Widziane z Londynu. Fajką po tablicy

Afera taśmowa w Polsce bezspornie miała zaszkodzić członkom rządu. I zaszkodziła, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że jej scenariusz był wyreżyserowany i jest starannie realizowany przez tych, którym na rękę było osłabienie m.in. Rostowskiego, Sikorskiego czy Belki. I skłócenie ich z tymi, którzy dowiedzieli się, co tak naprawdę myślą o nich ich koledzy.

Tusk

We wszystkich analizach medialnych, relacjach i newsach jak polskie media długie i szerokie zabrakło jednego pytania: „co, jeśli?”.

Angielscy żurnaliści – przynajmniej ci spod znaku mediów ekonomicznych – w przypadku afer zawsze zadają sobie fundamentalne pytanie „what, if?” oznaczające dokładnie to samo. Robią to, bo dzięki spokojnej analizie dość szybko można znaleźć osobę, czy instytucję, której najbardziej zależało na takim scenariuszu, i która nad tym co się dzieje może mniej więcej panować.

Siedząc więc przy porannej herbacie – z fajką (jak Sherlock Holmes – tak to jedna z moich ulubionych postaci), który podobne analizy robił przy każdej prowadzonej przez siebie tajemniczej sprawie – zadałem sobie to właśnie pytanie, rysując na tablicy schematy blokowe nieodmiennie prowadzące do wyeliminowania tych, którzy za całością stać nie mogą, bo albo nie są w stanie kontrolować całej awantury, albo za wiele tracą na tym, co dzieje się teraz i co dalej się wydarzy, albo po prostu za mało na tym zyskują.

Opozycja parlamentarna,

czyli PiS, klub Palikota czy SLD pozostaje poza podejrzeniem. Dlaczego? Aż nazbyt wyraźnie widać, że na takie newsy w ogóle nie byli przygotowani. Realizują pomysły ad hoc – kończące się nieodmiennie wygłaszaniem tych samych prawd przed kamerami, wzlędnie organizują marsze przeciwko rządowi, pokazując tak naprawdę swoją niewielką skuteczność i spory brak orientacji. – Państwo polskie praktycznie nie istnieje, państwo jest słabe, cała afera pokazuje słabość służb – mówią. Jasne, że pokazuje, ale tyle widziałem już rok temu, kiedy pakowałem walizkę, żeby poznać brytyjskie realia. Polskie służby, pożal się Boże, specjalne radziły sobie z podsłuchiwaniem rozmów telefonicznych, ale nie radziły sobie z tym, żeby podsłuchiwany nie miał o tym zielonego pojęcia. Informatycy rządowi pozwalali, żeby banda nastolatków grzebała w rządowych serwerach i – dla czystej satysfakcji – podmieniała dokumenty pracowników tych, czy innych ministerstw. O akcji grupy Anonymous nie wspominam – dla Biura Ochrony Rządu i ABW wciąż jest tajemnicą kto korzystał z IP przypisanych do wierzchołka piramidy DDOS-owych ataków.

Skoro odrzucamy opocyzję…

pozostają gangsterzy i służby specjalne innych państw.

W obecnej sytuacji destabilizacja Polski nie jest priorytetem ani dla Zachodu, ani dla Rosji. Sytuacja gospodarcza Warszawy z jej emigracją zarobkową i obecnym wymiarem sprawiedliwości nastawionym (podobnie jak całe polskie prawo) na restrykcje wobec obywateli i rodzimego biznesu są wystarczająco destabilizujące. Kwestie rosyjskiego ataku na Ukrainę można zupełnie pominąć, bo reakcja Zachodu wobec tej konkretnej wojny jest jasna – Rosja na Ukrainę wjechała i już tam zostanie. Przynajmniej do późnej jesieni, kiedy rosyjski gaz znów zacznie mieć jakiekolwiek znaczenie dla gospodarek Unii Europejskiej. Wtedy jednak na Ukrainie będzie już porządek – kraj będzie pomniejszony o Krym i Donbas zaś do rosyjskiej aneksji będzie się podchodziło mniej więcej tak, jak do aneksji Tybetu przez Chiny. Poza tym, naprawdę wbrew temu czym Polacy są karmieni przez krajowe media, nikt się aż tak Polską nie przejmuje i w świadomości Zachodu nasze znaczenie dla Europy znajduje się gdzieś na poziomie Bułgarii i Albanii. Nic wielkiego.

Gangsterzy… gangsterzy mają się świetnie. Z równą, co kiedyś łatwością, mogę w Polsce znaleźć pistolet, co narkotyki, dopalacze i nieletnią prostytutkę.

Czas na dziennikarzy…

Czy konkretna redakcja, dziennikarz, grupa dziennikarzy jest zainteresowana podsłuchiwaniem członków rządu i publikowaniem ich – kompromitujących, spójrzmy prawdzie w oczy – nagrań? Jasne, że tak! Każdy dziennikarz i każda redakcja jest tym zainteresowana! W końcu to zawód, który wymaga upubliczniania wstydliwych tajemnic, szczególnie tajemnic władzy. Nie wiem, czy ta zasada obowiązuje w przypadku duetów rząd Tuska – Gazeta Wyborcza i rząd Tuska – Telwizja Polska, ale to jakby pozostaje poza znaczeniem, bo to nie są jedyne opiniotwórcze media w Polsce. Generalnie, każdy dziennikarz skorzystałby z takich taśm – skądkolwiek by je dostał. I słusznie, bo na tym polega praca dziennikarza.

