Londyn. As-salam-o-alaikum

 

Państwo Islamskie nie próbowało mnie zwerbować. Jeszcze. Nie dostałem propozycji przejścia na islam i zarabiania pieniędzy jako delegat ISIS w Wielkiej Brytanii czy choćby w Polsce. Na razie niezobowiązująco dostałem propozycję nauczenia się arabskiego – za darmo. Na warunkach, które mi będą najbardziej pasować.

 

Propozycja pada od jednego z londyńskich imamów, który przez dwa dni sprawdzał moje dossier zanim zgodził się na spotkanie.

  • As-salam-o-alaikum – słyszę po wejściu do jednego z biur imama.
  • I pokój z tobą – odpowiadam ściskając delikatną, co mnie zaskakuje, dłoń człowieka, który chwilę wcześniej zrugał jak dziecko postawnego brodatego 20-latka. Odpowiadam po angielsku. Wbrew temu, co niegdyś sądziłem silenie się na odpowiedź w języku arabskim raczej oddaliłoby mnie od imama, niż zbliżyło. Co innego, jeśli znałbym język. Ale wystarczy, że wiem, co powiedział, i że życzę mu tego samego.

To nie pierwsza moja wizyta w londyńskim meczecie. Tym razem poszedłem, bo przez ostatnie miesiące okazało się, że lwia część moich klientów i współpracowników to Muzułmanie. Warto znać ich obyczaje, choćby po to, żeby nie popełnić błędu. Z wejściem do raczej zamkniętych dla nie-muzułmanów społeczności nie mam kłopotów – w końcu znam Koran. Mam nawet przy sobie jeden – w wersji elektronicznej, po angielsku, a jakże (wszak arabskiego jeszcze nie znam), na wypadek gdyby dyskusja wymagała posiłkowania się dosłownym cytatem. Znam również hadisy i nie obrażam się na to, że w każdej rozmowie spotykam się z propozycją przyjęcia wiary w proroka. Wiem – a to dzięki znajomości Koranu – jak tym propozycjom odmawiać nie urażając imama.

Wiem również, że nie jestem w obszarze zainteresowania delegatów ISIS, Państwa Islamskiego, które postawiło na baczność wywiady zachodnich państw. Choć prawdę mówiąc to wyłącznie kwestia czasu.

ISIS szukało swoich delegatów już od dawna niespecjalnie to ukrywając, w pełni wykorzystując poprawność polityczną rządów krajów unijnych, których największym lękiem jest oskarżenie o próbę dyskryminacji.

Jeżeli w Europie na stałe zagoszczą rezydenci Państwa Islamskiego – na co dzień rekrutowani na ulicach Londynu, Paryża i Amsterdamu (między innymi) – będzie to wina rządów europejskich, które w imię czkawki po okresie kolonialnym zamiast trzymać się tradycji, z której pochodzą demokratyczne społeczeństwa próbują budować nową – taką, która ani zimna nie jest, ani gorąca. I tak naprawdę jest siłą napędową potęgi Abu Bakra al-Baghdadiego, dzisiaj sennego koszmaru wszystkich przywódców NATO. Bo on dla odmiany jest konkretny. Wie, co chce osiągnąć i wie, jak porwać za sobą ludzi. Buduje państwo islamskie, które będzie, czy się to Amerykanom, Brytyjczykom czy Francuzom podoba, czy nie, oparte na nowych technologiach, nauce i edukacji. Nie musi kształcić lekarzy, inżynierów i wojskowych – zrobiły to za niego Korona Brytyjska i Rebublika Francuska, robią dzisiaj Berlin, Amsterdam i Warszawa. Teraz wystarczy tylko tych ludzi ściągnąć do siebie – a oni chętnie pojadą.

Abu Bakr al-Baghdadi zna również nasze lęki. Mordując ludzi pokazał, że jego janczarzy nie cofną się przed niczym. I każdy z nich bez mrugnięcia okiem powita was i pożegna islamskim życzeniem pokoju.

I tylko tacy jak ja będą mieli wątpliwości, czy uczyć się arabskiego i jaką cenę za to zapłacić. Bo przecież ludzie z językiem arabskim będą potrzebni w Londynie, kiedy większość arabskojęzycznych londyńczyków pojedzie budować Państwo Islamskie a ci, którzy zostaną będą na celowniku wywiadu i kontrwywiadu. Oraz policji i pracowników ochrony metra.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s