Desperacja czy troska?

Pracodawcy nie będą zatrudniać nowych osób, z ochotą natomiast dołożą obowiązków już zatrudnionym pracownikom – taki może być efekt obowiązkowego uzusowienia umów cywilnoprawnych, czyli umów o dzieło i umów-zlecenie. Dodatkowo wzrośnie szara strefa i kolejne setki tysięcy Polaków zapakuje walizki i ruszy w świat szukać przyjaźniejszych miejsc do życia. Na proponowanych przez rząd zmianach stracą też studenci, freelancery, renciści i emeryci którzy zwykle dorabiają, pracując na umowy o dzieło lub umowy-zlecenia.

Kolejne polskie rządy, przez dziesięciolecia skutecznie nauczył Polaków jednego – kombinowania. Kiedy tylko w życie wchodzą jakieś oderwane od rzeczywistości przepisy, Polak zaczyna kombinować by dało się żyć mimo ich absurdalnych postanowień. Proces kombinowania obserwujemy na co dzień choćby teraz, kiedy na wolność ma wyjść Mariusz Trynkiewicz. Kombinują prawnicy, kombinuje dyrektor więzienia, kombinują nawet dziennikarze. A dlaczego? Ponieważ politycy wtrącili się do pracy sądów. Ponieważ 25 lat temu zakwestionowali decyzję sądu i objęli amnestią człowieka, który na tę amnestię nie zasługiwał. Ponieważ stworzyli prawo nie przystające do rzeczywistości. Ponieważ się wtrącili.

Kombinowanie, czyli omijanie prawa za chwilę będziemy obserwować także po wprowadzeniu rządowego pomysłu na uzusowienie umów cywilnoprawnych. To kombinowanie będzie polegało między innymi na wydłużaniu czasu pracy osobom już zatrudnionym na etat bo pracodawcom nie będzie się już opłacało zatrudnianie nowych pracowników na umowę-zlecenie nawet krótki czas, do doraźnych projektów czy na zastępstwo. Łatwiej i taniej będzie orać do upadłości już zatrudnionymi.

Zmiany uderzą również w studentów, którzy dziś są zwolnieni ze składek ZUS do ukończenia 26 lat. Pomysł rządu poważnie ograniczy konkurencyjność studentów na rynku pracy, a w niektórych wypadkach całkowicie ich wykluczy. O spadku konkurencyjności na rynku pracy przekonają się także… freelancerzy oraz renciści i emeryci.

Agnieszka Engel, Centrum Szkoleniowo-Rozwojowe Sapientia, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej Szczecin mówi o pomyśle uzusowienia umów o dzieło:

Bardzo podobało mi się określenie profesora Orłowskiego, który powiedział, że tak jak marchewka jest zawsze zakończona tym zielonym wiechciem, to dokładnie tak samo wygląda. Bo z jednej strony rzeczywiście te propozycje powodują, że osoby, które są zatrudnione na umowach cywilno-prawnych zyskają pewność etatu. Czy to zachęci pracodawców? Reprezentując tę ciemną stronę mocy, czyli pracodawców, uważam, że niekoniecznie będzie to zachęcało. To wręcz przeciwnie będzie znowu powodowało omijanie prawa. Bo tak naprawdę zatrudnianie osób na umowy krótkie, bo często na takie umowy są zatrudniane osoby na umowy zlecenie, będzie powodowało, że albo nie będziemy takich osób zatrudniać na zlecenie, albo będziemy wydłużać czas pracy innym osobom. Na pewno rozwinie się szara strefa, czyli osoby będą zwyczajnie zatrudniane bez umów, mówiąc kolokwialnie, na czarno, albo zatrudniane na bardzo krótki wymiar, 1/16 etatu. Te rozwiązania dzisiaj już też bardzo łatwo ominąć, bo jako argumenty podaje się to, że te osoby będą miały płacone składki, dziś już też mogą te osoby mieć płacone składki, jeżeli taką zgodę wyrażą, jeżeli chcą coś takiego zrobić. Zresztą osoby po 26. roku życia zawierając umowę cywilnoprawną, umowę zlecenie muszą być oskładkowane. To, czy będą płacić składkę chorobową zależy od nich.