Nadążacie za mną? Schemat blokowy na mojej tablicy jest już solidnie pokreślony. Zostają mi tylko premier, podsłuchiwani członkowie rządu, szef NBP i restaurator.

Restaurator i jego kelnerzy nie mają żadnego interesu w podsłuchiwaniu członków rządu (ci ostatni – poza doraźnym wynagrodzeniem oczywiście) – afera średnio korzystnie wpłynie na reklamę restauracji. Umówmy się – goebbelsowska zasada „niech mówią, byleby nie przekręcali nazwy” nie sprawdzi się w przypadku takiego biznesu. Ani kelnerów.

Podsłuchiwani członkowie instytucji publicznych też niewiele na tym skorzystali – jasne, że każdy czasem rzuci mięsem, a o Amerykanach większość Polaków myśli to samo co Radek Sikorski. Ale nam w knajpie wolno o tym głośno powiedzieć – jemu nie. Podobnie jak nasze zdanie na temat Jacka Rostowskiego niewiele różni się od zdania, które ma o nim Marek Belka. Ale nie dźwigamy na barkach odpowiedzialności za bank centralny i stabilność polskiej waluty.

Co zostaje na tablicy?

Donald Tusk. Premier jako jedyna osoba, której afera tak naprawdę nie szkodzi bo aż nazbyt dobrze opanował umiejętność pokazywania się z jednej strony jako „zgwałcona kurewka” (przepraszam, określenie mało eleganckie, ale zapożyczone od jednego z ministrów RP), z drugiej jako obrońca niezależności i niepodległości Polski. Do tego wciąż mówiący o niebezpieczeństwie, jakie grozi Polsce w związku z taką, czy inną sprawą. Atmosferę strachu wprowadza lepiej chyba tylko Władimir Putin, który wojnę w Czeczenii usprawiedliwił zamachami w Moskwie jak raz zorganizowanymi przez FSB.

I tak patrząc na Tuska większość Polaków szczerze mu współczuje. Jego wprawdzie nie nagrano, ale ma ciężki orzech do zgryzienia. Już wiadomo, że nie poda rządu do dymisji i nie ogłosi wcześniejszych wyborów – bohater się nie poddaje. Nie ustępuje, jeśli w grę wchodzi interes narodowy.

Pozostaje kwestia motywów. Co Tusk (nienagrany) zyskuje na kompromitacji Sikorskiego, Belki i inych oraz służb specjalnych w Polsce? Z jednej strony pozbywa się politycznego konkurenta do brukselskich stanowisk. Sikorski zanadto wbił się w niezależność od Donalda i w końcu, kiedyś mógłby mu zagrozić w walce o fotel przewodniczącego komisji, czy szefa PE. Belka też – mimo wszystko – miał jakąś niezależność i w obszarze gospodarczym z rządem współpracować nie chciał. Choć łatwo było z niego wyciągnąć, co sądzi o Rostowskim – kolejnym wybijającym się charakterze z rządu Donalda Tuska. Co wynika z nagrań? Tyle, że profesor ekonomii mówi o ministrze finansów, że jest durniem i do niczego się nie nadaje. Nie pierwsza to taka opinia, ale z pewnością pierwsza quasi-publiczna, która wycieka z tej samej stajni.

Reszty, co naturalne, rozwijać nie trzeba. Szefowie służb będą Tuskowi służyć wiernie, albo wylecą – i słusznie. Towarzystwo w Platformie Obywatelskiej pokłóci się i zajmie sobą, co Donaldowi pozwoli umocnić własną pozycję. Zresztą ma w tym pewną praktykę – przypomnijcie sobie, że Donald Tusk był jednym z trzech tenorów załadających PO lata temu. Partia, która miała być demokratyczną instytucją opartą na triumwiracie (do pierwszych wewnątrzpartjynych wyborów) równych sobie i połączonych bojowników o demokrcję i lepszą Polskę. Dzisiaj jeden z tenorów pozostaje poza znaczeniem i tak naprawdę mało kto go kojarzy. Drugi nie żyje – zginął w katastrofie smoleńskiej w okolicznościach, których rząd Tuska do dzisiaj nie chce wyjaśnić i o której prawdę mówiąc większość ludzi już raczej nie pamięta.

Nie mówię, że to Donald Tusk stoi za całą sprawą. Mówię tylko tyle, że to jedyna osoba, która na tym korzysta, która miała narzędzia i wiedziała gdzie i kiedy je wykorzystać.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Widziane z Londynu. Fajką po tablicy

  1. Dnia 25 czerwca 2014 0:22 „Małgorzata Pietkun” napisał(a): Paweł Pietkun posted: „Afera taśmowa w Polsce bezspornie miała zaszkodzić członkom rządu. I zaszkodziła, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że jej scenariusz był wyreżyserowany i jest starannie realizowany przez tych, którym na rękę było osłabienie m.in. Rostowskiego, Sikorskiego”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s