie i jak będzie się stawiał, para pistoletów koniec.

— Pojedynek? — skrzywił się Dyzma.

— No, pewno. Ja ci, Nikuś, powiadam: w takich wypadkach najlepiej szast prast bez gadania.

— Kiedy widzisz… Mnie nie o to chodzi. Chodzi o babę. A baba to jeszcze gotowa więcej na niego lecieć, jak go przetrącę albo co.

— A więc jak myślisz postąpić? Dyzma podrapał się w podbródek.

— Żeby może takiego aresztować?… Czort jego wie, co on za ptaszek, obieżyświat, włóczęga…

— Hm… między nami mówiąc, nie ma żadnego powodu.

— A może szpieg? — niepewnie powiedział Dyzma.

— A jeżeli nie? Niby dlaczego ma być zaraz szpiegiem?

— Może nie być, a może i być. Nikt go nie zna. Skąd ma forsę? Co? Z czego żyje?

— Hm…

— Przybłęda. Obcy obywatel!…

— No tak — zastanowił się Wareda — możliwe. Można by sprawdzić jego dokumenty. Ewentualnie nawet zrobić rewizję w jego hotelu, ale jak okaże się, że jest w porządku, będzie fiasko. To nie jest sposób…

Wypił kieliszek wódki i nagle uderzył dłonią w stół.

— Będzie sposób! A wiesz, że to będzie sposób…

— No?

— Tobie przecie nie chodzi o to, żeby go wsadzić, tylko o to, żeby go… odsadzić?

— Jak to odsadzić?

— No, odsadzić od pani Niny.

— Ano tak.

— No więc to jest sposób. Aresztuje się go, zrobi się rewizję, puści się o tym wzmiankę do gazet, a później faceta się przeprosi i wypuści.

— No, co to pomoże?

— Jak to co? Nie kapujesz?

— Nie.

— No przecie to proste. Cóż ty myślisz, że pani Nina zechce przestawać z takim, co jest podejrzany o szpiegostwo? Dyzma zastanowił się i odparł po pauzie:

— Chyba nie.

— Że w ogóle takiego będą przyjmować w towarzystwie?… Nie, bracie, po takim szpasie będzie musiał zapakować manatki i wyjechać.

— Hm… Ale… może przecie wytłumaczyć, że to była pomyłka — zauważył Nikodem.

— A my — powiedział Wareda — możemy dać do zrozumienia, że go wypuszczono, bo był za sprytny i umiał ukryć w porę dowody winy.

Dyzma przyznał pułkownikowi rację. Plan był gotów i nie zwlekając z jego wykonaniem Wareda zadzwonił do swego kolegi, szefa drugiego oddziału Sztabu, pułkownika Jarca.

Wieczorem spotkali się już we trójkę. Przed Jarcem nie wyjaśnili całej sprawy, gdyż Dyzma nie chciał wtajemniczać go w swoje niepokoje narzeczeńskie. Zresztą Jarc nie interesował się nimi. Wystarczyło mu w zupełności to, że prezes Dyzma podejrzewa tego cudzoziemca, który nie ma tu żadnego znaczenia, że prezesowi zależy na skompromitowaniu Hella, no i że kolacja była wyśmienita.

Nazajutrz rzecz miała być przeprowadzona wczesnym rankiem.

Nikodem od przyjścia do banku był w podnieconym nastroju. Nie mógł się doczekać pism popołudniowych i co kilka minut wysyłał woźnego na ulicę, by dowiedzieć się, czy jeszcze nie wyszły.

Wreszcie woźny przyniósł trzy dzienniki.

Dyzma zaczął je gorączkowo przeglądać. W dwóch pierwszych nie było ani słowa o Hellu. Natomiast trzeci podawał na pierwszej stronie czarnym drukiem niedużą wzmiankę pt.: „Na tropie nowej jaczejki szpiegowskiej”. „Aresztowanie wytwornego szpiega w luksusowym hotelu”.

We wzmiance nie było — jak się ułożyli — podane całkowite nazwisko Hella. Figurował tam jako H. Natomiast szereg informacji o nim zamieszczono w ten sposób, że nikt, kto znał Hella, nie mógł mieć najmniejszych wątpliwości, że tu o niego właśnie chodzi.

Dyzma zatarł ręce.

 (…) 

Tadeusz Dołęga-Mostowicz, „Kariera Nikodema Dyzmy”, rozdział 17

Hakerzy, którzy włamali się na konto Przemysława Holochera, byłego szefa ONR dołączyli do plików notkę: „Zrzut zawiera całą historię Facebooka Przemysława Holochera, lidera polskiego, neofaszystowskiego Obozu Narodowo-Radykalnego. To bardzo niebezpieczna grupa, która udaje patriotyczno-nacjonalistyczną, jednak dzięki zawartym tu wiadomościom trudno jej będzie utrzymać tę maskę. Ta wersja jest tylko pierwszą częścią naszej pracy”.

Korespondencja zawiera m.in. prywatne rozmowy Holochera z żoną, spory na temat przyszłości i strategii Ruchu Narodowego.

W ujawnionych materiałach pojawiają się też rozmowy z Pawłem Kukizem dot. m.in. przygotowań do marszu z 11 listopada 2012 roku.

I to już nie jest fikcja literacka.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s