Jeżeli taką składkę będą płacić, mają prawo korzystać również ze zwolnień lekarskich. To, co wyklucza takie osoby, to korzystanie z przywilejów, jakie daje kodeks pracy, czyli zrzeszanie się w związkach zawodowych, w przypadku, kiedy chodzi na przykład o kwestie wypowiedzenia, dziś coś takiego nie chroni. Ale też się nie oszukujmy się, jeżeli przychodzi moment, że pracodawca jest zmuszony zwolnić pracownika, to takiego pracownika zwalnia, czy jest on na umowę o pracę, czy na zleceniu. To też na pewno w pewnym sensie ugodzi w studentów, którzy pracują, wykonują jakieś zlecenia, dorabiając w ten sposób do swojego studenckiego kieszonkowego. W przypadku, kiedy taką osobę będzie należało zatrudnić na umowę o pracę, pracodawca się dwukrotnie zastanowi: czy w tym wypadku nie lepiej wziąć jednak osobę, która jest całkowicie dyspozycyjna, bo zawieram z nią umowę o pracę, czy na zlecenie mieć 2-3 studentów, którzy w ten sposób dorabiają, dostosowują do swojego grafiku i w ten sposób mogą łączyć jedno z drugim.

 

W sytuacji, w której się spotyka potencjalny pracodawca, potencjalny pracownik, zawieramy pewnego rodzaju umowę. I teraz mamy wybór, czy będzie to umowa cywilno-prawna regulowana przez Kodeks Cywilno-Prawny, czy będzie to umowa regulowana przez Kodeks Pracy. I tu spotykają się dwie osoby i w zależności od potrzeb, to co jest w gestii pracownika, to chęć stabilności, ciągłości zatrudnienia. Pracodawcom w większości wypadków też o to chodzi. Czasami jednak bywa sytuacja odwrotna, pracodawca potrzebuje kogoś na krótki czas. I teraz jest wybór: albo potencjalny pracownik godzi się na umowę cywilno-prawną na krótki czas – de facto młode osoby zyskują dzięki temu po pierwsze wynagrodzenie, a po drugie doświadczenie. Osoby, które pracują, które są freelancerami, czyli osoby, które pracują na zlecenie, tak zwane „złote strzały”, im jest też tak wygodnie. Robią gotowe projekty, czy to w dziedzinie IT, w dziedzinie marketingu, w dziedzinie szkoleń – krótkie, konkretne sytuacje. Najczęściej albo mają właśnie działalności, albo pracują na zlecenie w kilku różnych miejscach i dla nich to jest wygodniejsza forma rozwiązania. W sytuacji, kiedy oczekujemy stabilizacji, sięgamy po umowę o pracę. Wszystko będzie się sprowadzało zawsze do jednego, potrzeb pracodawcy i potrzeb pracownika.

O co zatem chodzi rządowi Donalda Tuska?

Byliście kiedyś w sytuacji podbramkowej, kiedy bez względu na koszty staraliście się zdobyć kasę na coś co w danej chwili stanowi priorytet, np. ratowanie czyjegoś życia? Kiedy godziliście się na sprzedanie samochodu czy mieszkania znacznie poniżej ceny rynkowej byle tylko zdobyć parę groszy? Czy zdarzyło się wam zaglądać  do lombardów, gdzie znaleźć można przedmioty sporej wartości przyniesione przez zdesperowanych ludzi, za które właściciel lombardu wypłacił im jakąś śmieszną kwotę? To właśnie obserwuję od dłuższego czasu w Polsce. Desperatem szukającym kasy po kieszeniach jest Donald Tusk i jego rząd, ale te kieszenie, w których tak nerwowo grzebią należą… do nas, do obywateli Polski.

Rząd jest w sytuacji podbramkowej. Nie od dziś. Z każdej możliwej dziury stara się wymieść choćby kilka groszy. Stąd skok na OFE (kradzież tysiąclecia!!!) i „zgubione” 19 mld, stąd kolejne podatki, rosnące akcyzy, niebotyczne wzrosty składek ZUS, cięcia w systemie edukacji, służbie zdrowia etc. i ostatnio pomysł uzusowienia umów o dzieło. Rząd pokazuje tym samym swą niemoc, nieudolność i desperację, ponieważ zbierając za wszelką cenę pieniądze z rynku nie przejmuje się konsekwencjami swoich działań. A te wypłyną na powierzchnię niczym oliwa za rok, dwa, za 10 lat. Ale Tuska już wtedy w Polsce nie będzie, będzie pasł swój brzuch na brukselskiej łące więc czy musi się martwić?

Zastanawiająca jest również cisza wokół afery Amber Gold, Michała P., tysięcy oszukanych ludzi, sprzeniewierzonych milionów złotych i… syna premiera.

Źródło: newseria.pl

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Desperacja czy troska?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s