Copyright trolling, czyli jak naciągnąć łosia

14 grudnia Fundacja Nowoczesna Polska opublikowała raport o copyright trollingu, którego autorem jest Marcin Maj, dziennikarz Dziennika Internautów oraz Niebezpiecznik.pl.

 

25954057_foto%2beff%2bphotos%2b%2540flickr%2bcc-by_crop_300x168_ee00a837_cpoCopyright trolling, czyli masowa wysyłka propozycji ugodowych, dotknął tysięcy osób w Polsce. Każda z nich była wzywana do zapłaty od kilkuset do kilku tysięcy złotych za naruszenie praw, ale nie jest jasne jakich praw i czyich praw, ponieważ nie wszystkim zaatakowanym udałoby się udowodnić takie naruszenie przed sądem. Ale w tym procederze nie chodzi o to czy adresat ugody złamał jakieś prawo, skrzywdził kogoś czy nie, chodzi jedynie o to by… zapłacił. Najlepiej od razu i bez gadania.

 

W raporcie czytamy m.in.:

Inne istotne różnice pomiędzy copyright trollingiem a zwykłym dochodzeniem roszczeń przed sądem lub polubownie to: skala dysproporcji pomiędzy dostępem do pomocy prawnej, skala ilościowa (masowość wysyłek) oraz skala jakościowa (pisma trafiają niekiedy do osób, którym nie udałoby się łatwo wykazać naruszenia przed sądem, jak na przykład abonentów routerów wykorzystanych przez użytkowników do nieautoryzowanego rozpowszechniania utworów). Zdarza się, że odbiorca pisma nie dokonał żadnego naruszenia. Kluczowe jest jednak to, że wielu adresatów roszczeń nie decyduje się na postępowanie przed sądem, a wyznacznikiem copyright trollingu jest wobec tego wyzyskanie tej sytuacji – jest to biznes oparty o chłodną kalkulację statystyczną – na każde 100 wysłanych i opłaconych pism znajdzie się wiele osób, które zapłacą żądaną kwotę, nawet jeśli są niewinne.

Cały raport dostępny tutaj: mmaj-copyrighttrolling-raport

 

Firmy zarabiające na copyright trollingu nie są zazwyczaj zainteresowane prowadzeniem postępowań sądowych. Ten biznes opiera się na chłodnej kalkulacji – proponowana kwota jest zazwyczaj niższa niż koszt obrony przed sądem, a określony odsetek adresatów płaci niezależnie od zasadności roszczeń.

 

Taka działalność rodzi szereg wątpliwości prawnych i etycznych, ale ma także ujemne konsekwencje społeczne. W ustalanie danych osobowych adresatów zaangażowane zostają organy ścigania, przez co koszt copyright trollingu ponoszą wszyscy obywatele. Poza tym kosztem finansowym jest też niewymierny koszt społeczny – instrumentalne wykorzystanie Policji i prokuratury przyczynia się do erozji autorytetu państwa i prawa. Copyright trolling potwierdza w sposób szczególnie jaskrawy, że obecny kształt prawa autorskiego nie odpowiada potrzebom społeczeństwa informacyjnego. Fundacja Nowoczesna Polska od dawna uważa, że jedynym prawidłowym rozwiązaniem tego problemu jest zalegalizowanie niekomercyjnego dzielenia się utworami w internecie. Na stronach Fundacji dostępne są także szczegółowe propozycje w tym zakresie (tutaj: mmaj-copyrighttrolling-raport)

 

Publikacja raportu zbiega się z prezentacją informacji o copyright trollingu przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz ministra sprawiedliwości, 14 grudnia w Sejmie, na posiedzeniu Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

 

 

Źródło: Centrum Prasowe PAP

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Copyright trolling, czyli jak naciągnąć łosia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s